Praca z trudną młodzieżą – jak wygląda i z czym się wiąże? Osobiste spostrzeżenia i przemyślenia księdza Marcina Koperskiego.
Marcin Koperski – obecnie katecheta I Liceum Ogólnokształcącego w Przemyślu oraz Szkoły Podstawowej w Krównikach. Od kilku miesięcy pełni funkcję proboszcza w parafii pw. Matki Bożej Częstochowskiej w Krównikach. Przez 10 lat studiował w Rzymie literaturę starożytną, grekę, łacinę. W tym czasie szkolił się w pracy z dziećmi i młodzieżą. Podejmował się pracy w Trójcy Świętej oraz ośrodku socjoterapii. Odbył praktyki duszpasterskie w Kazachstanie. Pasje, którymi żyję, to podróże, nauka języków, muzyka oraz sport, ponieważ zawsze trzeba się ruszać – mówi.
Z jakimi problemami duszpasterskimi spotykał się ksiądz podczas pracy z trudną młodzieżą? – Dzisiaj coraz bardziej i coraz częściej młodzież pakuje się niestety w różnego rodzaju kłopoty i zniewolenia. W mojej pracy spotkałem się z różnymi osobami, bardzo młodymi, które zdążyły już doświadczyć choroby alkoholowej, nastolatkami uzależnionymi od narkotyków, palącymi nałogowo papierosy czy popadającymi w różne inne formy uzależnień. Są nawet osoby, które wchodziły w uzależnienia dotyczące czystości, w kwestiach prostytucji i tak dalej. Niestety, ten problem zdarza się coraz częściej, jest coraz większy i pojawia się w coraz młodszym wieku. Do niektórych szkół czy ośrodków trafia taka młodzież, która już niemal od dziecka ma tego typu problemy. Celem tych miejsc jest między innymi profilaktyka i walka z tymi uzależnieniami, które są już tak głęboko zakorzenione w sercu tak bardzo młodego człowieka, że nie potrafi on sobie z nimi poradzić.
Z czego, zdaniem księdza, mogą wynikać te problemy? Gdzie może tkwić główna przyczyna? Czy wiara w Boga ma tu istotne znaczenie?
– Podstawą tego wszystkiego są zaniedbania rodzinne, wynikające z różnych aspektów. Są bowiem rodziny patologiczne, w których młody człowiek już od małego widzi zniewolenia u swoich rodziców. Są także tak zwane bardzo porządne rodziny – lekarzy, prawników czy wybitnych postaci, – w których z kolei brakuje czasu dla dzieci. Wówczas ten brak czasu dziecko rekompensuje sobie właśnie w ten sposób. Nie czuje zainteresowania, opieki ani miłości ze strony najbliższych. Miłość ta nie polega tylko na tym, żeby dać komuś pieniądze, ciuchy, fajne komórki czy inne rzeczy. Ta miłość to przede wszystkim obecność w życiu takiego człowieka. Kiedy brakuje tej obecności, pojawia się podwórko i towarzystwo, a w nim bardzo łatwo nawiązać znajomości z dilerami, którzy szybko mogą sprowadzić na złą drogę.
W jaki sposób próbował ksiądz dotrzeć do takiej młodzieży?
– Myślę, że moja praca z tego typu młodzieżą to praca polegająca na tysiącach błędów i prób. Często człowiek na własnych błędach może się bardzo wiele nauczyć. Uważam, że wiele rzeczy udało się osiągnąć właśnie dzięki tym doświadczeniom pracy, przez wielość różnych spotkań i form. To przynosi efekty. Dlatego podstawową rzeczą jest by nie bać się przebywać z takimi ludźmi. Trzeba im pokazać całą miłość i ciepło, których im często brakuje, przez serdeczność i otwarcie na ich potrzeby oraz pragnienia, szczególnie przez rozmowę, której bardzo potrzebują. Myślę, że szczególnym wymiarem tej pomocy jest spowiedź. Każdy kapłan, który przez sakrament spowiedzi dokonywał wielu pozytywnych zmian i decyzji w sercu tych trudnych ludzi, wie, jak wielkie to ma znaczenie. Spowiedź, a także momenty, kiedy udawało się zbudować zaufanie, są kluczowe. Jednak, aby zbudować zaufanie, trzeba było się zaprzyjaźnić z tymi młodymi, wejść trochę w ich życie i środowisko, zrozumieć ich styl i potrzeby. Czasami trzeba było spełnić ich zachcianki czy pragnienia, a czasami postawić poprzeczki. Wychowanie nie polega na dokładaniu "oliwy do ognia" i rozpieszczaniu, ale na stawianiu zadań i wymagań, zawsze realizowanych z miłością.
Jak ksiądz zapatruje się na stopniowe odchodzenie młodzieży od kościoła? Oczywiście nie tylko tej trudnej z problemami, lecz ogólnie.
– Z mojej perspektywy, proces odchodzenia od Kościoła, to zjawisko o mniejszej skali, niż próbuje się to przedstawiać w mediach. Tworzy się obraz masowego odchodzenia młodzieży, co nie jest prawdą. Owszem, są takie środowiska i rejony, gdzie kontakt z Kościołem zawsze był słabszy i nadal taki pozostaje. Podstawą jest to, o czym mówiliśmy na początku tego wywiadu – kwestia rodziny. Jeżeli w domu nie ma wzorców wiary, to wiadomo, że młodemu człowiekowi trudno będzie pozostać wiernym Kościołowi. Jeśli rodzice są niewierzący albo odeszli od Kościoła, to będzie mu bardzo ciężko, nawet jeśli katecheci stawaliby na rzęsach lub robili niesamowite rzeczy. Myślę jednak, że prawdą jest również to, że Kościół się oczyszcza. Naturalnym procesem jest to, że przechodzi on z etapu ilościowego do jakościowego. Ci, którzy pozostają i ci, którzy decydują się na tę drogę, są głębiej zaangażowani w swoją wiarę i gotowi na różne trudności z nią związane. Odchodzi się od suchego tradycjonalizmu na rzecz autentycznego przeżywania wiary.
Jest ksiądz zapalonym kibicem AS Roma. Czy sport może być jedną z metod wychowawczych? Można widzieć w nim ratunek dla zapatrzonej w ekran telefonu młodzieży?
– Absolutnie! Patrząc na model włoski, na przykład duszpasterstwa i pracy z młodzieżą, nie ma parafii w Rzymie, przy której nie byłoby stadionu. To bardzo ciekawe, zwłaszcza że we Włoszech postęp nastąpił znacznie szybciej. Mimo to proces promowania sportu wciąż trwa. Młodzież trzeba odciągnąć od telefonów, ponieważ obserwujemy wynikające z tego problemy, jak choćby nadwagaę i inne konsekwencje braku ruchu i częstych zwolnień z WF-u. Myślę, że sport i wiara to dwie wartości, które mocno się przenikają. Sport uczy nas walki, a wiara również jest walką. W sporcie możemy stosować zasady obecne w chrześcijaństwie, takie jak wzajemny szacunek i miłość, nawet w podejściu na boisku do drugiego człowieka. Możemy włączyć czystą walkę sportową, która nie jest splamiona przez niepotrzebne zachowania czy gesty związane z agresją, brutalnością lub nieuczciwością. Jeśli chodzi o gry komputerowe, to one często prowadzą do uzależnienia i są obecnie dużym wyzwaniem. Jednak, jeśli mamy to pod kontrolą, to myślę, że mogą się stać się drogą do nawiązania kontaktu z młodzieżą. Młodzi ludzie żyją w świecie medialnym i komputerowym, więc trzeba się z nimi komunikować na ich poziomie. Wyskok z tego świata jest możliwy, ale daje mniejsze możliwości niż obecność w nim. Trzeba jednak pamiętać o umiarze, aby nie wspierać dodatkowych zniewoleń, które te technologie mogą wywoływać.
W jaki sposób ksiądz ocenia swoją pracę z trudną młodzieżą? Dzięki napotykanym problemom była ona motywująca czy wręcz przeciwnie?
– Uwielbiam trudną pracę. Myślę, że to z trudnych rzeczy rodzą się wspaniałe efekty. Doskonale wiemy, że to właśnie z bólu rodzenia powstaje najwspanialszy byt, jaki istnieje – człowiek. A to kosztuje najwięcej. Tak samo jest z każdą trudną rzeczą, która wymaga od nas dużo potu, łez, wysiłku, zmęczenia, a czasem nawet złości. Ostatecznie, jeśli zaangażujemy się i mimo wszystko nie poddamy, to właśnie to doprowadza nas do największego szczęścia. Błahe sukcesy nie cieszą tak bardzo, jak te wielkie, które wynikają z pokonywania dużych trudności.
Dziękuję za rozmowę.
Karolina Tarnawska
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze