– Jeśli będzie potrzeba, jestem gotowy udostępnić esemesową korespondencję z panem zastępcą prezydenta Grzegorzem Hayderem i zażądać bilingów rozmów prowadzonych z nim. Nie będę kozłem ofiarnym. Nigdy nie robiłem niczego bez wiedzy przełożonych, a o to właśnie ponoć się mnie posądza – powiedział były prezes Przemyskiej Agencji Rozwoju Regionalnego Piotr Słaby na wieść o tym, że Prokuratura Rejonowa w Przemyślu wszczęła w jego sprawie śledztwo.
Wszczęcie postępowania przez przemyską „rejonówkę” to efekt zawiadomienia o możliwości popełnienia przestępstwa przez byłego prezesa spółki Piotra Słabego, jakie 29 czerwca br. złożył nowy prezes zarządu PARR Kamil Niklewicz. – Śledztwo zostało wszczęte 3 sierpnia. Chodzi o nadużycie uprawnień i niedopełnienie obowiązków przez osobę zobowiązaną do zajmowania się sprawami majątkowymi spółki. To miało skutkować wyrządzeniem spółce znacznej szkody majątkowej – poinformowała prokurator Beata Starzecka-Skrzypiec, zastępca prokuratora rejonowego w Przemyślu.
– Od pana się o tym dowiaduję. Sam jestem prawnikiem[paywall] z wykształcenia i według mnie zarzut jest bardzo mętny. Złożenie zawiadomienia przez obecnego prezesa, którego notabene przyjąłem do pracy jako stażystę, traktuję jako próbę rewanżu. Nie wiem tylko za co, bo nie czuję się winny. Uważam, że przez dziesięć lat dobrze zarządzałem spółką – stwierdził były prezes PARR-u Piotr Słaby.
Na początku lipca br. na stronie internetowej przemyskiego magistratu ukazała się bardzo lapidarna informacja, parafowana przez prezydenta Roberta Chomę, o nieudzieleniu absolutorium za 2014 r. prezesowi PARR-u Piotrowi Słabemu oraz członkom rady nadzorczej spółki, co skutkowało odwołaniem ze stanowiska zarówno prezesa, jak i wspomnianych członków. Konkretnego uzasadnienia nie było, ale można było wywnioskować, że nie zgadzała się kasa. Nieoficjalnie dowiedzieliśmy, że kością niezgody był były ośrodek ZNP w Słonnem (gmina Dubiecko), którym PARR zawiadywał od 2000 r., i który chciał usilnie sprzedać, aby podreperować kondycję finansową. Zadanie to – zdaniem władz miasta – przerosło prezesa Słabego, więc musiał się pożegnać ze stanowiskiem.
– Ośrodek ten wciąż jest na sprzedaż. Zgodę wydało zgromadzenie wspólników, w którego skład wchodzi prezydent miasta i prezesi pięciu miejskich spółek. Ogłoszone zostały dwa przetargi, ale nie znalazł się chętny. Pierwsza oferta wynosiła około 800 tysięcy złotych, druga około 680 tysięcy złotych. Wcześniej były różne przymiarki do zagospodarowania terenu, miało tam między innymi powstać konferencyjne centrum transgraniczne, ale ostatecznie nic z tego nie wyszło – zdradził nam rzecznik prasowy UM w Przemyślu Witold Wołczyk.
Według pogłosek były prezes P. Słaby tak bardzo chciał sprzedać ośrodek, że miał prowadzić potajemne negocjacje z chętnymi, oferując cenę znacznie niższą od tej, której oczekiwało zgromadzenie wspólników. Sprawa dotarła wreszcie do magistratu.

fot.ze zbiorów własnych
Były ośrodek ZNP w Słonnem przez lata był reprezentacyjną bazą przemyskiego oddziału związku.
– Wiele razy próbowaliśmy sprzedać ten teren. Trwało to ponad dwa i pół roku. Odbyło się siedem przetargów. Żaden nie przyniósł rezultatu. O wszystkim wiedzieli moi przełożeni. Zgromadzenie wspólników kompetencje związane z prowadzeniem negocjacji biznesowych przekazało radzie nadzorczej. Pod naciskiem zastępcy prezydenta Haydera podjąłem negocjacje z firmą zajmująca się odnawialnymi źródłami energii. W grudniu 2014 roku mieli wpłacić zaliczkę w kwocie 100 tysięcy złotych, ale tego nie zrobili. Sprawa upadła. Wątpię, aby nowy prezes sprzedał ten ośrodek. Nie można mi więc zarzucać, że prowadziłem potajemne negocjacje. Jeśli będzie trzeba, jestem gotowy udostępnić esemesową korespondencję z panem Hayderem i zażądać bilingów rozmów prowadzonych z nim w tej sprawie. Nigdy nie działałem na szkodę spółki – tłumaczy P. Słaby.
Były prezes PARR-u dodał, że były pracodawca jest mu winny ponad 65 tys. zł! – Mieliśmy problemy finansowe i aby sfinalizować jeden z projektów, poprosiłem o czasowe niewypłacanie mi pensji. W ciągu kilku miesięcy nazbierało się ponad 40 tysięcy złotych. Do tej pory nie odzyskałem tych pieniędzy. Oddałem sprawę do sądu. Poza tym, aby zamknąć inny projekt transgraniczny, moja żona wzięła pożyczkę na kwotę 26 tysięcy złotych, którą przekazałem spółce. Do tej pory ją spłacam. Dokładałem do tego interesu. W agencji jest przestój, brakuje projektów, a wiadomo, że z pustego i Salomon nie naleje. Obecnie spółki kapitałowe zdominowane przez miasto już się powoli kończą. To ślepy zaułek. Moim zdaniem zmiana sposobu funkcjonowania, chociażby poprzez przeprofilowanie na fundację, to dobra droga – zakończył P. Słaby.
Słonne – najpierw boom, teraz ruina
Zmierzch ośrodka nastał w latach 1996 – 98. Ludzie szli z duchem czasu, a w Słonnem brakowało wygód, które oferowały inne, powstające jak grzyby po deszczu ośrodki wczasowe. Przemyski oddział ZNP nie chciał do niego dopłacać. W 2000 r. doszło do porozumienia z PARR-em, na mocy którego Słonne trafiło we władanie spółki, a ZNP w zamian otrzymał 1/4 budynku przy ulicy Skargi, gdzie do tej pory mieści się siedziba związku. Ośrodek wyceniony został wówczas na ok. 600 tys. zł.Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.Myślę że dużo dyrektorów, prezesów i przynajmniej jeden wiceprezydent ma teczki na tw. Krzysztofa i spółkę. Wiele rzeczy przypuszczam robi się rękoma innych osób. Może kiedyś wyjdzie to na jaw? Tylko co... I po co? Oby obecny stażysta lepiej poradził sobie z zarządzaniem, choć śmiem twierdzić, że jest tylko przedłużeniem ręki szefa.
Myślę, że nie ma mądrego na przemyskie zadupie, ubabrane w układy, nieruchawe i gnuśne. Przykre, bo jest to moje miasto, w którym coraz trudniej żyć.
Niklewicz złożył zawiadomienie ..... żal czytać
bedzie jeszcze gorzej tu zyc!!!!!!!!!!!!
zrobił z siebie ofiarę,a nie jedno ma na sumieniu.
Mądry polak po szkodzie, ale ja od kilku lat jak wchodziłem na stronę internetową PARR i innych tego typu placówek, to miałem wrażenie że coś jest nie tak, wskazywała na to chociażby mniejsza liczba realizowanych projektów unijnych w stosunku do RARR, MARR, TARR. Kilka lat temu w Życiu Podkarpackim był taki obiecujący wywiad z panem prezesem, z którego wynikało, że mają wspaniałe plany. Jako czytelnik spodziewałem się, że zgromadzili majątek i wykorzystają go z pożytkiem dla rozwoju regionu. Miałem wrażenie, że przez lata PARR był oczkiem w głowie lokalnych decydentów, Galeria Sanowa dała pieniądze na remont Domku Ogrodnika, a PARR dostał go ot tak na użytkowanie. Dodatkowo PARR prowadził punkt informacyjny EFS, który w atmosferze skandalu, po perturbacjach, przejął RIG. Zadaję to pytanie w nadziei, że coś się w Przemyślu zmieni: dlaczego akceptowano to latami? Każdy mieszkaniec Przemyśla mógł poświęcić trochę czasu na przegląd kilku stron internetowych i wyciągnąć wnioski. Prowadzili punkt EFS i w atmosferze skandalu przestali, ich sztandarowym projektem był KSU i obsługa dotacji w WUP, czyli dwa źródła dochodu dla PARR. Miasto po to wyłożyło tyle pieniędzy na funkcjonowanie PARR, by oni zarabiali sobie na obsłudze KSU i dotacji z WUP, a potem mieli długi? Zgaduję, że cała rzesza innych podmiotów z pocałowaniem w rękę otworzyłaby lokal za własne pieniądze i prowadziła KSU oraz zajmowała się przyznawaniem dotacji z WUP. Skoro miasto wyłożyło pieniądze na PARR to powinno oczekiwać od tej instytucji realizacji projektów na rzecz rozwoju regionu. Dodatkowo przyznano im pięknie odnowiony Domek Ogrodnika, przecież to logiczne, że ten obiekt powinna dostać osoba czy instytucja, która wykazała się czymś dobrym. Mamy w Przemyślu etaty w administracji, znikome atrakcyjne etaty poza nią i ludzi, którzy opuszczają to miasto. Może na przyszłość przynajmniej nie będzie się przeszkadzać organizacjom pozarządowym i innym inicjatywom dzięki, którym może wydarzyć się coś dobrego?
Myślę że dużo dyrektorów, prezesów i przynajmniej jeden wiceprezydent ma teczki na tw. Krzysztofa i spółkę. Wiele rzeczy przypuszczam robi się rękoma innych osób. Może kiedyś wyjdzie to na jaw? Tylko co... I po co? Oby obecny stażysta lepiej poradził sobie z zarządzaniem, choć śmiem twierdzić, że jest tylko przedłużeniem ręki szefa.
Myślę, że nie ma mądrego na przemyskie zadupie, ubabrane w układy, nieruchawe i gnuśne. Przykre, bo jest to moje miasto, w którym coraz trudniej żyć.
Niklewicz złożył zawiadomienie ..... żal czytać