– Pierwszy raz się spotykam z taką sytuacją – przyznała Żanetta Kołodziejczyk-Tymochowicz z programu Interwencja Telewizji Polsat. Reporterów tego programu zaciekawił temat Marty Murawskiej z Oleszyc, który opisywaliśmy na łamach "Życia Podkarpackiego" dwukrotnie.
Pani Marta w grudniu 1999 r. kupiła mieszkanie od Urzędu Miasta i Gminy Oleszyce. Dokładnie 12 lat później o ten sam lokal upomniała się mieszkająca obecnie na Śląsku, ale pochodząca z Oleszyc pani B. Kobieta przedstawiła akt notarialny z 1950 r. Akt notarialny posiada również M. Murawska. Tyle że jej dokument datowany jest na grudzień 1999 r. Sprawa trafiła do sądu, który w pierwszej kolejności musi rozstrzygnąć, kto jest prawowitym właścicielem mieszkania. Rozstrzygnięcie odwleka się w czasie. – Do tej pory odbyła się tylko jedna rozprawa – mówi pani Marta. Czekają jeszcze dwie inne sprawy sądowe: o eksmisję i zasiedzenie. Zostały one jednak zawieszone do czasu ustalenia faktycznego prawa własności.
Gmina uważa, że sprzedała swoją własność i dziwi się, że rzekoma właścicielka upomniała się o niego dopiero po tylu latach. Burmistrz Andrzej Gryniewicz zwraca uwagę, że pod mieszkaniem pani Murawskiej znajduje się sklep. – Od lat pięćdziesiątych mamy dokumenty poświadczające, że to jest nasza własność – mówi. Co ciekawe, pani B. nie zażądała wydania jej tego lokalu, a jedynie znajdującego się na górze mieszkania. Istotne jest również to, że matka pani B. mieszkała w tej kamienicy aż do śmierci i nigdy nie upominała się o wspomniane mieszkanie.
Radca prawny urzędu zauważa, że gdyby przyznać pani B. sporną część kamienicy, posiadana przez nią własność wzrośnie o blisko 100 metrów kwadratowych w porównaniu do przedstawianego przez kobietę aktu notarialnego. Jednak biegli sądowi to właśnie pani B. przyznali rację w swoich opiniach.
O tej sprawie po raz pierwszy pisaliśmy w "Życiu Podkarpackim" w lutym 2015 r. W czerwcu br. wróciliśmy do sprawy. Po naszej publikacji tematem zainteresowała się również ekipa programu Interwencja Telewizji Polsat.
– Zdarza się, że pojawiają się spadkobiercy dotychczasowych właścicieli prywatnych. Ale przez kilkanaście lat mojej pracy, nigdy nie spotkałam się z sytuacją, żeby ktoś miał tego typu problem z powodu działania gminy. Zwróćmy uwagę, że mama pani Marty mieszkała w tym mieszkaniu już od 1984 roku – powiedziała nam Żanetta Kołodziejczyk-Tymochowicz, reporterka Polsatu, która zajmowała się tematem pani Marty.
- Obawiam się[paywall], że niestety ta sprawa nie zakończy się szybko i będzie trwała wiele lat. Każdy mówi o swoich racjach i ja to rozumiem. Każdy ma swoje dowody, ale pani Marta zrobiła wszystko zgodnie z prawem i to ona jest najbardziej poszkodowana – zauważyła dziennikarka Polsatu.Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze