Reklama

Pech starego wygi

13/01/2020 07:51

Za każdym razem, kiedy Andrzej wychodził na wolność, dostawał z zakładu karnego nieposzlakowaną opinię i mogłoby się wydawać, że już nigdy nie wróci na złą drogę. Zresztą on sam w to wierzył. Oczywiście do czasu, bo życie jest pełne pokus i pułapek

Po odsiedzeniu ostatniego wyroku przez prawie trzy lata nie miał do czynienia z wymiarem sprawiedliwości. Nawet ludzie w małym miasteczku, gdzie wszyscy wszystko o sobie wiedzą, mówili, że Andrzej na stare lata sporządniał. Być może w tym czasie coś tam gdzieś nawywijał, ale nikt go za rękę nie złapał i policja się go nie czepiała. Tu trzeba wyjaśnić, że Andrzej przez wiele lat trudnił się drobnym złodziejstwem i taką też w społeczeństwie miał opinię. Nawet najbliżsi koledzy nie kryli tego, że wiedzą, skąd miewał pieniądze. W sierpniu jeden z nich odwiedził Andrzeja. Siedzieli z jednym piwem na ławeczce pod gruszą i wspominali stare dobre czasy. Piwo się skończyło i kolega zagadnął: – Przydałoby się coś jeszcze wypić. A ty tak ostatnio nic? Dał do zrozumienia, że chodzi o kasę. Wtedy w Andrzeju obudziła się dawna natura. – Mam na oku takie jedno miejsce, gdzie można skombinować parę fantów i mielibyśmy nie tylko na piwo. Cztery ulice stąd mieszka starszy facet, który amatorsko zajmuje się majsterkowaniem i w komórce urządził sobie niezły warsztat z narzędziami Boscha. Drzwi zamyka na kłódkę, ale skobel można palcem wyciągnąć – ocenił fachowo. Kolega stwierdził, że skoro jest okazja, to grzechem byłoby jej nie wykorzystać i umówili się na późny wieczór. Ruszyli, kiedy pogasły wszystkie światła w oknach i miasteczko zapadło w sen.

Z tym skoblem to Andrzej trochę przesadził i musieli sobie pomóc kawałkiem pręta. Poza tym wszystko poszło gładko i po pięciu minutach z ciężkimi torbami już wracali do domu. Tak się złożyło, że akurat tego dnia sierżant z miejscowego posterunku miał służbę z nowym policjantem, którego miał zapoznać z terenem. Jeździli sobie uliczkami i sierżant tłumaczył: – Tutaj lubi się gromadzić młodzież, tam najczęściej kierowcy łamią zakaz postoju, a to nasz miejscowy złodziej, którego trzy razy zamykałem. Sierżant wskazał na Andrzeja, który właśnie wyszedł z kolegą zza rogu. Następnie zatrzymał radiowóz, żeby koledze przedstawić Andrzeja, ale nie byliby policjantami, gdyby nie zainteresowali się zawartością toreb. – Taki fart na pierwszej służbie – cieszył się młody policjant, a Andrzej markotny rozmyślał, ile tym razem dostanie.
jot podpis
Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości