Sejmowa komisja infrastruktury skierowała do premier Beaty Szydło dezyderat w sprawie budowy drugiego mostu na Sanie w Jarosławiu.
– Ze strony poselskiej zrobiliśmy wszystko, co można. Po analizie sytuacji przedstawionej przez Tadeusza Chrzana, starostę jarosławskiego, komisja jednogłośnie uznała[paywall] konieczność budowy drugiej przeprawy i skierowała wniosek do premier. To niecodzienna sytuacja. W tej kadencji sejmu tylko osiem razy kierowaliśmy do rządu dezyderaty – wyjaśniał Bogdan Rzońca, szef komisji.
Tematem budowy mostu zajmie się teraz Ministerstwo Infrastruktury. Muszą zostać przeanalizowane koncepcje tej inwestycji i możliwości jej sfinansowania. Według starosty najkorzystniejsza wydaje się koncepcja przeprawy na wysokości Muniny w stronę Sobiecina.
Staroście, który na posiedzeniu komisji infrastruktury przeanalizował problemy komunikacyjne wynikające z jednej tylko przeprawy drogowej przez San w Jarosławiu oraz przedstawił analizę i koncepcje budowy drugiego mostu, udało się przekonać wszystkich należących do niej parlamentarzystów. Jednogłośnie uznali, że budowę mostu należy wesprzeć. – Prezydium komisji uznało, że budowa drugiego mostu w Jarosławiu jest tak istotna, że należy skierować dezyderat do pani premier. Rzadko się zdarza, byśmy w ten sposób interweniowali – podkreślał B. Rzońca. T. Chrzan dziękował posłom za wsparcie starań. Jak mówił, mógł liczyć na pomoc nie tylko członków komisji, ale też większości parlamentarzystów z Podkarpacia. – Bardzo dobitnie zabrzmiał głos Anny Schmidt-Rodziewicz, posłanki z Jarosławia. Podziękowania należą się między innymi Andrzejowi Matusiewiczowi oraz Markowi Kuchcińskiemu, marszałkowi Sejmu – mówił T. Chrzan.
Starosta przedstawił komisji dramatyczną sytuację komunikacyjną powodowaną brakiem drugiego mostu. Posłowie dowiedzieli się, że most w Jarosławiu powstał w 1893 roku. Ma już zatem 124 lata. De facto to konstrukcja wybudowana w Bydgoszczy. Kilkukrotnie niszczona podczas działań wojennych. Po II wojnie światowej trafił do Jarosławia, w miejsce zniszczonej przez Niemców dotychczasowej przeprawy przez San. Od drugiego mostu w powiecie, przecinającego San w Radymnie, dzieli go 16 kilometrów. W razie wypadku w północnej części powiatu i zakorkowanego mostu w Jarosławiu, a miało to już kilkukrotnie miejsce, zostaje odcięta cześć powiatu. Staje ruch tranzytowy. Służby ratownicze muszą pokonywać kilkudziesięciokilometrowe objazdy. W ciągu doby przejeżdża przez istniejącą przeprawę ponad 18 tysięcy pojazdów. To najwięcej w województwie. Te wartości dorównują drodze wojewódzkiej biegnącej przez Stalową Wolę i są większe niż w ośrodku mieleckim, jednym z gospodarczych centrów Podkarpacia.
Los drugiego mostu pozostaje teraz w rękach rządu. Jeśli w tworzącym się przyszłorocznym budżecie państwa znajdą się pieniądze na jego budowę, będzie można powiedzieć, że problem został załatwiony.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.Sam most nie rozwiąże problemu. Korki dalej będą tylko w Koniaczowie i Szówsku . Potrzebna jest przebudowa drogi wojewódzkiej 865 do dwupasmowej i to już przed Koniaczowem do obwodnicy Jarosławia i skrzyżowania z dw 870 na bezkolizyjne.
Sam most nie rozwiąże problemu. Korki dalej będą tylko w Koniaczowie i Szówsku . Potrzebna jest przebudowa drogi wojewódzkiej 865 do dwupasmowej i to już przed Koniaczowem do obwodnicy Jarosławia i skrzyżowania z dw 870 na bezkolizyjne.