Reklama

Ostateczny egzamin zawsze zdaje się przed publicznością. Mama na Obrotach dla Życia Podkarpackiego [KONKURS Z BILETAMI]


Jeszcze kilka lat temu nie wyobrażała sobie, że stanie przed setkami ludzi i będzie rozśmieszać ich ze sceny. Dziś chce iść dalej: zagrać dużą trasę, występować na większych scenach i przede wszystkim nie żałować, że czegoś nie spróbowała. Klaudia Klimczyk – stand-up komiczka ze Śląska, znana również pod pseudonimem Mama Na Obrotach, karierę zaczęła od TikToka, gdzie zgromadziła ponad 4,7 miliona obserwujących dzięki humorystycznym filmom. Na scenę stand-upową weszła w 2023 roku, szybko stając się jedną z najbardziej rozpoznawalnych polskich komiczek. W rozmowie z ŻP opowiada o komediowych trudach, inspiracjach i kulisach powstawania jej stand-upowych historii.


LUT07

godz: 17:00

Co Panią bardziej stresuje: wejście na scenę przed kilkuset osobami czy opublikowanie filmu, który za chwilę zobaczą setki tysięcy ludzi?

– Zdecydowanie scena. Film wrzucam i koniec. Mogę odłożyć telefon i nawet przez jakiś czas nie patrzeć, co się tam dzieje. A na scenie mam przed sobą ludzi, widzę ich reakcje i od razu słyszę, czy się śmieją, czy nagle zrobiło się podejrzanie cicho (śmiech). Tego już nie przewinę ani nie nagram po raz drugi. Jednak z każdym występem ten stres jest trochę inny. Dalej występuje, ale już bardziej mnie mobilizuje. Gdy wychodzę na scenę i słyszę pierwszy śmiech, to myślę: „Dobra, jestem u siebie”.

Reklama

Skąd najczęściej bierze Pani pomysły na stand-up? Jak Pani rozpoznaje, że żart rzeczywiście jest dobry, a nie tylko śmieszny dla Pani samej?

– Najczęściej z życia. Z domu, z męża, z dzieci, z jakiejś rozmowy, sytuacji w sklepie czy u lekarza. Czasem ktoś coś powie i od razu zapala mi się lampka: „O, to jest dobre!”. Zapisuję sobie takie rzeczy, czasami nawet jedno zdanie albo hasło. A czy żart naprawdę jest dobry? Scena bardzo szybko to weryfikuje (śmiech). Możesz w domu myśleć, że wymyśliłaś żart życia, wychodzisz, opowiadasz i… cisza. I już wiesz, że jednak żart życia to nie był (śmiech). Dużo rzeczy sprawdzam też wcześniej na mężu, rodzinie, Wojtku czy znajomych. Ale ostateczny egzamin zawsze robi publiczność.

Reklama

Czy rodzina i znajomi są już przyzwyczajeni do tego, że zwykła rozmowa z Panią może kiedyś stać się materiałem?

– Oj tak (śmiech). Oni już chyba wiedzą, że przy mnie trzeba uważać, co się mówi. Czasami wydarzy się jakaś sytuacja, wszyscy się śmieją, a ja już mówię: „Czekaj, czekaj, bo to jest dobre!”. Najwięcej materiału dostarcza mi chyba mój mąż, bo siłą rzeczy z nim spędzam najwięcej czasu (śmiech). Ale też dużo żartów wymyślamy razem. On już wie, z kim żyje i chyba pogodził się z tym, że jak coś zabawnego powie albo zrobi, istnieje ryzyko, że za jakiś czas będzie się z tego śmiało kilkaset osób.

Reklama

Czy zdarza się Pani pomyśleć: „tego nie nagram (lub nie zagram), bo to jest zbyt absurdalne”, po czym właśnie ten pomysł okazuje się najlepszy?

– Oczywiście! I często właśnie te najbardziej absurdalne pomysły działają najlepiej (śmiech). Czasem coś wymyślę i sama sobie mówię: „Nie no, Klaudia, to już jest za głupie”. A za chwilę myślę: „Dobra, robię!”. I nagle okazuje się, że ludzie właśnie z tego śmieją się najbardziej. Nauczyłam się już, że jeżeli jakiś pomysł wydaje mi się dziwny albo totalnie odjechany, to wcale nie oznacza, że jest zły. Czasami wręcz przeciwnie.

Reklama

Czy są tematy, z których chciałaby Pani żartować, ale jeszcze nie znalazła Pani odpowiedniego sposobu?

– Pewnie, że są. Mam dużo rzeczy zapisanych, ale nie wszystko od razu nadaje się na scenę. Czasem mam sam temat albo sytuację, która mnie bawi, ale jeszcze nie wiem, jak ją opowiedzieć, żeby bawiła też innych. Wtedy nie robię nieczego na siłę. Odkładam to. Czasem po miesiącu nagle przychodzi puenta, czasem po pół roku, a czasem patrzę na swoją notatkę i zastanawiam się: „Co ja właściwie miałam tutaj na myśli?” (śmiech). Są też tematy, przy których trzeba dobrze dobrać słowa. Lubię mocny humor, ale zależy mi przede wszystkim na tym, żeby ludzie się śmiali.

Reklama

Czy przed występem ma Pani jakiś rytuał albo sposób na opanowanie stresu?

– Nie mam żadnego specjalnego rytuału. Nie muszę trzy razy obejść krzesła ani dotknąć lewej ściany przed wyjściem (śmiech). Najbardziej pomaga mi obecność moich ludzi. Pogadamy, pośmiejemy się i człowiek na chwilę zapomina, że zaraz ma wyjść przed kilkaset osób. Najgorzej byłoby, gdybym siedziała sama i cały czas analizowała: „A co, jeśli się nie będą śmiać? A co, jeśli zapomnę tekstu?”. Wolę wejść i zrobić swoje. A kiedy już jestem na scenie i słyszę śmiech publiczności, stres bardzo szybko puszcza.

Reklama

Co Panią bawi prywatnie, kiedy nikt nie patrzy?

– Najbardziej zwykłe, głupie sytuacje. Naprawdę nie potrzebuję wiele, żeby zacząć się śmiać. Czasem mąż coś powie, dzieci coś zrobią, ktoś się przejęzyczy i ja potrafię przypominać sobie to jeszcze pół dnia i dalej się śmiać. Uwielbiam też ludzi, którzy mają dystans do siebie i potrafią powiedzieć coś kompletnie niespodziewanego. Taki humor najbardziej mnie bawi. I prawda jest taka, że czasami w naszym domu dzieją się dużo śmieszniejsze rzeczy niż te, które później pokazuję w internecie. Tylko nie wszystko nadaje się do publikacji (śmiech).

Reklama

I na koniec: co, w kontekście zawodowym, chciałaby Pani zrobić właśnie po to, by za kilka lat móc powiedzieć: „kurczę, naprawdę to zrobiłam”?

– Chciałabym cały czas iść dalej i próbować rzeczy, których kiedyś nawet bym ze sobą nie połączyła. Sam stand-up był dla mnie czymś takim. Kiedyś nie pomyślałabym, że będę wychodzić na scenę przed setkami ludzi, a dzisiaj robię to i mam z tego ogromną frajdę. Chciałabym zagrać naprawdę dużą trasę, wejść na jeszcze większe sceny i cały czas się rozwijać. Ale przede wszystkim nie chcę za kilka lat pomyśleć: „Mogłam spróbować, ale się bałam”. Wolę spróbować, nawet jeśli coś nie wyjdzie, niż później żałować, że zabrakło mi odwagi. Bo kiedy patrzę na to, gdzie byłam kilka lat temu, a gdzie jestem teraz, to już czasami sama myślę: „Kurczę… naprawdę to zrobiłam?” (śmiech).

Reklama

KONKURS!

Dzięki uprzejmości organizatorów, będziemy mieć dla naszych Czytelników niemałą niespodziankę – bilety na występ Klaudii Klimczyk (Mamy Na Obrotach), który odbędzie się 7 lutego 2027 roku w Centrum Kulturalnym w Przemyślu. Jak je zdobyć? Wystarczy zadzwonić do naszej redakcji w piątek, 25 września o g. 12 (16 670  22 00). Pierwszych pięć osób, które się do nas dodzwoni, zgarnie podwójną wejściówkę. 

 

Czytaj nas w Google
Dodaj do Google
Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 23/09/2026 13:11
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama