Po raz pierwszy Józef Kołodziej oddał krew, gdy koleżanka z technikum naftowego w Krośnie uległa ciężkiemu wypadkowi. Do dziś ma na swoim koncie dokładnie 100 litrów i 400 ml tego drogocennego płynu.
Józef Kołodziej dobrze pamięta ten dzień. To był 27 października 1971 r. Datę potwierdza wpis w legitymacji honorowego krwiodawcy. – Koleżanka dojeżdżała do szkoły pociągiem z Iwonicza. Warunki były już dość zimowe[paywall], pojawił się pierwszy śnieg. Wchodząc na stopień wagonu, poślizgnęła się i upadła. Ręka poleciała jej pod wagon, który akurat ruszył i zmiażdżył rękę przy obojczyku – opowiada.
Na wieść o tragedii, cała szkoła ruszyła z pomocą. – Zgłosiło się nas ponad sto osób. Przez trzy dni punkt krwiodawstwa przyjmował krew – wspomina.
Niestety kończyny nie udało się odratować, ale chęć niesienia takiej formy pomocy w panu Józefie pozostała. Jeszcze jako uczeń otrzymał brązową i srebrną odznakę Honorowego Dawcy Krwi w Krośnie.
Wtedy trochę inaczej wyglądała procedura poboru krwi. – Krew pobierano do szklanych butelek ze specjalnym korkiem i zaciskiem metalowym – mówi. – Za pierwszym razem brano 250 mililitrów, a później, jeśli lekarz pozwolił to można było 400 – dodaje. Na przełomie lat 70. i 80. pojawiły się specjalne worki i wtedy zaczęto pobierać 450 ml.
Pan Józef oddaje również osocze oraz płytki krwi metodą tromboferezy. –Trombofereza trwa o wiele dłużej i pobiera się od takich dawców, którzy mają wysoką ilość płytek krwi w swoim organizmie – mówi.
W 1999 r., gdy miał już oddanych ponad 50 litrów krwi, otrzymał jedno z najwyższych wyróżnień dla krwiodawców – Kryształowe Serce.
Urodził się w Lubaczowie, technikum naftowe kończył w Krośnie. Pierwszą pracę podjął w kopalni ropy w Kamieniu Pomorskim na Pomorzu Zachodnim. Tam pracował do 1980 r. – Zawieruchy solidarnościowe tam mnie zastały. Organizowałem wstrzymanie produkcji na kopalni. Mam protokoły z czasu, jak tam zakładaliśmy „Solidarność”. Robiliśmy protesty, nasze samochody były oflagowane, dwa razy w tygodniu jeździliśmy do „Solidarności” do Szczecina zdawać relację – wspomina. – Potem byłem ścigany przez prokuraturę, a nadarzyła się okazja, że w kopalni siarki w Baszni szukali sztygara, więc wróciłem tutaj. Potem przyjechała żona z dziećmi – dodaje.
J. Kołodziej ma obecnie 64 lata. Drugą kadencję jest radnym rady miejskiej. Sił mu nie brakuje. – Ja mam tyle energii, że wywrotkę ziemi rozrzucić to żaden problem – zarzeka się.
Nie pamięta kiedy ostatnio chorował. Nie straszny mu też nawet najtęższy mróz. – Jak idę na sesję rady miejskiej to zakładam tylko marynarkę na koszulę z krótkim rękawem, bo inaczej jest mi za gorąco – mówi.
Tak dobrej kondycji upatruje w oddawaniu krwi i ruchu. Pan Józef jest bowiem miłośnikiem sportu. Jeździ na rowerze, ale najbardziej jest znany z biegów i udziału w maratonach. – Póki tylko zdrowie pozwala, to nie ma problemu. Niektórzy dużo młodsi nie dają rady, by mnie pokonać – mówi.
fot.archiwum prywatne
Pan Józef oddaje krew od 46 lat. W tym roku przekroczył 100 litrów.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.Rety to aż 10 pełnych wiader krwi, wielki "szacun"
Jest Pan WIELKI MISTRZ
To jest Wielkie bezinteresowne serce
Rety to aż 10 pełnych wiader krwi, wielki "szacun"