Trzeci z rzędu mecz wygrali wiosną piłkarze Pawła Załogi. Trzeci z rzędu wygrany minimalnie, ale to nie ma znaczenia. Tym razem byli lepsi w derbach Przemyśla.
Jedyne, co się w tym meczu zgadzało, to zainteresowanie publiczności. Na stadionie przy ul. Sanockiej bardzo dawno nie zjawiło się tylu kibiców, co podczas tego pojedynku. Sportowo, dla zwykłego, neutralnego kibica, było to ponad 90 minut katorgi. Mecz piłkarsko był beznadziejny. Zupełnie rozczarował. Zwłaszcza w I połowie, kiedy zawodnicy tak jednej, jak i drugiej drużyny zaserwowały obserwatorom totalnego gniota. Niestrawnego, pozbawionego jakiejkolwiek myśli przewodniej. Problemy techniczne, polegające choćby na niemocy wymiany między sobą trzech, czterech podań, sprawiały, że wielką atencją cieszyły się bezsensowne „lagi” z formacji defensywnych do… No właśnie, nie wiadomo do kogo.
Pierwszy celny strzał w meczu oddał w 28. min kapitan Czuwaju Piotr Kitor z rzutu wolnego. W 39. min Michał Szpakowski zbiegł ze skrzydła w pole karne i kąśliwe uderzył nad poprzeczką. W pierwszej minucie doliczonego czasu gry w I połowie, w zamieszaniu tuż przed polem karnym, niepotrzebnie ręką, będąc w pozycji horyzontalnej, próbował sobie pomóc Maciej Fudali. Sędzia podytkował rzut wolny pośredni dla Polonii. To było miejsca dla Kacpra Ropa. Zawinął tak kapitalnego „rogala”, że Krystian Bielec nie miał nic do powiedzenia i Polonia zeszła do szatni z prowadzeniem. W II połowie na murawie zrobiło się więcej miejsca, ale nie do końca wpłynęło to na zmianę obrazu gry. Nadal było siermiężnie, nadal poziom dyskredytował miejsca w tabeli zajmowane przez oba zespoły. Ostatecznie piękny „rogal” K. Ropa przesądził o losach tego słabiutkiego meczu.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze