Reklama

Pasmo nieszczęść

09/04/2019 07:57

Bartek skończył dwadzieścia dwa lata, tylko jakoś mu się nie układało i żył na garnuszku rodziców. Czasem złapał jakąś dorywczą fuchę, ale to było za mało na takie życie, o jakim marzył. Za namową kolegów zarejestrował się w urzędzie pracy i myślał, jakby tu prysnąć na Zachód. W międzyczasie pojawiła się szansa na kredyt dla bezrobotnych, więc postanowił założyć działalność gospodarczą. Jakoś załatwił wszelkie formalności i zarejestrował firmę.

Kolega użyczył mu starej szopy, w której miał powstać zakład mechaniczny. Na początek za połowę kwoty kredytu z urzędu kupił auto, bo przecież jakoś trzeba zacząć. Nie było szans, żeby za resztę wyposażyć warsztat. Wprawdzie w szopie zainstalował jakieś dwa stoły, imadło przytargane ze złomu i parę kluczy, ale to zdecydowanie za mało jak na warsztat, który ma przynieść dochód. Od początku wiadomo było, że Bartek nie będzie prowadził biznesu i chodziło mu tylko o kasę z urzędu, która – po określonym okresie – będzie umorzona. Jego celem były Niemcy, gdzie – jak opowiadali koledzy – można szybko dorobić się niezłego szmalu. Tymczasem warsztat służył jako miejsce towarzyskich spotkań. Wreszcie machnął ręką na zobowiązania i nieopłacone składki ZUS-owskie i pojechał do Niemiec. Tam, zanim znalazł pracę, rozeszła się resztka pieniędzy i wcale nie było tak dobrze, jak opowiadali koledzy. Kiedy pół roku później przyjechał na parę dni do domu, czekała go sterta urzędowych pism i dwa wezwania do sądu. Okazało się, że ma zwrócić kredyt i uregulować różne inne zaległości. Razem ponad trzydzieści tysięcy. Zapewnił rodziców, że wszystko szybko odpracuje i wrócił do Niemiec.

Niestety trafił na dekoniunkturę i prawie dwa miesiące czekał, aż znalazł jakąś pracę. Jednak nie popracował długo. Któregoś dnia spieszył się na kwaterę i na zakręcie wjechał w nowiutkie audi. Kiedy uzmysłowił sobie, że skończyło mu się ubezpieczenie, spanikował i postanowił uciekać. Naderwany zderzak przywiązał drutem, rozbity reflektor zakleił folią i dwie godziny później był już w kraju. W domu czekało go zawiadomienie z sądu o wyroku, a dwa dni później przyszedł komornik i na poczet zaległości zajął samochód, zaś po tygodniu przyszli policjanci w sprawie niemieckiej kolizji. Teraz Bartkowi zostało wygrać w totolotka, bo w przeciwnym razie czeka go cela.
jot podpis kryminałek

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości