Reklama

Policjanci: – Nie jesteśmy bohaterami

27/07/2016 16:30

– Robiliśmy to, na czym polega nasza służba, czyli chroniliśmy mienie i życie ludzkie. Nie jesteśmy bohaterami – mówią aspirant Tomasz Mościszko i sierżant Jacek Kuryło z przemyskiej drogówki.

Stoimy na podwórku posesji przy ulicy Śniadeckich, gdzie we wtorek, 19 lipca, o świcie wybuchł pożar. W powietrzu jeszcze unosi się zapach spalenizny, ale miejsce pożaru jest już posprzątane. Zostały tylko nadpalone sztachety płotu, osmolone tuje, pęknięte od żaru okno w budynku stojącym tuż za płotem i pofałdowane blachy na dachu komórki.

– Była szósta piętnaście. Wracaliśmy z interwencji w Medyce. Służbę kończymy o szóstej, ale wtedy trochę się przeciągnęło. Będąc już na Lwowskiej, za rondem, na wysokości zajazdu Rosa z prawej strony, pomiędzy budynkami, zobaczyliśmy dym i płomienie. Wjechaliśmy w ulicę Śniadeckich. Na pierwszej posesji za domem palił się budynek gospodarczy. Bramka była zamknięta. Kilka razy naciskaliśmy dzwonek nim wyszedł właściciel posesji i pobiegliśmy z nim za dom. Paliło się drewno i jakieś palety składowane koło komórki. Ogień już ogarniał tuje i w każdej chwili mógł się przerzucić na stojące obok budynki, do których było zaledwie kilka metrów.

Policjant mnie wyciągnął

– To było tak – włącza się Włodzimierz Karczmarz. Wyskoczyłem w piżamie prosto z łóżka i zobaczyłem, że pali się koło komórki. Zaraz za mną wybiegła żona. Policjant rozwinął wąż ogrodniczy, żona szybko podłączyła go do kranu i razem z policjantem zaczęliśmy polewać ogień strumieniem wody, a wtedy drugi policjant zadzwonił po straż pożarną.

Reklama

Bardzo dziękujemy policjantom

– Nie wiadomo jakby się to skończyło, gdyby nie ci policjanci – ciągnie W. Karczmarz.

Tylko oni zareagowali na widok dymu i płomieni, które podobno ktoś sfilmował i dał do internetu, ale już nie zadzwonił na straż. Nie wiem, jak im dziękować, a już najbardziej temu, który mnie wyciągnął. Jestem kierowcą i jeżdżę już czterdzieści lat. Nieraz miałem do czynienia z drogówką, ale z taką reakcją spotkałem się pierwszy raz. Podziwiałem jak sierżant nie zwracał uwagi na pobrudzony mundur, tylko gasił pożar. Gdyby nie policjanci, mogłyby się zapalić domy. – Dlatego prosimy, żeby im podziękować za pośrednictwem Życia Podkarpackiego – dodaje żona W. Kramarza.


JS
Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości