Piłkarski sezon 2025-26 przeszedł do historii. W podkarpackiej IV lidze nasz okręg reprezentowały trzy zespoły: JKS Jarosław, Polonia Przemyśl oraz KS Wiązownica. Dla pierwszego z nich był to sezon ze wszech miar udany, zwieńczony w pełni zasłużonym awansem do III ligi. Pozostałym dwóm przyniósł miejsce w środku stawki, choć o utrzymanie musiały one walczyć niemal do samego końca rozgrywek.
Autor: Michał ŁABUŚ
Co się odwlecze, to nie uciecze – znane przysłowie idealnie pasuje do jarosławskich piłkarzy. Przed rokiem byli oni o krok od wywalczenia awansu. Rywalizację z Sokołem Kolbuszowa Dolna przegrali – pomijając sagę z walkowerem dla Kolbuszowian – na samej mecie rozgrywek. Tym razem byli absolutnie bezkonkurencyjni, mimo że początek sezonu nie był dla podopiecznych trenera Walerija Sokołenki udany. W pierwszych trzech kolejkach JKS zdobył zaledwie trzy punkty, notując porażki w Łańcucie (1:3) i Nowotańcu (1:2), a więc z rywalami, którzy również celowali w miejsce na podium. Nie podłamało to jednak Jarosławian, którzy szybko złapali odpowiedni rytm. Od czwartej serii gier aż do końca rundy jesiennej byli już bezbłędni, bijąc każdego rywala, jaki stanął im na drodze. Większość zespołów wyjeżdżała z Jarosławia z pokaźnym bagażem bramek. Ekipom Wiązownicy i Błękitnych Ropczyce JKS zaaplikował po cztery, Wisłokowi Wiśniowa – sześć, zaś Czeluśnicy – siedem goli. W grodzie nad Sanem postawił się tylko Izolator Boguchwała (1:0) oraz Sokół Nisko, który długo prowadził, lecz dzięki dwóm trafieniom w samej końcówce gospodarze przechylili szalę zwycięstwa na swoją stronę (2:1).
Dzięki fantastycznej serii piętnastu zwycięstw z rzędu JKS zdobył mistrzostwo jesieni z siedmiopunktową przewagą nad Cosmosem Nowotaniec. Ponieważ pierwsze dwa wiosenne pojedynki przed własną publicznością Jarosławianie mieli stoczyć ze wspomnianą już wcześniej Stalą Łańcut i właśnie Cosmosem, stało się jasne, że mogą to być spotkania kluczowe dla losów rywalizacji. Oba JKS rozstrzygnął na swoją korzyść i to w bardzo przekonujący sposób. Ze Stalą wygrał 5:1, zaś z Cosmosem 3:1. Kapitalną serię wygranych czarno-niebiescy przedłużyli do osiemnastu meczów i wydawało się, że nie będzie na nich mocnych. Wkrótce zespołowi przytrafiła się lekka zadyszka. Na przełomie marca i kwietnia Jarosławianie zremisowali najpierw w Ropczycach (1:1), a następnie na własnym obiekcie z Ekoballem-Stalą Sanok (0:0). Powetowali sobie jednak te niepowodzenia w kolejnych spotkaniach, gromiąc po 7:0 ŁKS Łowisko i Czarnych Jasło oraz 5:0 lokalnego rywala z Wiązownicy. W międzyczasie odprawili z kwitkiem innego konkurenta z czołówki, Igloopol Dębica (3:1). Rosnąca niemal z każdym tygodniem przewaga w ligowej tabeli sprawiła, że świętowanie przypadło na trzy kolejki przed zakończeniem sezonu podczas derbowego starcia z Polonią Przemyśl. Gospodarze rozstrzygnęli ten pojedynek już w pierwszej połowie, w której do siatki trafili: Andreja Prokić, Nazar Werbnyj oraz Dżaba Pchakadze. Zwycięstwo 3:1 było pięknym podsumowaniem fantastycznego sezonu. Sezonu, w którym JKS już do końca nie zaznał goryczy porażki, choć cztery dni po zapewnieniu sobie mistrzostwa czekała go jeszcze trudna przeprawa w Boguchwale. Jarosławianie pokazali charakter, gdyż mimo rozluźnienia zdołali zremisować 2:2, odrabiając dwubramkową stratę.
Kapitalna seria 31 spotkań bez porażki z rzędu to zasługa całego kolektywu, ale z pewnością nie byłoby jej bez fenomenalnej dyspozycji Wojciecha Reimana. Bezdyskusyjny lider drużyny zdobył aż 29 bramek, zostając najlepszym strzelcem ligi. Niewiele pod tym względem ustąpił mu ubiegłoroczny król strzelców, Dżaba Pchakadze, który do bramek rywali trafił dwudziestokrotnie. Pewnym jest, że w nowym sezonie Reimana już w Jarosławiu nie zobaczymy. Kto go zastąpi? Na ten moment trudno wyrokować. Póki co szeregi jarosławskiej ekipy zasilił jedynie Jarosław Czernysz (poprzednio Wisłoka Dębica). Przygotowania do nowego sezonu JKS rozpocznie 1 lipca br. Zespół ma w planach pięć sparingów. 4 lipca br. zagra z Wisłoką oraz LKS-em Skołoszów w ramach obchodów 80-lecia tego klubu. Tydzień później spotka się z Sokołem Kolbuszowa Dolna. Od 13 do 18 lipca br. Jarosławianie będą przebywać na obozie w Mielcu, podczas którego zmierzą się jeszcze z Czarnymi Połaniec oraz Tomasovią Tomaszów Lubelski.
O ile JKS miał za cel awans, pozostali przedstawiciele naszego regionu myśleli o spokojnym prolongowaniu ligowego bytu na kolejny sezon. Nieco lepiej wypadła Polonia Przemyśl, która zakończyła rywalizację na dziewiątej pozycji. Podopieczni trenera Pawła Załogi okazali się więc najlepszym spośród wszystkich beniaminków i jednym z dwóch (obok Błękitnych Ropczyce), którym udało się utrzymać. Pierwsza runda jeszcze takiej pewności nie dawała. Przemyślanie wygrali tylko pięć spotkań, w tym zaledwie jedno przed własną publicznością (3:1 z ŁKS-em Łowisko). Punkty pogubili w spotkaniach z teoretycznie słabszymi rywalami: Stalą Gorzyce (3:3), Wisłokiem Wiśniowa (0:0) czy też Czeluśnicą (0:2). Na szczęście wiosna była już bardziej udana. W pierwszych pięciu meczach Polonia zgromadziła aż trzynaście punktów, oddalając się dzięki temu od strefy zagrożonej spadkiem. Sposób na popularną „Barcelonkę” znalazł dopiero Izolator Boguchwała, z którym Przemyślanie przegrali 0:4. W końcówce sezonu zespół zdecydowanie lepiej punktował na własnym boisku. Wygrywając 4:2 z Ekoballem-Stalą Sanok, 3:2 z Sokołem Nisko oraz 5:1 z Czeluśnicą zapewnił sobie spokojne utrzymanie.
Dokładnie o jedną lokatę za Polonią uplasował się KS Wiązownica. Zespół trenowany przez Huberta Kasię jeszcze rok temu rywalizował w III lidze. Spadek okazał się jednak dla niego bolesnym doświadczeniem. Największą bolączką drużyny w minionych rozgrywkach była bardzo wąska kadra. Wobec szeregu kontuzji w pewnym momencie szkoleniowiec ekipy z powiatu jarosławskiego miał do dyspozycji jedynie 12 – 13 piłkarzy. Mimo tych problemów zespół często pokazywał charakter i wolę walki, potrafiąc postraszyć ligowych potentatów. W Wiązownicy punkty zgubił Cosmos (1:1), Izolator (1:1) oraz Karpaty (2:1). Cenny remis Wiązowniczanie wywieźli również z Łańcuta (0:0). Trudno jest jednak przebrnąć przez cały sezon niemal „gołą” jedenastką. Drużyna przekonała się o tym na przełomie kwietnia i maja. Po domowym remisie z Wisłokiem Wiśniowa (1:1) przyszła seria sześciu porażek z rzędu i kibice w Wiązownicy zaczęli z niepokojem zerkać w ligową tabelę. Sprzymierzeńcem zespołu był jednak terminarz. W ostatnich czterech kolejkach jego przeciwnikami były aż trzy ekipy pogodzone już ze spadkiem. Niezwykle ważne zwycięstwo Wiązownica odniosła najpierw w Czeluśnicy (2:1), gdzie decydującą bramkę zdobyła w siódmej doliczonej minucie gry. Później pokonała jeszcze ŁKS (3:1) oraz Stal Gorzyce (4:2). By w kolejnym sezonie odegrać w lidze nieco poważniejszą rolę, drużyna z pewnością będzie jednak potrzebowała wzmocnień.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze