Reklama

Pod Przemyślem są kangury! [ZOBACZ ZDJĘCIA]

14/06/2026 14:50

Mateusz Frańczak, mieszkający w Ostrowie pod Przemyślem, posiada wyjątkową pasję. Hoduje egzotyczne zwierzęta. Zamiłowaniu temu oddaje się już od 25 lat, ale dopiero 2 lata temu jego hodowla powiększyła się o dwa kangury rdzawoszyje.

 

Skąd pomysł na kangury?

 – Pojawił się spontanicznie, gdy byliśmy u znajomego w Warszawie, który ma dużo takich zwierząt. Od tego się zaczęło. Od razu zapytałem, czy można je od niego kupić, no i do domu praktycznie wróciłem z parką.

 A ile kosztuje kangur?

 – No ja kupiłem kangury okazyjnie. Para około 20-centrymetrowych zwierzaków kosztowała mnie 7 tys. zł.

 Czyli ktoś może wybrać: albo stary samochód, albo dwa kangury?

– Dokładnie. Z tym żeby doprecyzować – to są walabie – takie mniejsze kangurzątka. Znajomi pytają ze śmiechem, czy jeszcze urosną. Nie. Taka ich uroda.

Reklama

Czy trzeba mieć jakieś specjalne pozwolenia, by je posiadać?

– Nie. Nie trzeba na to ani „CITES”, ani żadnych dokumentów i pozwoleń. Można je sobie po prostu legalnie kupić. Oczywiście trzeba też zadbać o to, by miały odpowiednie warunki. Nie może to być klatka metr na metr.

 A jaki ma Pan stosunek do ludzi, którzy przychodzą, żeby je pooglądać?

– Nie mam z tym problemu, nawet się cieszę, jak przychodzą, pokazują zwierzaki najmłodszym, zaglądają, cieszą się nimi, karmią. Na szczęście nigdy nie doszło do sytuacji, w której ktoś zadziałałby na krzywdę zwierząt. 

Reklama

 Czyli odwiedzający mogą dawać im coś do jedzenia?

 – Tak, mogą je nieco dokarmić. Kangury są roślinożerne – można im przynosić marchewkę, jabłka, a nawet suchy chleb.

 A czym Pan je karmi?

– W okresie zimowym w ich menu znajdują się m.in.: siano, zboże, owoce, warzywa i suchy chleb. W sezonie letnim dochodzi do tego jeszcze młoda trawa, gałązki i różne pędy.

 A propos zimy: jak znoszą naszą, polską, chłodną aurę?

 – Nie stanowi ona dla nich żadnego problemu, bo przystosowują się do naszych warunków. Muszą mieć tylko taki domek, który chroni od wiatru i deszczu, a w lecie zapewnia im cień.

Reklama

 Czy poznają Pana? Są świadome, że jest Pan ich opiekunem?

 – O tak, poznają. Choć niestety, mam za mało czasu, żeby je jakoś bardziej oswoić.

 Czyli nie łaszą się i nie oczekują pieszczot?

 – Nie, ale chętnie jedzą mi z ręki, a czasem podskakują ku mnie, gdy widzą, że mam dla nich jakiś smakołyk.

A co jest dla nich smakołykiem?

– Na przykład młode gałązki krzaków malin. Owoce i warzywa też bardzo lubią, ale szczególnie przypadają im do gustu właśnie te zielone łodyżki. 

Mają jakieś imiona?

 – Imion nie mają, ale łatwo je odróżnić – to samiec i samica.

Reklama

Ma Pan plany powiększenia hodowli?

 – Z tyłu głowy coś kiełkuje, ale niestety czas nie jest z gumy.

Jakie zwierzęta można jeszcze zobaczyć w Pańskim gospodarstwie?

 – Są jeszcze świnki wietnamskie, przeróżnego rodzaju kurki liliputki, karzełki, silki, są kozy miniaturki, są zebu indyjskie (takie minikrowy). Jest też byk watussi.

 A które zwierzę zapoczątkowało Pańską pasję?

 – Pierwszy był chyba legwan zielony, którego kupiłem sobie za pieniądze zebrane z okazji Pierwszej Komunii Świętej.

 Czyli pasję do zwierząt przejawia Pan od dziecka. Co było po legwanie?

Reklama

– Następny był wąż – pyton tygrysi, który mierzył aż 4 metry.

Nie bał się Pan?

 – Nie, on był bardzo spokojny, łagodny z charakteru, taki czterometrowy pupil.

 A rodzice też mieli takie zainteresowania? Czy może chociaż własne kury lub kozy?

 – No właśnie nie. Rodzice nie mieli zwierząt. To we mnie zakiełkowała szczególna sympatia do nich. Pierwszym „zwyczajnym” zwierzątkiem był oczywiście pies, a potem już egzotyka. Po drodze jednak pojawiły się też kozy, owce, świnki... Miałem też kajmany okularowe.

Reklama

 A czy jest jakieś zwierzę, o którym Pan marzy?

 – Może w przyszłości wkroczy tu zebra, ale na razie to bardziej odległe plany, bo ciężko mi to połączyć z pracą. To hobby jest czasochłonne. Wczesnym rankiem, jeszcze przed pracą, należy wszystkiego dojrzeć, nakarmić, napoić. Po pracy – powtórka z rozrywki. A sobota jak wiadomo – dzień na sprzątanie.

A jak na Pana pasję reaguje żona, sąsiedzi?

 – Na szczęście mam bardzo wyrozumiałą żonę, która ją toleruje i czasami nawet w niej pomaga. Z sąsiadami żyję dobrze – również nie narzekają. Z ciekawości zaglądają, czasami nawet podrzucają jedzenie, jeśli coś im zostaje.

Reklama

Pewnie w takiej hodowli wiele się dzieje?

– Tak, mamy tu czasem niezły cyrk. Kury wskakujące na świnie i jeżdżące na nich jak w wesołym autobusie to tylko przedsmak tego, co czasem można zaobserwować w gospodarstwie. Jedno jest pewne: nie ma nudy!

Dziękuję za rozmowę.

Miłosz Borzęcki

Aplikacja na Androida

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 14/06/2026 14:50
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama