Obejrzałem krótką relację z posiedzenia sejmowej komisji sprawiedliwości. Kamera intensywnie myszkowała po sali. Pokazywała poszczególnych posłów bądź to opozycji, nie pozostawiających suchej nitki na przewodniczącym komisji Stanisławie Piotrowiczu, bądź posłów PiS lojalnie broniących swojego kolegi. Sam Piotrowicz nie dawał sobie w kaszę napluć. Nie tracił rezonu, pryncypialnego tonu. W pewnym momencie kamerzysta zrobił zbliżenie na jego twarz: była majestatyczna, zero wątpliwości.
We własnej ocenie poseł Piotrowicz, jako prokurator w stanie wojennym, dobrze służył Polsce, a jak twierdzi, również solidarnościowej opozycji. Zastanawiam się, co myślą po takich wystąpieniach adwokaci, którzy z realnym zagrożeniem karier zawodowych bronili opozycjonistów w latach osiemdziesiątych ubiegłego stulecia? Są to z pewnością ciekawe refleksje, ale tak naprawdę nie o nie mi chodzi. Bardziej ciekawi mnie kwestia następująca: jaki przekaz otrzymują młodzi ludzie, o których mądre chowanie ponoć wszyscy zabiegają. Albo osoby politycznie, społecznie, zawodowo aktywne w PRL po obu stronach barykady dzielimy na krystalicznie dobrych i diabolicznie złych bez światłocieni, albo dopuszczamy możliwość szarości, a więc popatrzenia na człowieka jako osobę skłonną do popełniania zarówno dobra, jak i zła z realną możliwością przejścia na jasną stronę mocy. Są to kwestie o tyle ważne, że właśnie szykujemy się do ponownej reformy edukacji i pisania podręczników historii. Dla młodych ludzi byłoby najlepiej, gdyby napisano je uczciwie.Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze