Reklama

Niedługo się nudzili

31/08/2020 07:06

W czasie deszczu dzieci się nudzą – śpiewano przed laty w Kabarecie Starszych Panów. Zabawna piosenka, tylko nie wiadomo, czemu tylko dzieciom przypisuje się tę przypadłość, tak jakby dorosłych to nie dotyczyło.

29 maja lało jak z cebra. Majster, u którego pracował Marcin, odpuścił chłopakom pracę na rusztowaniu, ale żeby nie tracić dniówki, zarządził prace porządkowe wewnątrz budowanego domu. Trzyosobowa brygada rozlazła się po zakamarkach budowy, zbierając stare worki po cemencie, butelki i inne budowlane śmiecie. Majster też pokręcił się trochę, po czym pojechał na inną budowę. Wtedy brygada zachowała się tak, jak wszystkie inne brygady w podobnej sytuacji. Chłopaki usiedli na skrzynkach i zaczęli gadać o niczym, czyli zwyczajnie się nudzili. Do fajrantu było jeszcze daleko, więc Marcin zaoferował się, że skoczy po piwo. Odpalił skuter i pół godziny później przywiózł skrzynkę browara. Od razu zrobiło się przyjemniej i pewnie dotrwaliby tak do końca dniówki, gdyby nie właściciel, którego diabli nadali w taką pogodę. Zajechał pod niewykończony taras i w przyszłym salonie zobaczył gawędzącą brygadę. Wściekły wyskoczył z auta i jedną nogą wpadł po kostkę w błotnistą breję. Widząc, jak próbuje się uwolnić z błota, brygada ryknęła gromkim śmiechem. Wtedy poziom wściekłości u właściciela się podwoił. Wparował na budowę i w wyjątkowo wulgarny sposób zbluzgał chłopaków. Na to jeden z nich zwrócił właścicielowi uwagę, że nie wypada tak mówić do ludu pracującego. Kolejne bluzgi właściciela słychać było w promieniu stu metrów, aż w końcu, nie zmieniając słownictwa, kazał wszystkim natychmiast się wynosić do diabła.Marcin odparł, że się nie ruszą, bo majster kazał być do szesnastej. Wtedy we właściciela coś wstąpiło i kopnął w skrzynkę z browarem. Na szczęście któryś zachował zimną krew i powiedział: – Chodźmy, bo nie ma co się użerać się z tym świrem. Właściciel wybiegł za nimi i przystawił się do Marcina, którego uznał za prowodyra. Marcin odepchnął go tak nieszczęśliwie, że wylądował w kałuży i nim się wygrzebał, brygady już nie było. Nazajutrz, z samego rana, pod dom Marcina zajechał radiowóz i chłopak usłyszał, że może odpowiadać za pobicie. Na komisariacie wydmuchał 0,0 i całkiem sensownie opowiedział, jak było, nie ukrywając, że nudzili się i wypili po dwa piwa. Koledzy potwierdzili to, a na ich szczęście sąsiad zeznał, że słyszał, jak tamten pan, czyli właściciel, klął głośno, aż uszy więdły. Prawdopodobnie Temida nie zajmie się tym, a właściciel nieprędko znajdzie kolejną brygadę.

jot podpis
Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości