Reklama

Nieudana majówka

09/06/2018 07:24

Tegoroczny układ kalendarza sprawił, że przy odrobinie sprytu mogliśmy przez tydzień nie pracować, tylko leżeć do góry brzuchem. Żeby przypadkiem nikt nie pomyślał, że nie lubimy pracować, to tygodniowe nicnierobienie nazwano wielką majówką. Jedni ten czas wykorzystali na turystykę, inni na wiosenne remonty i pracę na działce, ale byli też tacy, którzy z braku pomysłów albo możliwości pozostali przy narodowej tradycji, czyli grillowaniu.

Nie mam nic przeciwko przypalonej karkówce, ale we wszystkim trzeba mieć umiar. Niestety zabrakło go kilku osobom, które w ostatnią kwietniową sobotę spotkały się przy grillu. Pomysłodawcą i organizatorem imprezy był niejaki Robert Z. Ponieważ od niedawna spożywanie alkoholu nad rzeką albo na łące, czyli w miejscu publicznym, jest zakazane, trzeba było coś wymyślić, bo przecież nie wypada siedzieć przy grillu o suchym pysku. Robertowi udało się przekonać dziadków, żeby udostępnili mu działkę i wczesnym popołudniem kilka osób płci obojga zsiadło przy dymiącym grillu. Nim mięsiwo nabrało odpowiedniej kruchości, towarzystwo zdążyło opróżnić butelkę wódki i parę puszek browaru. Później impreza coraz bardziej się rozkręcała. Zaczęły się chóralne śpiewy i ponad działkami popłynęły nieśmiertelne Sokoły. Trzeba przyznać, że biorąc pod uwagę tempo spożycia, towarzystwo zaprawione w bojach trzymało się nadzwyczaj dzielnie. Dopiero kiedy zrobiło się ciemno, nie było już niczego do picia ani do jedzenia i zbliżał się termin odjazdu ostatniego autobusu, Robert dał sygnał do ewakuacji. Wprawdzie teren działki trochę przypominał pobojowisko, ale postanowił, że posprząta dopiero na drugi dzień.

Rankiem jeszcze smacznie spał, kiedy zbudził go telefon. Dzwonił dziadek i drżącym głosem poinformował o tym, że w nocy na działce był pożar i spaliła się altanka. Chwilę trwało, nim Robert oprzytomniał na tyle, że informacja do niego dotarła. Błyskawicznie ubrał się, złapał taksówkę i kazał się zawieźć na działki. Z altanki, w której dziadek trzymał narzędzia, zostały tylko zgliszcza. Obok kręcili się dwaj strażacy i policjant. Ze wstępnych ustaleń wynikało, że od żarzących się węgli, które ktoś wysypał z grilla, zapaliła się sterta desek, a potem ogień przeniósł się na niewielką altankę. Robert wziął wszystko na siebie i jeszcze tego samego dnia spotkał się z wczorajszym towarzystwem. Po naradzie postanowili naprawić szkody i resztę dni wolnych spędzili, budując nową altankę.
jot podpis
Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    siódmoklasista zreformowanej p - niezalogowany 2018-06-09 08:50:28

    Pane Szwic, poziom dna a może nawet mułu.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama