Reklama

Ostatnie pożegnanie Zygmunta Ziobera (20.października 1955 – 20 lipca 2025)

27/07/2025 13:35

25. lipca 2025 pożegnaliśmy Zygmunta Ziobra, przemyskiego przedsiębiorcę, znanego arbitra piłki nożnej, filantropa, zapalonego tenisistę. W ostatniej drodze towarzyszyła mu najbliższa rodzina, przyjaciele, pracownicy, znajomi, przedstawiciele władz samorządowych miejskich, podkarpackich oraz przedstawiciele Podkarpackiego Związku Piłki Nożnej.

Uroczystości pogrzebowe rozpoczęła msza święta koncelebrowana w przemyskiej Archikatedrze. Mszę poprzedził krótkim wspomnieniem o zmarłym proboszcz parafii katedralnej ks. Mieczysław Rusin. Przy ołtarzu stanęli także księża, którzy odegrali istotną rolę w życiu Zygmunta Ziobra. Między innymi księża Janusz Mączka, proboszcz parafii na Osiedlu Rycerskim, Stanisława Ożóg, proboszcz parafii na Błoniach,  ks. Marek Kaczmarczyk, proboszcz parafii na Lipowicy, ojciec Rafał Antoszczuk, proboszcz przemyskich Franciszkanów, ks. prałat Zbigniew Suchy. Homilie wygłosił ks. Marek Kaczmarczyk. – Zmarły Zygmunt nie chciał, aby to pożegnanie było smutne, chociaż serce płacze. Świętej pamięci Zygmunt odszedł w Roku Jubileuszowym jako pielgrzym nadziei. W dniu imienin swoich rodziców. Rodzice mieli na imię Czesław i Czesława. W dniu, urodzin jego ukochanej żony Beaty. Tak już jest z tą miłością. Miłość Chrystusa najpełniej objawiła się na krzyżu. Chociaż nasze serce jest dzisiaj smutne, to wierzymy, że życie świętej pamięci Zygmunta się nie kończy. Często wspominał swoje dwukrotne spotkanie z św. Janem Pawłem II, zaraz po wyborze Ojca Świętego w 1978. Żegnamy osobę bardzo dobrą, życzliwą, pogodną.  – mówił w homilii pogrzebowej ks. Marek Kaczmarczyk.

 

Reklama

Pożegnanie

Po mszy wspomnienie o zmarłym wygłosiła: Agnieszka Dominiak, przyjaciółka rodziny. W imieniu najbliższej rodziny i swoim powiedziała:

- Panie Zygmuncie wiem, że Pana życzeniem było, żebym wygłosiła przemówienie. Oczywiście przyjęłam te prośbę z zaszczytem, przecież z sędzią głównym się nie dyskutuje…Pewnie teraz siedzi Pan tam na górze, uśmiecha się i myśli, to co nie raz do mnie mówił: „no Agnieszka, masz przecież talent dziennikarski, to nawijaj jak zawsze”. To spróbuję nawijać, choć dzisiaj wyjątkowo trudno, więc Pan wybaczy, że muszę posiłkować się kartką, ale nie chciałabym niczego pominąć. Mój Tata, Krzysztof, zaszczepił we mnie i siostrze miłość do ludzi, bardzo liczyły się dla niego relacje z przyjaciółmi.

Reklama

A Pan odgrywał w naszym życiu wyjątkową rolę. Całe moje dzieciństwo i dorosłe życie to Pan i Pana rodzina. Nie zliczę tych dni spędzonych na spotkaniach w Pana ukochanym Albatrosie. W miejscu, które ja od zawsze określam mianem drugiego domu, które uwielbiamy z rodziną i przyjaciółmi, dzięki Panu i Pana rodzinie. To dosyć zabawne, że można tak mówić o hotelu, ale rzecz w tym że miejsca tworzą ludzie i to od Pana wszystko się zaczęło.

Przede wszystkim jestem wdzięczna losowi, że postawił Tatę i Pana na swojej drodze, bo dzięki waszej przyjaźni i naszej przyjaźni, mam przed oczami najpiękniejsze wspomnienia, z różnych wydarzeń, które mieliśmy okazję przeżywać razem, w które tak mocno się Pan angażował. Wyjazdy na mecze, na ferie zimowe, imprezy w Chołowicach, w Albatrosie, imieniny, urodziny, wesela, witanie nowego roku wspólnie. Trudno to wszystko zliczyć.

Reklama

Dziękuję, że w najtrudniejszym momencie życia, którym była dla nas śmierć Taty, otoczył nas pan „ojcowskim ramieniem”, którego wtedy tak bardzo potrzebowałyśmy, a miałyśmy jasny sygnał, że możemy liczyć na Pana w każdej chwili. Do końca życia będziemy za to wdzięczne. Dziękuję i będę tęsknić za naszymi rozmowami, Pana anegdotami z życia sędziowskiego, dyskusjami o sporcie, w ostatnich latach szczególnie o tenisie, któremu poświęcał Pan znacznie więcej czasu niż piłce nożnej, który zwyczajnie Pan pokochał (ale na sędziowanie, zwłaszcza na memoriale, zawsze znalazł Pan czas). Pana zamiłowanie do sportu i kultury od lat najmłodszych (może nie wszyscy z obecnych tu państwa wiedzą, że Pan Zygmunt był świetnym lekkoatletą), przekładało się także na działania na rzecz promocji miasta, chętnie wspierał Pan wszelkie inicjatywy w naszym mieście i współpracował z różnymi instytucjami, klubami sportowymi itd.

Dziękuję, że chętnie przystawał Pan na moje pomysły, dotyczące gości hotelu, których witał Pan później z otwartymi ramionami i uśmiechem przy wejściu, co kończyło się biesiadami do późna i śpiewami pod hotelem, za co bym przeprosiła, ale w większości przypadków śpiewaliśmy razem. Nigdy nie widziałam Pana złego lub smutnego. Zawsze uśmiechnięty, pełny dobrego humoru, elegancki, pachnący dobrymi perfumami i z tym charakterystycznym dla Pana śmiechem i dobrym żartem w zanadrzu. Uwielbiałam przyjeżdżać do Pana do gabinetu, rozsiadać się w tych wygodnych seledynowych kanapach, a Pan wtedy pytał:

Reklama

- No Agnieszka, to jaką teraz następną imprezę robimy? Z chęcią i ciekawością słuchałam Pana kolejnych opowieści ze wspaniałych podróży z rodziną, przeglądając wspólnie zdjęcia, których zdążył Pan zrobić w nadmiarze. Kto Pana znał, wie, że nade wszystko najważniejsza była dla Pana rodzina, a Pan był ich najjaśniejszym punktem, ich Życiem. Ukochana żona Beata, wspaniałe córki - Madzia, Kamila, Gabrysia, które wychowaliście wspólnie na dobrych i mądrych ludzi, o których uwielbiał Pan opowiadać i w sposób nienachalny chwalić się ich osiągnięciami. Cieszę się z tego, ze ta przyjaźń ma swoją kontynuację pomiędzy nami dziewczyny. Tak samo ważne było dla Pana rodzeństwo, siostry Teresa i Maria, wspaniali bracia Rysiu i Stasiu i ich dzieci, które również otaczał Pan ojcowską opieką. W tym ostatnim czasie szczególną wdzięczność kierował Pan do starszej córki Pana Rysia, Patrycji - która w tym najtrudniejszym momencie, była przy panu i otaczała pana lekarską opieką. Panie Zygmusiu, „wiele serdeczności” i „słoneczka wesołego” gdziekolwiek Pan jest. Będziemy bardzo tęsknić. Nic już nie będzie takie samo. „Nie było Ciebie tyle lat”, „Dziewczyny które mam na myśli”, „Jedzie pociąg z daleka” - jeszcze kiedyś to wszystko razem zaśpiewamy… - zakończyła Agnieszka Dominiak.

 

Reklama

Zygmunta Ziobra pożegnał także Ryszard Wójcik, były arbiter piłkarski, przedsiębiorca, z którym Zygmunt Ziober się przyjaźnił, wspólnie sędziował i prowadził przedsiębiorstwo przewozowe. Na prośbę rodziny były to jedyne słowa pożegnania.

Urnę z prochami w asyście pocztu sztandarowego przewieziono na Cmentarz na Zasaniu. W chwili złożenia urny do grobu rozbrzmiały klaksony autokarów. Pracownicy pożegnali swojego szefa. - Był porządnym gościem – podsumował jeden z nich.  

Aplikacja na Androida

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 01/08/2025 16:30
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama
Reklama