Reklama

Piorun zaatakował czwarty raz [ZDJĘCIA]

12/07/2018 19:30

W Bolestraszycach musiało być głośno o tym, co spotkało szesnastoletnią dziewczynę, skoro wiadomość dotarła aż do naszej redakcji.

– To zdarzyło się w czwartek, dwudziestego ósmego czerwca – opowiada szesnastoletnia Angelika, a jej mama precyzuje. – Dokładnie w południe, bo pamiętam, że dzwony biły, jak zadzwonili do mnie i powiedzieli, co się jej stało.

– Jechałam rowerem i wiozłam młodszą siostrę do mamy koleżanki – relacjonuje 16-latka. – Kiedy już wracałam sama, zaraz za tą drogą, która prowadzi do fortu, zobaczyłam młodego mężczyznę, a jakieś dwadzieścia metrów przed nim[paywall]  biegł pies. Duży, biały, bez kagańca, bez smyczy, zupełnie luzem. Przejeżdżając obok niego, zwolniłam, ale on się odwrócił, pobiegł za mną i zaatakował. Skoczył na mnie, strącił z roweru i zaczął szarpać za nogę. Właściciel nie reagował. Dopiero jak zaczęłam krzyczeć, podszedł i zapytał, co mi jest? Krzyczałam, że mam dziurę w nodze, wtedy zapytał, czy dojdę sama do domu, czy może zawieźć mnie, żeby mama zakleiła mi plastrem nogę. Później zadzwonił do swojej dziewczyny, która za chwilę przyjechała i przemyła mi ranę wodą utlenioną. Wtedy zadzwoniłam do mamy koleżanki, która bardzo blisko mieszka. Przybiegła, zawinęła mi nogę i zadzwoniła do mamy, a potem na pogotowie. Karetka wzięła mnie do szpitala. Pięć dni tam byłam, a teraz jeżdżę na zmianę opatrunku i mają mi zdejmować szwy – dziewczyna odsuwa opatrunek i pokazuje szwy na sporej ranie.

– Oprócz tego lekarz skierował ją do psychologa i za dwa dni będą wyniki – wyjaśnia mama Angeliki i opowiada o wizycie właściciela psa. – Przyjechał po południu ze swoją dziewczyną i przywiózł jakieś słodycze. Powiedziałam, że nie wezmę, a córka jest w szpitalu, więc jak chcecie, to jedźcie do niej. Wieczorem znowu przyjechał i proponował mi. żebym podpisała jakieś oświadczenie, bo ich posesja jest ubezpieczona i ubezpieczyciel zwróci pieniądze. Nie podpisałam, bo co ma do tego posesja, skoro to zdarzyło się na drodze publicznej.


fot.Jacek Szwic
Piorun nie wygląda na agresywnego, ale bywa groźny.

Reklama

Do siedmiu dni

W karcie informacyjnej po pobycie w szpitalu, w rozpoznaniu lekarz napisał: „rana szarpana podudzia lewego, szerokości ponad cztery centymetry, z niedokrwieniem wszytego płata skórnego. Stłuczenie stawu kolanowego lewego:. Lekarz biegły orzekł rozstrój zdrowia do siedmiu dni, co oznacza, że matka Angeliki może się ubiegać o zadośćuczynienie tylko na drodze cywilnej. Jednak dziwi się temu orzeczeniu, gdyż – jak twierdzi – biegły nie widział córki ani jej obrażeń.

Nie pierwszy raz

– To zdarzyło się nie pierwszy raz – mówi znajoma mamy Angeliki, która tamtego dnia przybiegła na pomoc dziewczynie. Na przełomie maja i czerwca pies zaatakował znajomego, który jechał do mojego męża. Poszarpał mu nogawkę i skaleczył nogę. Też mu opatrywałam ranę. Wtedy właściciel psa jakoś dogadał się ze znajomym. Jeszcze wcześniej pies zaatakował chłopaka z Bolestraszyc, ale w tych przypadkach nie było jakichś poważniejszych obrażeń i nikt nie zgłaszał tego na policję. Dwa dni po tym, jak została pogryziona Angelika, wezwałam policję, bo pies znowu biegał luzem. Mieszkam w pobliżu i bałam się o dzieci. O tym, że pies potrafi być agresywny, mówi jeszcze inna kobieta mieszkająca w pobliżu, którą też ugryzł, ale nie ma o to pretensji, gdyż sama weszła na posesję właścicielki psa.

Reklama

Piorun

Pies wabi się Piorun. Jest to owczarek południoworosyjski pasterski. Ta rasa była wykorzystywana do stróżowania i ochrony stad zwierząt hodowlanych. Według kynologów psy wspomnianej rasy są inteligentne, szybko i chętnie się uczą, ale niektóre osobniki mogą być agresywne, dlatego rasa ta jest przeznaczona dla doświadczonych właścicieli. – Niewiele mogę powiedzieć, gdyż wtedy mnie nie było – wyjaśnia właścicielka Pioruna. – Mam go od ponad roku. U poprzednich właścicieli pies miał do dyspozycji bardzo duży teren i potrzebuje wybiegania się, dlatego muszę go wyprowadzać. Jakoś do tej pory nie było z nim problemów.

Dwa mandaty

Z informacji potwierdzonych przez sierż. szt. Martę Fac, oficera prasowego Komendy Miejskiej Policji w Przemyślu wynika, że sprawą zajmowali się policjanci z komisariatu w Żurawicy. Byli dwukrotnie na interwencji w Bolestraszycach i właściciel psa (syn właścicielki – przyp. J.S) został dwukrotnie ukarany mandatem karnym z art. 77 kodeksu wykroczeń. Ukarany po pewnym czasie bez wątpienia zapomni o mandatach, a Angelika do końca życia będzie miała na łydce sporą bliznę.


JS
Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    as - niezalogowany 2018-07-12 21:38:11

    Czy tak trudno pozbyć się tego kundla.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    kasander - niezalogowany 2018-07-12 22:25:40

    To nie kundel jest winien lecz jego głupi właściciel, który powinien otrzymać urzędowy zakaz trzymania jakiegokolwiek zwierzęcia bo nie ma pojęcia jak się z nimi obchodzić, jak je wychować.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Walus - niezalogowany 2018-07-12 23:43:30

    Do.takich.sytuacji.by.nie.dochodzilo.gdyby policja zurawicka.nie.olewala.takich.podobych zgloszen!dopoki nie.zmieni sie szeryf.tego grajdolka na.marcina.krola niestety to bedzie.codziennosc!

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości