Naprawdę niewiele brakowało, aby wicemistrz Polski przegrał po raz pierwszy w tym sezonie. I to na własnym parkiecie. Texom Eurobus Przemyśl pierwszy bardzo poważny egzamin w FOGO Futsal Ekstraklasie zdał celująco.
To był niezwykle wyrównany mecz. W I połowie lekką przewagę mieli gospodarze, ale kapitalnie między słupkami spisywał się Roman Koltok. Kto wie jednak, jak ten mecz by się potoczył, gdyby w 2. min Mateusz Wanat wykorzystał sytuację sam na sam… Wyraźnie było widać, że gospodarze czują respekt przed Texom Eurobusem. Przemyślanie grali konsekwentnie, wysokim pressingiem, uważnie w defensywie. Jedyny błąd, jaki popełnili, zakończył się stratą bramki. W 18. min zbyt krótko wybili piłkę, przejął ją zupełnie niewidoczny do tej pory najlepszy zawodnik poprzedniego sezonu FOGO Futsal Ekstraklasy, czyli Pedrinho i chytrym uderzeniem po parkiecie trafił do siatki. Jeszcze przed zejściem do szatni goście mogli wyrównać. Najpierw Bruninho przegrał pojedynek „oko w oko” z Guttą, a potem uderzenie Jaroslawa Lebida niemal z linii bramkowej wybił Tomasz Kriezel.
Przez 10 minut II połowy wicemistrz Polski za bardzo nie wiedział, co się dzieje na parkiecie. Był tylko tłem dla przemyślan! Jeszcze rok temu takie stwierdzenie każdy skwitowałby biciem się w czoło i odsyłaniem do psychiatry…
Po upływie 3 minut do remisu doprowadził Leo Santana, niecałe trzy minuty później, po kapitalnej zespołowej akcji, Artem Fareniuk mocnym strzałem sfinalizował aut Nazara Szweda. Texom Eurobus wyszedł na prowadzenie, a kibice w hali w Lubawie zamilkli. Kilkanaście sekund później Constract zmuszony został grać w osłabieniu, bo po faulu na Jeanie Galvanim drugą żółtą kartkę ujrzał Everton. Goście grę w przewadze wykorzystali znakomicie. J. Galvani wypatrzył Bruninho, który w mgnieniu oka złożył się do strzału i podwyższył wynik. Zapowiadało się na sporego kalibru niespodziankę. Gospodarze szybko zdobyli kontaktowego gola, ale za moment mogli i powinni przegrywać 2:4. Najpierw sytuacji sam na sam nie wykorzystał N. Szwed, choć pozycję miał trudną. Za dwie minuty podobnie uczynił J. Galvani, ale jego szansa była z kategorii 102-procentowych.
Na trzy minuty przed końcem trener gospodarzy wycofał bramkarza. Mogło się to skończyć dla nich tragicznie, ale skończyło się udanie. Tragicznie, gdyby uderzenie N. Szweda przez niemal cały plac gry po przechywcie nie minęło o centymetry słupka. Udanie, bo na nieco ponad 2 minuty przed końcem Joao Miguel doprowadził do remisu.
Remisu, który jest zdecydowanie sukcesem wicemistrzów Polski.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze