Damian Szymański, na co dzień pracownik Domu Dziecka w Łodzi, 23 lipca wyruszył pieszo w trasę z Ustronia do bieszczadzkiego Wołosatego. Co ciekawe, całą drogę milczy. Posługuje się piktogramami, gestykulacją, czasem telefonem. Zwraca tym samym uwagę na potrzebę alternatywnych dróg komunikacji z tymi, którzy jej potrzebują.
„Wujek Damian” całą trasę pokonuje z myślą o Juliance i Bartusiu – podopiecznych łódzkiej fundacji Dom w Łodzi, którzy nie potrafią się komunikować inaczej, niż poprzez specjalny system znaków i obrazków. Taka forma komunikacji nie jest jednak prosta i tania.
Wędrówka Damiana Szymańskiego nie tylko skupia się na zwracaniu uwagi na komunikację pozawerbalną, ale i promowaniu zbiórki środków, które wesprą Dom Dziecka. Chce „dobić” do 40 tys. zł. Pieniądze te mają wystarczyć na zapewnienie bezproblemowego, rocznego dostępu do środków komunikacji niewerbalnej dla podopiecznych.
Finisz trasy był zaplanowany na 10 sierpnia, jednak przez chorobę trasa się przedłużyła. Finisz w Wołosatem miał miejsce dzień później.
Przez cały czas prowadzona jest też zbiórka na stronie pomagam.pl. Damian całą swoją trasę dokumentuje na profilu instagramowym @zrealizowany oraz na stronie facebookowej fundacji: www.facebook.com/domwlodzi.
Ty też możesz pomóc!

fot.Daniel Szymański/instagram
Mimo piktogramów jest bardzo trudno wytłumaczyć komuś, czego potrzebuję... Pan w Schronisku w Soszowie wykazał się dużą cierpliwością, kiedy chciałem zamówić do jedzenia góralski kociołek. Jedno jest pewne.... Mogę startować po powrocie w światowych zawodach w kalambury” – relacjonuje na swoim instagramowym profilu Damian Szymański.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze