– Mieszkam w Niemczech i tam dotarła do mnie informacja z Przemyśla. Ze dziwieniem przeczytałem o tym, że w czasie wojny w piętrowym domu przy ulicy Tatarskiej 3 ukrywali się Żydzi. Było nawet zdjęcie tego domu – Janek Zimmermann wskazuje na remontowany dom przy Tatarskiej. – Ale to nieprawda, że w tym domu. Wiem, bo ja tu ponad rok ukrywałem się razem z innymi, tylko że tego domu już nie ma.
Stoimy na podwórku przy Tatarskiej 3 i oglądamy stary mur. Zimmermann znajduje miejsce, w którym w 1944 roku wydłubali zapasowy schron. – Zbliżał się front, słyszeliśmy huk dział i baliśmy się, że poginiemy, jak się zacznie ostrzał, bo blaszany dach nie chronił przed odłamkami i szrapnelami. Wtedy w pokoju pod łóżkiem zaczęliśmy poszerzać dziurę wybraną w murze. Łyżkami i dziecinnym wiaderkiem, aż wygrzebaliśmy schron na trzynaście osób i chowaliśmy się tam podczas ostrzału – Zimmermann przerywa opowieść, bo podchodzą do nas dwaj lokatorzy z sąsiednich budynków. Z doświadczenia wiedzą, że kiedy obcy wchodzą na podwórko i się rozglądają, to na pewno interesuje ich historia Żydów, którzy się tu ukrywali.
– Tego domu już dawno nie ma. Rozsypywał się ze starości i rozebrali go – tłumaczy Jerzy Dobrowolski, który mieszka tu od czterdziestego szóstego roku. – Jeszcze tylko cegły z niego zostały, ślad po kominie i wejście do schronu, który Żydzi sobie wykopali – pokazuje miejsce, które przed momentem pokazał Zimmermann.
– A tutaj było wejście do sionki, po prawej była kuchnia i dalej dość duży pokój. Dobrowolski oprowadza po nieistniejącym domu. Na to włącza się Zimmermann i uzupełnia:[paywall] – Tu stało wiadro na odchody, które biedna Fusia musiała co wieczór wynosić do klozetu. Tutaj drabina, a w suficie była klapa na strych, na którym żyliśmy w trzynaście osób. Dach był blaszany, w lecie rozgrzewał się tak, że brakowało nam powietrza, więc wydłubaliśmy w nim małe dziurki, a potem – jak przyszły deszcze – musieliśmy pod nie podstawiać garnuszki. Na strychu była ziemia, którą wykopaliśmy ze schronu na dole. Przecież nie mogliśmy jej rozrzucać, bo często przychodzili tu Niemcy. – Prawda. Na strychu była ziemia – potwierdza Dobrowolski, który jako dziecko „zwiedzał” opustoszały domek po drugiej stronie podwórka i zaglądał na strych.

Pocztówka z początków XX wieku, na której widać nieistniejący domek przy Tatarskiej.
O wojennych losach Janka Zimmermanna i jego siostry Cesi opowiada paradokumentalny film Ukrywający się w ciszy. Janek miał dziesięć lat, kiedy Niemcy zamknęli getto. Matka starała się go ukryć w bezpiecznym miejscu po aryjskiej stronie. Podczas pierwszej próby omal nie zginął. Dwaj mężczyźni, którzy za pieniądze podjęli się przeprowadzić dziesięciolatka z getta do kryjówki, doprowadzili go do parku i tam chcieli zabić. Strzelili dwa razy, ale na szczęście chybili. Janek, przerażony, uciekł do getta, do matki i pokazał w płaszczyku dziurę po kuli. Udało się dopiero za drugim razem.
Na początku maja 1943 roku razem ze starszą o cztery lata siostrą Cesią uciekli z jednej z kamienic przy ulicy Kopernika przez piwniczne okienko. Potem prześlizgnęli się przez Kamienny Most i idąc za przewodniczką, która na nich czekała, dotarli na Tatarską, gdzie siostry Stefania (Fusia) i Helena Podgórskie przygotowały kryjówkę na strychu małego domku. Kiedy Janek z siostrą dotarli tam, na strychu ukrywało się już dziewięć osób. Potem dołączyła jeszcze ich matka Malwina (ojciec już nie żył, zginął w Bełżcu) i Hirsch, dentysta z Dobromila. Razem ukrywało się trzynaście osób. Lokalizacja była ryzykowna, ponieważ po drugiej stronie ulicy Niemcy urządzili szpital wojskowy i wszędzie kręcili się żołnierze.

fot.Jacek Szwic
Zimmermann pokazuje miejsce, w którym w 1944 roku wydłubali zapasowy schron.
Zimmermann wspomina: – Całymi dniami siedzieliśmy na strychu, nie ruszając się i mówiąc do siebie szeptem. Pomimo tego kiedyś Niemiec, który odwiedzał pielęgniarki mieszkające na dole, usłyszał ze strychu jakiś szmer. Chcąc to sprawdzić, wszedł po drabinie, uchylił klapę i poczuł smród, a przed nosem zobaczył kilka wielkich szczurów. To mu wystarczyło. Zeskoczył i odszedł ze wstrętem. W ten sposób szczury, z którymi żyliśmy w symbiozie, uratowały nam życie. Naprawdę trudno przekazać, w jakich warunkach przebywaliśmy. Nieustający strach, głód, brak jakichkolwiek warunków sanitarnych. Aż dziwne, że wytrzymaliśmy tam ponad półtora roku, do sierpnia czterdziestego trzeciego.
– Tam, gdzie ja teraz mieszkam, mieszkała pani Koniośna i u niej też ukrywała się żydowska dziewczynka – włącza się lokator mieszkający po drugiej stronie podwórka. Do dzisiaj jeszcze zostały małe drzwiczki prowadzące z pokoju na strych. – Faktycznie, ukrywała się, ale krótko. Bo zrobiło się niebezpiecznie i ją gdzieś przenieśli – potwierdza Zimmermann. Lokator opowiada też, jak to kiedyś przyjechała telewizja i nakręcili istniejący budynek, informując, że to w nim ukrywali się Żydzi. – Tak nie może być, że nagina się historię – oburza się mężczyzna. – Właśnie dlatego tu chciałem być, żeby wyprostować to, co mówią ludzie – tłumaczy Zimmermann.

fot.Jacek Szwic
Sporny dom, w którym na pewno nie ukrywali się Żydzi.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.Warto wspomnieć też o rodzinie Medwit, o której chyba niewielu wie, a która także pomagała Żydom w czasie II wojny światowej. Znajdują się na liście Yad Vashem. Polecam poniższe artykuły. https://collections.ushmm.org/oh_findingaids/RG-50.488.0100_tcn_pl.pdffile:///C:/Users/AE/Downloads/poland.pdf
A może jakiś artykuł jak Polacy zdychali z głodu w Przemyślu w czasie II wojny .
Nie przeczytałem całego artykułu bo nie mam dostępu, ale po tytule można by wnioskować że szczury ocaliły im życie (przynosiły jeść czy były jedzeniem?) , kto przynosił wodę? myszy?nasuwa się pytanie czy Polacy im pomagali, skoro były tak pomocne szczury?
Nawet nie pytaj , to teraz " niePOprawne POlitycznie . Liczą się tylko ci pierwsi , reszta tylko może miała jakieś " niedogodności ". ale to nic . Liczą się tylko Zydzi , ich należy i tylko ich uwzględniać. W Oświęcimiu - jak wiadomo - zginęło około 6 mln więżniów, . Z czego połowa do Zydzi ,ale mówić trzeba tylko o nich . Druga połowa , może i była , ale co am , to" tylko "Polacy , o nas się nikt nie będzie upominał , zwłaszcza ,ze szaleńcy totalni ciągle bredzą ,że należy zapomnieć o tym co było . Przecież to nie " byli Niemcy , lecz tylko naziści " ba , nawet próbują bredzić ,ze to Polacy też byli . Czyli tylko patrzeć , i będą w historii ,że tymi ' nazistami |' to byli Polacy
Warto wspomnieć też o rodzinie Medwit, o której chyba niewielu wie, a która także pomagała Żydom w czasie II wojny światowej. Znajdują się na liście Yad Vashem. Polecam poniższe artykuły. https://collections.ushmm.org/oh_findingaids/RG-50.488.0100_tcn_pl.pdffile:///C:/Users/AE/Downloads/poland.pdf
A może jakiś artykuł jak Polacy zdychali z głodu w Przemyślu w czasie II wojny .
Nie przeczytałem całego artykułu bo nie mam dostępu, ale po tytule można by wnioskować że szczury ocaliły im życie (przynosiły jeść czy były jedzeniem?) , kto przynosił wodę? myszy?nasuwa się pytanie czy Polacy im pomagali, skoro były tak pomocne szczury?