Pojedynek krwawy, choć zarazem uznawany za honorowy, był dawniej sposobem rozwiązywania konfliktów między rywalami. Spory toczono o fizyczne znieważanie, obrazę – gestykulacją, słownie, pisemnie – i z wielu, wielu innych przyczyn. Walki najczęściej odbywały się w dyskrecji i w odosobnionych miejscach. W Przemyślu także się pojedynkowano, chociaż należało to do rzadkości.
Echo Przemyskie w 1901 r. (nr 77.) ujawniło, że we Lwowie wielu mieszkańców (szczególnie oficerów) zbzikowało i bardzo często pojedynkowało się z byle głupoty.
Wystarczyło przekroczyć granicę zaboru austriackiego, aby zupełnie spokojnie stanąć do pojedynku bez lęku o konsekwencje karne. Wymiar sprawiedliwości wówczas starał się nie dostrzegać spektakularnych pojedynków lub bywał wobec nich zupełnie bezsilny. Warto przypomnieć, że w pojedynku zginął we Lwowie w 1861 roku Walery Łoziński (pisarz, publicysta). W Przemyślu pojedynki należały do rzadkości. Takie ostatnie wydarzenie miało miejsce w 1914 roku[paywall].
Na rogach czcigodnego gmachu Towarzystwa Gimnastycznego „Sokół” przy ul. Dworskiego płonęły wieczorem olbrzymie słońca elektryczne, rzucając tajemnicze światło na dorożki i automobile zatrzymujące się u jego wejścia. Cała śmietanka towarzyska, a także podśmietanie i serwatka przybyła na bal noworoczny. W holu dumny portier w pysznej szubie srebrem suto ozdobionej witał z godnością gości i odbierał bilety wstępu. Cała sala tonęła w powodzi świateł.
Zabawę sylwestrową zaszczyciła swoją obecnością m.in. radczyni Czerska – w sukni w odcieniu herbacianym, wyszywanej prawdziwymi gronostajami. Żona komisarza Lankiewicza z kolei prezentowała się w pięknej kreacji kremowej, ozdobionej złotą nitką. We wspaniałej toalecie turkusowej, tkanej srebrem, wystąpiła Sidorowa, w białej jedwabnej haftowanej paciorkami sukni zaprezentowała się Ablatowa, a pani Sontagowa zaś w niebieskiej adamaszkowej. Nie można też było pominąć uroczej pani doktorowej Kędzierskiej. Jednak duże wrażenie na płci męskiej zrobiła młoda i powabna panna Ewa.
Z panów obecni był – ten i ów. Jeden z nich, ten młodszy, był obieżyświatem i zwał się Arnoldem. Bawił od niedawna w Przemyślu, gdyż tutaj odziedziczył pokaźny majątek. Posiadał jednak charakter lekkomyślny, gdyż pieniądze trwonił dość szybko. Żył więc Arnold, wzorem straceńców, bez pamięci o bezpieczne jutro. Nie przeczuwał jednak, że ten wieczór będzie dla niego już ostatnim. Drugi zalotnik, wiekowy jegomość o imieniu Leon, handlował dziełami sztuki.
W olbrzymiej sali „Sokoła” grała znakomita orkiestra pod batutą samego kapelmistrza ochotniczej straży ogniowej. Wodzirejem był pan Bazyli Samson, który zdobył ostrogi jako prawa ręka pierwszego aranżera na balu marszałkowskim we Lwowie. Toteż dokonywał on cudów tanecznych, a nagrodą była niezmącona niczym świadomość, że dobrej sprawie oddał wszystko, co w niej najlepszego. Do tego sute jadła, przednie trunki, galanteria pań i panów stwarzały nastrój przepychu dworskiego. Około 100 par tańczyło w sali lansjera, kadryla, mazura, walce, tango, polki. Panowie w nienagannych frakach i lakierkach prowadzili swoje damy w zawrotny wir tańca. Szeleszczące suknie, piersi tancerek falowały, twarze płonęły, a oczy błyszczały. W przerwach zaś w lożach piętrowych gruchały zakochane pary.
Kiedy wybiła sylwestrowa północ, huczne towarzystwo było już tak rozbawione i podpite, że większość par pomieszała się w tańcach z różnymi panami i paniami. Wszyscy składali sobie najlepsze życzenia. Orkiestra zagrała tango. Wtedy Leon i Arnold w jednej chwili stanęli przed obliczem czarującej Ewy. Każdy z nich chciałby być pierwszy. Zapanowała konsternacja. Ten młodszy, bardziej porywczy i nieco zamroczony alkoholem, zareagował natychmiast i mocno odepchnął konkurenta. Leon, pan już siwawy, zrewanżował się przeciwnikowi celnym policzkiem. I tak się zaczęło. Panowie śmiertelnie obrazili się na siebie. Naprędce zwołano w osobnym pomieszczeniu naradę zwaśnionych stron. Okazało się, że obaj znali się już wcześniej i wobec siebie niejednokrotnie okazywali wrogość. Uzgodniono walkę na pistolety. Omówiono naprędce warunki pojedynku, który miał się odbyć zaraz o świcie na tzw. Polance – obok Trzech Krzyży w miejskim parku. Trzykrotna wymiana strzałów miała być przeprowadzona do pierwszej krwi.
Jeszcze gęsta mgła osłaniała szarym całunem horyzont, gdy ku Górze Zamkowej przesunęły się dwie dorożki. W wyznaczonym miejscu dokonano czynności technicznych. Odmierzono odległość, zamieniono pistolety. Sekundanci kolejny raz usiłowali zbratać pojedynkowiczów. Nadaremnie. Śmiertelni wrogowie stanęli naprzeciw siebie. Cynicznie uśmiechnięta twarz Arnolda zbladła. Pierwszy strzał przypadł Leonowi. – Rachuj – odezwał się gorączkowo Leon. Powtórzył to jeszcze raz. Sekundant rozpoczął odliczanie – raz… dwa… trzy – i huknął strzał! Arnold chwycił się za pierś i osunął na ziemię. Pierwszy pośpieszył z pomocą lekarz. Niestety, ratunek okazał się zbyteczny. Kula przeszyła na wskroś serce. Medyk wyjął białą chusteczkę i nakrył twarz nieszczęsnej ofiary. Potem wszyscy wsiedli do dorożek i pośpiesznie opuścili miejsce pojedynku.
Śmiertelny pojedynek w mieście nie pozostał tajemnicą, ponieważ ktoś w parku znalazł trupa. Zarówno policjanci, jak i zaciekawieni przechodnie pośpieszyli na miejsce wypadku. Jeden z okolicznych mieszkańców rozpoznał denata. Rozpoczęto energiczne śledztwo. Przesłuchano niektórych uczestników balu. Ci jednak zeznali, że bawili się w najlepsze i nic szczególnego nie widzieli w trakcie trwania zabawy karnawałowej. Sprawę umorzono.
Źródło: Nowy Głos Przemyski 1914, nr 8., 10. i 11.Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.To co Przemyśl robi aby młodych ludzie zatrzymać .Czy życie podkarpackie zatrzymało się jak Przemyśl był pod rozbiorami .
Czy nie ma innych ważnych i współczesnych tematów do opisania? Przepisywanie artykułów ze starych gazet- bardzo ambitne.
Przemyśl jest jak dom starców , więc trudno o sensacje
A może ruszyć tyłki i coś zrobić aby tak nie bylo? Najlepiej tylko gderać, co?
Wszystko jest potrzebne w dobrej lokalnej i nie tylko gazecie . Również i te - ciekawostki - bo tak ten artykuł można potraktować . Swego czasu proponowałem ; i to wielokrotnie podjęcie się takich zajęć . Dlaczego ? Bo są ludzie , których oprócz spraw bieżących , interesują wydarzenia z historii , zwłaszcza gdy są ciekawe. Rzadko chwalę zespół redakcyjny , bo próbuje narzucić swoją ocenę świata polityki czytelnikom , internautom , ale tu muszę pochwalić - gdy w/g mnie , jest interesujący materiał . Oby tylko wystarczyło wytrwałości w cotygodniowej publikacji nowości sprzed wieku i więcej . Zastanówcie się , przecież ludzi z tamtej epoki już nie ma i nikt , za żadne pieniądze nie opowie wam o tamtych wydarzeniach , choćbyście nie wiem jak bardzo chcieli . Zdaję sobie doskonale sprawę ,że z historii - oprócz historyków nikt nie wyżyje, ale odrobina minionego świata dobrze opowiedziana może i powinna być ciekawa. Natomiast , też popieram i zachęcam do znacznie większej aktywności do ściągania do P-śla nowych inwestorów , bez których przyszłość miasta będzie szara , a może jeszcze ciemniejsza. Ale to odrębny temat.
W ŻP historia to historia po okupacją austryiacką . Przed okupacją Przemyśl nie istnieje .
A lepiej to już było i nic tu się nie zmieni wyjechali mlodzi gniewni zostali starzy wku....ni
To co Przemyśl robi aby młodych ludzie zatrzymać .Czy życie podkarpackie zatrzymało się jak Przemyśl był pod rozbiorami .
Czy nie ma innych ważnych i współczesnych tematów do opisania? Przepisywanie artykułów ze starych gazet- bardzo ambitne.
Przemyśl jest jak dom starców , więc trudno o sensacje