Zeznania 79-letniej mieszkanki podjarosławskiej miejscowości, składane w procesie przeciwko oskarżonym o oszustwa na wnuczka, były pełne emocji. Kobieta nie mogła powstrzymać się od płaczu, opowiadając o szczegółach perfidnego oszustwa, w którym utraciła zbierane przez całe życie oszczędności.
– Przed południem zadzwonił mężczyzna. Mówił chaotycznie. Słabo słyszę, więc nie wszystko zrozumiałam. Zwracał się do mnie „ciociu”. Domyśliłam się, że może to być Artur, zięć siostry. Chyba zwróciłam się do niego po imieniu. On potem też tego imienia używał. Chciał pożyczyć pieniądze na dwa, trzy dni. Odmówiłam. Dzwonił kilkakrotnie, ale powiedziałam, że nie dam – opisywała przed sądem 79-latka. – Potem zadzwonił inny facet. Mówił tak majestatycznie. Mimo słabego słuchu wszystko rozumiałam. Przedstawił się, że jest z centralnego urzędu śledczego. Powiedział, że ten Artur, który telefonował wcześniej, jest fałszywy. Agenci są na jego tropie i lada chwila wpadnie. Prosił, bym im pomogła i wpłaciła pieniądze. Śledczy siedzą w banku razem z jego dyrektorem i jak oszust przyjdzie wybrać gotówkę, to go złapią. Zaznaczył, żebym nigdzie nie dzwoniła, bo telefon jest na podsłuchu – opowiadała. Fałszywy funkcjonariusz dzwonił kilkakrotnie. Ponaglał. Dzwonił też „fałszywy Artur”. On ciągle prosił o pożyczkę. – Już mi się miesza, kto i ile razy się odzywał. Tak mi namieszali w głowie, że zgodziłam się pomóc temu oficerowi w złapaniu naciągacza – mówi oszukana. Oszuści wysłali do kobiety taksówkę, a ona przelała w banku na konto Marka M. 75 tys. zł. Za podwiezienie sama musiała zapłacić i nikt się nie martwił, jak wróci do domu. Telefon jednak nie umilkł. Znów odezwał się oficer. Poinformował, że już prawie mają oszusta, ale chcą go złapać przy wybieraniu gotówki. Wtedy pójdzie siedzieć na długo. Poprosił, by przelała kolejną kwotę. – Zobaczy pani, co się będzie działo – zaznaczył, zauważając, że zatrzymanie naciągacza będzie też jej zasługą. Znowu przyjechała taksówka i 79-latka wpłaciła 40 tys. zł. Potem już nikt się nie odezwał, a po kilku godzinach kobieta doszła do wniosku, że została oszukana. – Straciłam oszczędności całego życia – płakała w sądzie.

fot.Roman Kijanka
Sebastian G. prosił o zwolnienie z aresztu, ponieważ chce ratować rodzinę.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze