– Robiliśmy to, na czym polega nasza służba, czyli chroniliśmy mienie i życie ludzkie. Nie jesteśmy bohaterami – mówią aspirant Tomasz Mościszko i sierżant Jacek Kuryło z przemyskiej drogówki.
Stoimy na podwórku posesji przy ulicy Śniadeckich, gdzie we wtorek, 19 lipca, o świcie wybuchł pożar. W powietrzu jeszcze unosi się zapach spalenizny, ale miejsce pożaru jest już posprzątane. Zostały tylko nadpalone sztachety płotu, osmolone tuje, pęknięte od żaru okno w budynku stojącym tuż za płotem i pofałdowane blachy na dachu komórki.
– Była szósta piętnaście. Wracaliśmy z interwencji w Medyce. Służbę kończymy o szóstej, ale wtedy trochę się przeciągnęło. Będąc już na Lwowskiej, za rondem, na wysokości zajazdu Rosa z prawej strony, pomiędzy budynkami, zobaczyliśmy dym i płomienie. Wjechaliśmy w ulicę Śniadeckich. Na pierwszej posesji za domem palił się budynek gospodarczy. Bramka była zamknięta. Kilka razy naciskaliśmy dzwonek nim wyszedł właściciel posesji i pobiegliśmy z nim za dom. Paliło się drewno i jakieś palety składowane koło komórki. Ogień już ogarniał tuje i w każdej chwili mógł się przerzucić na stojące obok budynki, do których było zaledwie kilka metrów.
– To było tak – włącza się Włodzimierz Karczmarz. Wyskoczyłem w piżamie prosto z łóżka i zobaczyłem, że pali się koło komórki. Zaraz za mną wybiegła żona. Policjant rozwinął wąż ogrodniczy, żona szybko podłączyła go do kranu i razem z policjantem zaczęliśmy polewać ogień strumieniem wody, a wtedy drugi policjant zadzwonił po straż pożarną.
– Nie wiadomo jakby się to skończyło, gdyby nie ci policjanci – ciągnie W. Karczmarz.
Tylko oni zareagowali na widok dymu i płomieni, które podobno ktoś sfilmował i dał do internetu, ale już nie zadzwonił na straż. Nie wiem, jak im dziękować, a już najbardziej temu, który mnie wyciągnął. Jestem kierowcą i jeżdżę już czterdzieści lat. Nieraz miałem do czynienia z drogówką, ale z taką reakcją spotkałem się pierwszy raz. Podziwiałem jak sierżant nie zwracał uwagi na pobrudzony mundur, tylko gasił pożar. Gdyby nie policjanci, mogłyby się zapalić domy. – Dlatego prosimy, żeby im podziękować za pośrednictwem Życia Podkarpackiego – dodaje żona W. Kramarza.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze