POCZTA DO REDAKCJI
ODPOWIEDŹ NA POCZTĘ DO REDAKCJI, PUBLIKACJA 19 KWIETNIA Józef Frankiewicz:
12 kwietnia br. na łamach ŻP ukazał się artykuł Pana Tomasz Olejarza pt. „Ku pokrzepieniu serca Pana J. Frankiewicza”, który odniósł się w nim do mojego artykułu z dnia 5 kwietnia pt. „Odsłonicie tablicy pamiątkowej na ścianie SP nr 1. Zbigniew Brzeziński nigdy progów tej szkoły nie przekroczył”.
Pan T. Olejarz pisze m.in., że doceniany jest mój wkład w dokumentowanie związków rodziny Brzezińskich z Przemyślem. Niemniej jednak zaznaczył, że nie jest prawdą – według mojego artykułu – że w tym procesie nie uczestniczyli „miejscowi uczeni w piśmie”. Jednak jest to prawda, ponieważ to nie oni odkryli związki tej rodziny z naszym miastem. Właśnie to miałem na myśli.
Gdybam nie interesował się tym tematem od 1987 roku, nie byłoby w Przemyślu Zbigniewa Brzezińskiego i jego syna ambasadora, tablic pamiątkowych, dziennikarzy, telewizji, a grobowiec tej rodziny ze starości i na skutek siły grawitacji runąłby i zarósł chaszczami. Pan
T. Olejarz nie pisałby też listów do Waszyngtonu, ani nie opublikowałby w periodyku opracowania pt. „Zbigniew Brzeziński – mąż stanu przemyskiego pochodzenia” ani artykułu w „Naszym Przemyślu”.
Marek Kuchciński z kolei nie miałby okazji umieszczenia niefortunnej tablicy na ścianie SP nr 1. Reasumując, wtedy byłby spokój i pustka kosmiczna w tym temacie.
Pan Tomasz Olejarz pisze, ze posiada kilka listów od Profesora. Ja od 1987 roku otrzymałem od Brzezińskiego tyle listów, że mogę wytapetować u siebie w pokoju ścianę razem z moimi kopiami pism do Waszyngtonu. Można z nich stworzyć książkę.
Zdaję sobie sprawę, że wielu osobom jakoś nie pasuje, że to właśnie ja – zwykły mieszkaniec miasta – odkryłem związki rodziny Brzezińskich z Przemyślem. W ich mniemaniu powinien być jakiś lokalny tuz, doktor wszech nauk, a najlepiej swojak.
Dlatego też, kiedy dwukrotnie Przemyśl odwiedził ambasador USA, władcy z urzędu miejskiego oficjalnie nie zaprosili mnie na spotkanie z nim. To była nonszalancja. Musiałem własnym sposobem wręczyć Brzezińskiemu swoją skromną książkę.
Chciałem z całą mocą podkreślić olbrzymią rolę „Życia Podkarpackiego” w promowaniu związków rodziny Brzezińskich z naszym miastem, które przez ponad 30 lat to czyniło.
W efekcie ten fakt dotarł do świadomości społecznej mieszkańców Przemyśla i regionu. Przez ten czas ukazywała się w tym tygodniku niezliczona liczba artykułów na ten temat. To była najlepsza robota. Z tego względu gazeta ta powinna być w jakiś sposób uhonorowana.
Józef Frankiewicz
POCZTA DO REDAKCJI – ODPOWIEDŹ NA TEKST, PUBLIKACJA 12 KWIETNIA Tomasz Olejarz
Powodowany osobistą dygresją odnośnie tekstu Pana J. Frankiewicza pt.: „Odsłonięto tablicę pamiątkową na ścianie SP nr 1. Zbigniew Brzeziński nigdy progów tej szkoły nie przekroczył”, serdecznie gratuluję autorowi celnej polemiki, odnośnie braku adekwatności informacji zamieszczonej na nowo odsłoniętej tablicy pamiątkowej, co do faktu realizacji procesu nauki przez Z. Brzezińskiego w anonsowanej placówce, jak również powstałej w wyniku zaistniałego faktu, historycznej dezinformacji.
Doceniając wkład Pana J. Frankiewicza w proces dokumentowania związków rodziny Brzezińskich z naszym miastem Przemyślem, pragnę zauważyć, iż nie jest prawdą, że w tym procesie nie uczestniczyli cyt.: „miejscowi uczeni w piśmie”. Pro parte sua, pragnę nieśmiało zauważyć, iż w roku 2016 opublikowałem w periodyku naukowym TEKA Komisji Politologii i Stosunków Międzynarodowych Polskiej Akademii Nauk, oddział w Lublinie nr 11/3 (2016), tekst pt.: „Zbigniew Brzeziński – mąż stanu „przemyskiego” pochodzenia”, który w procesie twórczym korespondencyjnie konsultowałem z prof. Zbigniewem Brzezińskim i od którego otrzymałem w bezpośredniej korespondencji wartościowe sugestie, rekomendacje oraz finalne gratulacje (treść korespondencji chętnie udostępnię na potrzeby Redakcji).
Tekst analizy dostępny jest pod linkiem - https://journals.umcs.pl/teka/article/view/7803, zaś mój komentarz radiowy w odnośnej sprawie publikacji w audycji Radio Rzeszów – https://www.archiwalne.radio.rzeszow.pl/wszystkie-artykuly/tag/Podkarpacie?start=2670#ajx/wiadomosci/3259/tomasz-olejarz-o-zmarlym-zbigniewie-brzezinskim.
Dodatkowo, już po śmierci prof. Z. Brzezińskiego, opublikowałem w periodyku „Nasz Przemyśl” wspomnienie o Z. Brzezińskim, podejmując wątek jego przemyskich antecedencji – https://kultura.przemysl.pl/numer-7-153-lipiec-2017-r/.
Zwracam uwagę na powyższe fakty nie z pobudek autopromocyjnych lub też swoistej mody na dowartościowywanie się obecnością ambasadora Marka Brzezińskiego przy okazji upamiętniania związków Jego Ojca z Przemyślem (również jak do tej pory, nikt z naszego miasta ani w PANS w Przemyślu, w której pracuję jako dydaktyk od 20 lat, nie zwrócił się do mnie z zaproszeniem o przedstawienie Panu Ambasadorowi historii mojej korespondencji z Jego Tatą i rzeczonej analizy), ale bardziej, aby – ku pokrzepieniu serca Pana J. Frankiewicza – zwrócić uwagę, iż recepcja dorobku myśli i działania Z. Brzezińskiego są w Przemyślu dostrzegane, badane i kontynuowane (obecnie przygotowuję pracę badawczą dotyczącą roli instytucji Narodowej Rady Bezpieczeństwa przy prezydencie USA, przy uwzględnieniu czasookresu, kiedy kierował nią właśnie Zbigniew Brzeziński).
Jeszcze raz bardzo serdecznie gratuluję Państwu cennego sprostowania dotyczącego uroczystości w Szkole Podstawowej nr 1, serdecznie pozdrawiam Pana Józefa Frankiewicza i gratuluję mu wielkiego i cennego dorobku dokumentującego przemyskie filiacje Brzezińskich.
Z wyrazami szacunku
Tomasz Olejarz
PUBLIKACJA 5 KWIETNIA 2023, Józef Frankiewicz:
Przez 35 lat interesowałem się historią rodziny Brzezińskich w kontekście jej związków z Przemyślem, i nie tylko. Posiadam ponad 70 listów od Profesora. Spotykałem się z nim trzykrotnie. Często pytałem go nawet o szczegóły z jego życia dla potrzeb publikacji. Byłem dociekliwy.
Byłem i jestem jedyną osobą, która przez długie lata upamiętniała związki rodziny Brzezińskich z Przemyślem, a tym samym wzbogaciła historię miasta. Nie przyczynili się do tego ani żadna władza, ani żadna instytucja, ani miejscowi uczeni w piśmie.
Gdybym nie zainteresował się tą rodziną w 1987 roku, byłaby kosmiczna pustka w tym temacie. Przez 35 lat zrobiłem wszystko, by tak się nie stało. Nigdy od oficjeli w Przemyślu nie usłyszałem słowa podziękowania za wkład mojej pracy w tym temacie. Wyjątek stanowi jedynie ambasador Mark Brzeziński, który kierował do mnie dwukrotnie słowa uznania. A teraz do rzeczy.
Początkowo 24 lutego miało się odbyć uroczyste otwarcie tablicy pamiątkowej na ścianie Szkoły Podstawowej nr 1 w Przemyślu ku upamiętnieniu rodziny Brzezińskich. W placówce zgromadzili się liczni goście (byłem i ja), byli też nauczyciele i trochę uczniów.
Okazało się, że ambasador Mark Brzeziński nie przyjechał z przyczyn służbowych. Jednak odbyła się podniosłość na korytarzu szkoły, bo Kancelaria Prezesa Rady Ministrów zakupiła dla szkoły fortepian (może pianino?).
Marek Kuchciński wygłosił przemówienie. W nim powiedział m.in., że on sam uczęszczał do tej szkoły, a Zbigniew Brzeziński przez 3 lata pobierał w niej nauki (lata 1935 – 1938). Przemówienie to rejestrowali dziennikarze prasowi i telewizyjni, a także moja osoba.
Oficjalne odsłonięcie tej tablicy nastąpiło dopiero 27 marca, bo przyjechał już ambasador. Nie będę go dokładnie opisywać, bo teksty o nim i filmy można czytać i oglądać w internecie, a także prasie (np. „Życie Podkarpackie”).
I tym razem Marek Kuchciński dumnie powiedział zebranym, że Brzeziński uczęszczał do tej szkoły.
W internecie niejaki Krzysztof Gałkowski umieścił nawet notkę z uroczystości, która odbyła się przed budynkiem tej szkoły.
Napisał: „Pamiątkowa tablica zdobi od dziś ścianę placówki, do której w latach 1935 – 1938 uczęszczał prof. Zbigniew Brzeziński, doradca prezydentów USA, ojciec ambasadora Marka Brzezińskiego”.
Można też podać inne przykłady dezinformacji w mediach.
Rodzice Zbigniewa (Tadeusz, Leonia) w 1935 roku zakończyli służbę w konsulacie w Essen (Niemcy).
Na początku maja przyjechali do Przemyśla. Tu zostawili swoje dziecko pod opieką babci Ernestyny. 28 października 1988 roku w liście do mnie prof. Zbigniew Brzeziński pisał:
„Będąc w Przemyślu, składałem egzamin w miejscowej szkole, w związku z czym brałem prywatne lekcje u nauczycieli, o których Pan wspomina. Nie uczęszczałem jednak regularnie do szkoły, a celem egzaminu było stwierdzenie, czego to nauczyłem się, przebywając uprzednio w Niemczech”.
Profesor odwiedził Przemyśl w 1999 roku. Zapytałem go jeszcze raz, jak to było z tą nauką w szkole. Potwierdził, że nie musiał w ogóle do niej codziennie uczęszczać, bo nauczyciele przychodzili do jego domu i udzielali mu prywatnie lekcje (w końcu był synem konsula).
W jego mieszkaniu zrobili mu test. To był tylko prywatny i płatny egzamin. Ponieważ zbliżały się wakacje w 1935 roku, z ich usług skorzystał raptem kilka razy.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.HO HO HO! św Mikołaj by się zdziwił,aż taka dyskusją na temat obywatela USA który jako dziecko chwilę w Przemyślu przebywał. Z. Brzeziński podobnie jak jego syn pracował dla dobra swego kraju i w jego interesie który z rzadka a może i wcale nie był tożsamy z interesem Polski. Kwestia poglądów, wiem że są tacy co pieją z zachwytu nad panami Brzezińskimi ale są też i tacy którym jest to obojętne. Są tez i tacy którzy zdają sobie sprawę z tego że Z. Brzeziński działał głównie w interesie USA. Co z tego wyszło widać bardzo dobrze. I zapewne jeszcze nie jedno zobaczymy o ile przeżyjemy.
HO HO HO! św Mikołaj by się zdziwił,aż taka dyskusją na temat obywatela USA który jako dziecko chwilę w Przemyślu przebywał. Z. Brzeziński podobnie jak jego syn pracował dla dobra swego kraju i w jego interesie który z rzadka a może i wcale nie był tożsamy z interesem Polski. Kwestia poglądów, wiem że są tacy co pieją z zachwytu nad panami Brzezińskimi ale są też i tacy którym jest to obojętne. Są tez i tacy którzy zdają sobie sprawę z tego że Z. Brzeziński działał głównie w interesie USA. Co z tego wyszło widać bardzo dobrze. I zapewne jeszcze nie jedno zobaczymy o ile przeżyjemy.