Reklama

Otwierałem bramę księciu Sapiesze. Wojenne historie rodziny Siwieckich

01/04/2018 11:00

– Do wojny mieszkaliśmy w Skolue (dzisiaj obwód lwowski – przyp. JS), gdzie ojciec był leśniczym – Stanisław Siwiecki, rocznik 1933, zaczyna rodzinną opowieść. – W tysiąc dziewięćset czterdziestym drugim roku Rosjanie już się cofali. Nadchodzili Niemcy i Ukraińcy zaczęli budować bramę powitalną. Zrobiło się niebezpiecznie i znajomi ojca namawiali go, żeby uciekał do Rumunii albo na Węgry. Jednak on zdecydował, że pojedziemy do kraju.

Życie w majątku

– Zajęliśmy część domu, w którym mieszkała kucharka z córką, a książę Leon z księżną Katarzyną mieszkali w dużej willi, do której po ucieczce przed Rosjanami przeprowadzili się z Krasiczyna. Innych budynków nie było, tylko stodoła, pod lasem stajnia, w której trzymano pięć koni i duża piwnica z betonowym sklepieniem. Cały teren ogrodzony był wysokim, plecionym płotem. Był taki zwyczaj, że prawie każdego dnia po śniadaniu siodłano konie i książę wyjeżdżał konno na objazd lasów, innym razem z księżną jechali powozem do folwarku w Wapowcach czy Korytnikach albo do kościoła w Krasiczynie. Czasem chodzili na spacer pieszo z psami. Wtedy do moich obowiązków należało otwieranie dużej bramy wjazdowej, zamykanej na kłódkę. W zimie do powozu montowało się płozy i przerabiało na sanie. Czasem książę zakładał narty i jeździł, trzymając się sznura przywiązanego do sań. Pamiętam, że zawsze nosił wysokie buty i rajtki. Wysoki był, ale księżna była trochę wyższa, może przez fryzurę. Oboje bardzo lubili konie. Dwa były do powozu, dwa do jazdy wierzchem i jeszcze jeden, czarny, którego bardzo lubiłem. Za pastwiskiem mieli teren do jazdy. Były tam przeszkody do skakania. Książę miał wyższe, a księżna niższe i tam trenowali jazdę – opowiada.

Sekrety księcia

– Kiedyś razem ze starszym bratem zakradliśmy się do stodoły, gdzie w sąsieku było ze dwa metry siana. Wdrapaliśmy się na górę i skoczyłem na siano. Wtedy poczułem, że coś zadudniło. Z ciekawości rozsunęliśmy je, a tam pod nim był ukryty piękny samochód w kolorze wiśni, ale nie oglądnęliśmy całego, bo przyłapała nas żona kierowcy i uciekliśmy. Pamiętam też, jak kiedyś w nocy tato zauważył dwóch mężczyzn, którzy powiedzieli, że mają sprawę do księcia i żeby im otworzyć furtkę. Ponieważ książę zakazał kogokolwiek wpuszczać, tato powiedział, że nie ma kluczy i się schował. Pewnie byli to jacyś ludzie z konspiracji, bo później się dowiedzieliśmy, że książę działał w Armii Krajowej – wspomina S. Siwiecki.

Ucieczka

– To było w lipcu czterdziestego czwartego. Myśmy już mieszkali w Wapowcach, dokąd przeniósł nas książę, ale ja jeszcze byłem w Hołubli. W niedzielę książę z księżną wrócili z kościoła, a po południu pod willę podjechało auto. Taka mała, szara bagażówka otwierana od tyłu. Szoferem był Litwin, Teklites się nazywał. Zaczęli z domu wynosić pakunki i walizki, ale dużo się nie zmieściło do auta. Księżna z księciem usiedli z przodu, koło szofera. Otworzyłem im bramę i pojechali do Krakowa, do brata, który był kardynałem. Wiedzieliśmy, że uciekają, bo front się zbliżał, a książę bardzo się bał Rosjan. Wtedy ostatni raz widziałem księcia. Później dowiedzieliśmy się, że koło Tarnowa został ciężko ranny i przewieźli go do Rzeszowa, do szpitala i tam we wrześniu zmarł. Został pochowany w Wapowcach. Byłem na jego pogrzebie. Chciałem zobaczyć z bliska grób i przepychałem się, bo było dużo ludzi, a wszystkiego pilnowali porządkowi z opaskami na rękach, wyznaczeni przez Rosjan. Grób nie był murowany, dół wykopany w ziemi obłożony był jedynie palami z nieokorowanej sosny – opisuje.

Reklama

W Wapowcach

– W Wapowcach mieszkaliśmy w drewnianym domu, który załatwił nam książę. Po drugiej stronie drogi był duży, murowany dom, w którym kwaterowali żołnierze niemieccy. Tato znalazł pracę u gospodarza, który miał duży ogród i nazywali go badylarzem. Mieszkaliśmy tam do czterdziestego siódmego roku. W czasie akcji „Wisła” wszystkich Ukraińców wywieźli i dużo domów zostało pustych. Wtedy zaczęli przyjeżdżać repatrianci i zajmowali te domy. W listopadzie, którejś soboty, przyszli upowcy i zaczęli palić wioskę od góry, od leśniczówki Podlachy. Wtedy uciekliśmy tak szybko, że mama nawet nie zdążyła wyjąć z pieca chleba, który piekła. Tato zabrał tylko konia, wóz i dwie krowy. Tej nocy palił się też Bełwin, Korytniki i Reczpol. Myśmy schowali się w zaroślach, które nazywali „Pański lasek”, tam, gdzie w czasie wojny Niemcy mordowali Żydów. W niedzielę rano okazało się, że nasz dom jest spalony i nie było do czego wracać. Pojechaliśmy do Przemyśla i zatrzymaliśmy się u sióstr Felicjanek przy Grunwaldzkiej, w dużej stodole, w której mieszkali już inni „spaleńcy„. Po kilku dniach księżna, która mieszkała wtedy na rogu Barskiej i Świętego Jana, załatwiła dla nas mieszkanie w oficynie ze stróżówką na Tarnawskiego – Siwiecki kończy wojenną historię swojej rodziny.

W 1914 ukończył kurs pilotów sportowych w Aeroklubie Królewskim w Anglii. Po wybuchu pierwszej wojny światowej walczył w 21. Brygadzie Kawalerii, w armii austro-węgierskiej. Następnie przeszedł do lotnictwa i w stopniu porucznika zaczął służbę w 15. Kompanii Lotniczej w Rakowicach pod Krakowem. Po ciężkiej chorobie (febra) otrzymał bezterminowy urlop zdrowotny. W czasie wojny był trzykrotnie odznaczony medalem za waleczność „Signum Laudis” i Wojskowym Krzyżem Zasługi z Mieczami. W 1917 r. ożenił się z Katarzyną z Potockich, córką Andrzeja i osiadł w Krasiczynie. W listopadzie 1918 roku wystawił oddział ochotniczy z Krasiczyna, który brał udział w walkach z Ukraińcami o Przemyśl. W sierpniu 1920 roku w szeregach 8. Pułku Ułanów walczył w kampanii polsko-sowieckiej. W czasie walk został ciężko ranny. Po wyzdrowieniu gospodarował w dobrach krasiczyńskich liczących 10 550 ha. Razem z żoną podróżował do Indii i Afryki. W 1935 roku został wybrany na posła do Sejmu RP IV kadencji w okręgu nr 74 (pow. przemyski, jarosławski i jaworowski). Po wybuchu drugiej wojny światowej Sapiehowie przed wkroczeniem tam Armii Czerwonej we wrześniu 1939 roku opuścili Krasiczyn i zamieszkali w Lipowicy, skąd przenieśli się do Hołubli. Książę rozpoczął działalność konspiracyjną, jako łącznik Związku Walki Zbrojnej i w 1943 został zaprzysiężony do Armii Krajowej. 23 sierpnia 1944 roku, kiedy usiłował się dostać się do Krakowa, został ciężko ranny w nogę. Odwieziony do szpitala w Rzeszowie, przeszedł amputację nogi i zmarł 27 września 1944 roku. Pochowany został na cmentarzu w Łętowni. Po wojnie księżna Katarzyna pracowała w Polskim Czerwonym Krzyżu w Przemyślu. W 1947 roku wyjechała do Konga, a następnie do Belgii.
Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    mk - niezalogowany 2018-04-01 21:40:22

      Do Redakcji "ZP" ,  dziękuję  za takie  tematy . Pisałem osobiście do Redakcji    jak i tez wpisywałem swoje uwagi jako zwykły uczestnik forum , kiedy pojawił se  podobny temat . Jestem pewien  ,że nie tylko ja , ale tez i inni   czytelnicy  , internauci  i to nieistotne  czy mieszkają jeszcze w P-ślu czy nie , są zainteresowani podobnymi tematami / klimatami/ . Dziękuje i zachęcam do kontynuacji  .

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    oko - niezalogowany 2018-04-02 10:26:22

    A jeden siwiecki jak dobrze pamietam zawsze był wielkim aktywistaZMS.Czy to z tej Rodziny???

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    siwy - niezalogowany 2019-10-19 10:44:43

    Ja też pochodzę z rodziny Siwieckich. Mój tata urodził się w Woli Krzywieckiej   w 1944  ma na imię Józef. Zawsze szukałem rodziny z tamtych stron. Wiem tylko tyle że dziadek Bronisław w raz z rodziną podczas wojny przesiedleni zostali na pomorze zachodnie. Za kontakt z tą rodziną był bym wdzięczny.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama