W trzydziestych latach XX wieku angielski pisarz Aldous Huxley w swojej powieści „Nowy wspaniały świat” przedstawił dość sugestywną wizję ludzkości w dalekiej przyszłości. Pokazał świat niezwykle nowoczesny, zamieszkany przez ludzi sytych, zadowolonych, zdrowych i młodych. Ludzi, którzy nie cierpią z powodu biedy (bo wszystkie potrzeby życiowe mogą zaspokoić), nierówności (bo są do swej roli społecznej sztucznie uwarunkowani od maleńkości) czy niepowodzeń życiowych (bo nie muszą podejmować żadnych decyzji). Ich dnie wypełnia praca oraz rozrywka, której poświęcają większość czasu i uwagi. Jedyną ceną, którą ludzkość musi zapłacić za to rajskie życie, jest bezmyślność.
Szkoła przyszłości polega na bezrefleksyjnym powtarzaniu przez dzieci formułek, które potem będą automatycznie stosować na co dzień. Kultura ogranicza się jedynie do atrakcyjnych zmysłowo czucio-filmów, podczas których widzowie mogą realnie uczestniczyć w erotycznych zabawach odgrywanych przez aktorów. Nie ma w tym świecie miejsca dla kultury i literatury, bo – jak mówi jeden z jego rządców – w dawnych czasach to one sprawiały, że ludzie czuli się niezadowoleni z życia. Literatura uruchamiała emocje, dawała do myślenia, odwracała uwagę od pracy i tanich rozrywek, a więc wyeliminowano ją z idealnego świata. Ten dość koszmarny obraz (nazywany dziś negatywną utopią) nie był jednak czystą fantazją Huxleya, a raczej konsekwencją jego spojrzenia na współczesny mu świat, w którym ludzie przestają samodzielnie myśleć i są z tego powodu bardzo zadowoleni.
Wizja ta przychodzi mi do głowy, kiedy patrzę na zmiany, jakim podlega od kilku lat nasza edukacja humanistyczna. Oto bowiem z jednej strony powstaje nowa podstawa programowa dla szkół, w niej zaś nowy spis lektur, w którym znajdują się pozycje zacne, ale staroświeckie i kompletnie obce młodym ludziom. Ponadto znacznie ograniczona zostaje możliwość samodzielnego wybierania tekstów przez nauczycieli. Z takimi lekturami nie da się wykształcić w młodzieży nawyku czytania, bo będzie się ono jej kojarzyło jedynie z niezrozumiałym i oderwanym od życia bezsensownym wysiłkiem. Jej kontakt z literaturą zatem ograniczy się do nauczenia się na pamięć formułek koniecznych do zdania matury.
Z drugiej strony wyższe uczelnie uczące humanistów zmuszone są do kształcenia „kompetencji”, do nawiązywania praktycznych związków z biznesem, do dostosowania się do rynku pracy. A więc studenci-humaniści nie będą mieli potrzeby, by samodzielnie czytać, zastanawiać się i dyskutować, bo tego się od nich nie wymaga. Zresztą czytanie będzie im się kojarzyło ze szkolną traumą i nie zmieni tego żadne narodowe recytowanie Trylogii.
Oczywiście będą i tacy, których czytanie i samodzielne myślenie wciąż będą interesować, ale miejsce dla nich znajdzie się raczej na marginesie społeczeństwa. Reszcie będzie starczyła praca i rozrywka.
Myślę sobie, że taka przyszłość jest chyba nawet atrakcyjna dla rządzących (niezależnie od politycznych przekonań), bo społeczeństwo, które nie umie i nie lubi samodzielnie myśleć – to marzenie każdej władzy. Ale mnie taki nowy, wspaniały świat wydaje się jednak koszmarem.Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze