KRYMINAŁEK
Nie ma chyba miesiąca, żeby policja nie informowała o przypadku zatrzymania nieletniego, któremu zamarzyło się być kierowcą i owe marzenia zrealizował. Najmłodszy mistrz kierownicy pochodził z Legionowa i miał dwanaście lat. Na szczęście obeszło się bez większych tragedii, ale to tylko z powodu tego, że żaden z małolatów nie zdążył daleko zajechać, nim namierzyli go policjanci. Nie tak dawno podobny przypadek wydarzył się w naszym regionie.
Zaczęło się od wesela w pewnej wiosce, na które – w charakterze gości – przyjechali państwo X z piętnastoletnim synem Maćkiem. Na weselu, jak to na weselu, dorośli dobrze się bawią przy stole albo na parkiecie, a małolaty się nudzą. Maciek z nowo poznanym czternastolatkiem rozmawiali o autach, a konkretnie o autach rodziców. Przyznać trzeba, że o motoryzacji wiedzieli dużo i fachowo rozprawiali o wyższości automatyka nad tradycyjnym samochodem. Nawet w pewnym momencie odeszli kilkadziesiąt metrów od domu weselnego – na plac koło remizy, gdzie większość gości zaparkowała swoje auta. Maciek zachwalał skodę octavię swojego ojca i nawet zaproponował koledze przejażdżkę. Poczekaj, pójdę do ojca po kluczyki i możemy trochę się przejechać. Pięć minut później wrócił z kluczykami.
Niczym zawodowy kierowca usadowił się za kierownicą, przypomniał koledze o obowiązku zapinania pasów i ruszyli na przejażdżkę. Na koniec wioski dojechali bez żadnych przygód. Dalej był kilometr prostej drogi i wtedy Maciek postanowił się popisać. Docisnął do setki, ale nie przewidział, że droga dawno nie była remontowana i omijając dziury, prawie że otarł się o autobus jadący z miasta. Kierowca autobusu, zmuszony do nagłego manewru, popukał się w czoło, ale widząc gówniarza za kierownicą, sięgnął po telefon i zadzwonił na policję. Maciek, zdenerwowany trochę niefartem, ujechał jeszcze dwa kilometry i zawrócił. Już wjeżdżał na teren wioski, kiedy zobaczył z tyłu migające koguty radiowozu, więc przyspieszył i nie oglądając się na kury spacerujące po drodze, pędził do remizy.
Tam znowu zawiodły go umiejętności kierowcy i chcąc zaparkować, urwał dwa lusterka i innych samochodach. Wtedy nadjechał radiowóz. Skończyło się tym, że Maciek opowiedział, jak to wyjął kluczyki z marynarki ojca bez jego wiedzy. Jednak nie uchroni go to od sądu, na szczęście rodzinnego.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze