Reklama

Ostrożnie z gościnnością

22/05/2017 07:51

Powoli przestaje być aktualne staropolskie, przysłowie „Gość w dom, Bóg w dom”, które przerobiono na „Gość w dom, żona w ciążę”. Bo z gośćmi to różnie bywa, o czym przekonał się Marian K. W jego przypadku nie chodziło o żonę, bo jej nie miał, ale gościnność trochę go kosztowała.

Zaczęło się od tego, że chcąc uczcić awans zaprosił na oblewanie kilkoro znajomych z pracy. Atmosfera w miarę spożywania robiła się coraz luźniejsza. Jedni goście oglądali na komputerze zdjęcia z wakacyjnych wycieczek Mariana, inni dyskutowali zawzięcie o polityce. Wprawdzie gospodarz postarał się o to, by stół był pełny, ale jak to zwykle bywa, w pewnym momencie zabrakło trunków i trzeba było uzupełnić zaopatrzenie. Wtedy na ochotnika zgłosił się Robert W., znajomy jednej z koleżanek gospodarza. Wyprawa do marketu zajęła mu czterdzieści pięć minut i towarzystwo mogło balować dalej. Po północy wszyscy mieli już dosyć. Zaczęło się zamawianie taksówek i goście się rozjechali. Marian tylko przewietrzył mieszkanie i jak długi padł w piernaty. Następnego dnia wypadała niedziela, więc mógł odpocząć po gościach. W poniedziałek, po pracy, zahaczył o bankomat, żeby uzupełnić kasę, ale maszyna nie wypłaciła ani złotówki, tylko na ekranie pokazał się komunikat, że stan konta wynosi zero złotych. Marian pamiętał dokładnie, że na koncie powinno być jeszcze dwa tysiące, ale pomyślał, że zawiódł system bankowy. Chcąc to wyjaśnić, następnego dnia już o ósmej pojawił się w swoim banku.

Uprzejma urzędniczka sprawdziła w komputerze i okazało się, że konto naprawdę jest czyste, a ostatnie dwa tysiące zostały wypłacone cztery dni wcześniej. Marian nie należy do ludzi roztrzepanych i był pewien, że żadnej wypłaty nie dokonywał i nikomu nie dawał swojej karty, więc poczuł się okradziony, o czym natychmiast powiadomił policję. Szybko ustalono, o której godzinie i z którego bankomatu ktoś wybrał kasę. Wtedy Marian przypomniał sobie, że dokładnie o tej porze Robert poszedł po wódkę i podzielił się tą wiedzą z policjantami. Dodał też, że kartę miał w portfelu, który zostawił w kurtce wiszącej w przedpokoju. Tam też była też kartka z kodem. Sprawa więc była jasna. Jeszcze tego samego dnia Robert został zatrzymany i przyznał się do kradzieży. Niestety pieniędzy już nie udało się odzyskać. Od tamtej pory Marian nauczył się na pamięć kodu, a ze znajomymi spotyka się tylko w lokalach. jot podpis
Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    crk - niezalogowany 2017-05-29 15:28:06

    chore

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości