KRYMINAŁEK Było już po północy, kiedy pewien kierowca przejeżdżał przez R. Wioska spała, ale jechał ostrożnie, bo miał za sobą ponad czterysta kilometrów, a do domu jeszcze ponad trzydzieści. W pewnym momencie w świetle reflektorów zamajaczyła mu czyjaś sylwetka. Jakiś człowiek siedział na skraju rowu. Wtedy zwolnił i kiedy podjechał bliżej, zobaczył chwiejącego się nad rowem mężczyznę, który miał całą twarz i przód koszuli zalane krwią. Kierowca zatrzymał się, ale nie wysiadał, tylko przez odkręconą szybę zapytał, co się stało. Mężczyzna znad rowu wycharczał, że został pobity i osunął się na trawę. Kierowca, bojąc się, że w pobliżu mogą być ci, co tamtego pobili, zasunął szybę, zablokował zamki i chwycił za komórkę, żeby zadzwonić na policję.
Opisał sytuację, podał dyżurnemu dokładną lokalizację i obiecał, że będzie czekał na radiowóz. Czekając na policję, przyglądał się mężczyźnie, który coś mamrotał i próbował wstać i na podstawie jego niezbornych ruchów wywnioskował, że gościu jest po prostu urżnięty w trupa. Po piętnastu minutach przyjechali policjanci, a chwilę po nich pogotowie ratunkowe. Kiedy lekarz oglądał obrażenia mężczyzny, policjanci wypytywali go, co się stało, na co ten wybełkotał, że został pobity. Na kolejne pytanie, kto go pobił, będąc już w karetce powiedział, że pobili go bracia K.
Kiedy karetka odjechała, policjanci przepytali kierowcę, spisali notatkę i pojechali do szpitala na dalsze czynności. Tam okazało się, że pacjent ma ponad dwa promile alkoholu, złamany nos i rozcięty łuk brwiowy i prawie natychmiast po opatrzeniu zasnął, a lekarz zapewnił, że nie ma zagrożenia życia. Na drugi dzień rano policjanci pojechali do R. Na miejscu zdarzenia znaleźli na trawie, w rowie, ślady krwi i tyle. Żadnych innych śladów nie było. Popytali mieszkańców najbliższych domów, z których jeden przyznał, że poszkodowany miał zatarg z braćmi K., więc pojechali donich.
Ci, mocno zdziwieni, zapewniali, że od ubiegłego popołudnia nie opuszczali podwórza, co potwierdzili ich rodzice. Ponieważ wszystko zdarzyło się niedaleko sklepu, na którym jest monitoring, policjanci postanowili przeglądnąć nagranie z ubiegłego wieczoru. O godzinie 23.20 kamera na krawędzi pola widzenia zarejestrowała sylwetkę mężczyzny, który zataczał się i przystanął na krawędzi rowu. W pewnym momencie zachwiał się i wpadł do rowu głową w dół. O godzinie 23.48 mężczyzna się podniósł, zrobił kilka kroków i znowu upadł. Potem nadjechało auto. Ponieważ na drugi dzień poszkodowany podtrzymywał, że pobili go bracia K., zanosi się na proces o fałszywe zeznania i pomówienie.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze