Rzuty karne rozstrzygnęły sprawę w finale okręgowego Pucharu Polski, w którym zmierzyły się dwa najsilniejsze obecnie zespoły w naszym regionie, czyli KS Wiązownica i Pogoń-Sokół Lubaczów.
Spotkanie rozegrane zostało na stadionie w Wiązownicy i nie miało faworyta. Lubaczowianie po raz pierwszy wystąpili pod wodzą dotychczasowego asystenta Łukasza Surmy – Pawła Słomianego. Ten pierwszy został zwolniony przez zarząd po dramatycznej domowej porażce z Siarką Tarnobrzeg 1:6.
Ekipa Szymona Szydełki trofeum broniła i obroniła. Po serii rzutów karnych, w których błysnął Jakub Osobiński. Dał się pokonać ledwie raz. To był trzecie spotkanie tych zespołów w tym sezonie, które zakończyło się po 90 minutach takim samym rezultatem, czyli 1:1.
W I połowie było trochę nudno. Zbyt wiele było chaosu z obu stron, prostych strat piłki, niedokładności i pozorowanej konsekwencji w grze. Nie było także bramek, ale to goście mieli więcej klarownych okazji.
W II połowie lepiej nie było, z jednym zastrzeżeniem: padły bramki. Dwie. Gospodarzy na prowadzenie wyprowadził Przemysław Zieliński, który celnym strzałem głową sfinalizował dośrodkowanie Grzegorz Janiczaka. Lubaczowianie w ostatniej chwili przedłużyli swoje nadzieje na uniesienie sporych rozmiarów trofeum, kiedy doświadczony Adam Imiela pokonał J. Osobińskiego. Pewnie nic by to nie dało, gdyby w 66. min uderzenie Ihora Hatali zamiast na poprzeczce wylądowało w siatce.
Dogrywka to szachy. Nikt nie chciał się odkryć, czekając na loterię, którą niewątpliwie była seria rzutów karnych. W tej lepiej zaprezentował się wspomniany J. Osobiński. Piłkarze Pogoni-Sokoła znaleźli na niego tylko raz sposób.
KS Wiązownica awansował do półfinału Pucharu Polski na szczeblu Podkarpackiego Związku Piłki Nożnej. Ale znacznie ważniejszym tak dla niego, jak i Pogoni-Sokoła będzie walka o utrzymanie statusu III-ligowca.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze