Reklama

Potężny zator na przepławce. Kto to posprząta?

Niby sprawa jest jasna: Przedsiębiorstwo Wodociągów i Kanalizacji sp. z o.o. ma pozwolenie wodnoprawne na użytkowanie gruntów pokrytych wodami, więc obowiązek dbania o czystość i porządek winien spoczywać na spółce. Zatem uprzątnięciem zatoru na przepławce dla migrujących ryb, złożonego z gałęzi, konarów, a nawet całych drzew, powinno się zająć PWiK. Ale sprawa ma – nomen omen – głębsze dno.

Sytuacja prawna z przepławką jest trochę zagmatwana. Właścicielem terenu, na którym jest zlokalizowana , jest Skarb Państwa, trwały zarząd sprawuje Regionalny Zarząd Gospodarki Wodnej w Krakowie. Dla przemyskiego PWiK-u ustanowione jest prawo użytkowania gruntów pokrytych wodami. – Wielokrotnie zwracaliśmy się do krakowskiego RZGW z prośbą o utrzymywanie terenów nadbrzeżnych rzeki San powyżej przepławki, w szczególności o usuwanie zalegających na brzegach pni drzew porywanych przy wysokim stanie wody. Wskazywaliśmy, że efektem końcowym zaniedbań jest wielki problem właśnie na przepławce. Nasze interwencje, niestety, nie przynoszą efektu – mówi prezes PWiK sp. z o.o. Małgorzata Ossowska[paywall].

Nie ma znamion zagrożenia życia...

Zarząd Zlewni Sanu z siedzibą w Przemyślu RZGW Kraków uważa, że dobrze wykonuje swoje zadania. Ich obowiązki to przede wszystkim „zachowanie lub odtworzenie dna i brzegów oraz konserwacja lub remont istniejących budowli regulacyjnych w celu zapewnienia swobodnego spływu wód oraz lodów”. Związana z tym wycinka drzew prowadzona jest na bieżąco, przede wszystkim w miejscach stanowiących zagrożenie życia, zdrowia lub ryzyko wystąpienia sytuacji powodziowej.

Reklama
– Ponadto zwrócono nam uwagę, że San znajduje się obszarze Natura 2000 i celem usunięcia drzew pochylonych nad wodę i tych już leżących Zarząd Zlewni Sanu musi wystąpić o pozwolenie do właściwego urzędu gminy lub miasta, a także do Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska w Rzeszowie. Nas taka argumentacja nie przekonuje. Co do stanu brzegów Sanu powyżej przepławki powiedziano nam, że nie mają znamion zagrożenia życia, zdrowia lub ryzyka wystąpienia sytuacji powodziowej – wyjaśniła prezes M. Ossowska.


fot.ze zbiorów PWiK
Zator na przepławce jest efektem wcześniejszego zatoru lodowego, który zatrzymał się około półtora kilometra powyżej. Wysokie temperatury doprowadziły do jego stopienia i uwolnienia drzew, krzaków, gałęzi, beczek czy butelek, które przy bardzo niskim poziomie wody na Sanie doprowadziły do zablokowania bystrza kamiennego na przepławce.

Topniejący lód porwał rumosz

Zdaniem szefostwa PWiK stanowisko RZGW jest niezrozumiałe, a przede wszystkim krzywdzące dla przedsiębiorstwa, które co rusz spotyka się z pretensjami mieszkańców, którzy, patrząc na obiekt, nie rozumieją, dlaczego przepławka, która jest obiektem innowacyjnym na europejską skalę, staje się składowiskiem rumoszu, gałęzi, konarów drzew i śmieci.

Reklama

– Przepławka jest systematycznie oczyszczana. Do 6 lutego było czysto, 7 lutego spłynął rumosz (materiały wchodzące w skład rumowiska rzecznego w postaci wleczyn toczonych po dnie i silnie rozdrobnionych substancji unoszących się w wodzie – przyp. aut.) w ogromnej ilości, co widać również na zdjęciach z monitoringu – twierdzi M. Ossowska. – Przy wysokich stanach rzeki następuje jej samooczyszczenie. W pewnym stopniu więc natura pomaga, porywając materiał. Jednak przy stanach rzeki takich jak obecnie, robi się zator, który sam, niestety, nie spłynie. Obecny stan zaskoczył wszystkich, nas również. Jest efektem wcześniejszego dużego zatoru lodowego, który zatrzymał się około półtora kilometra powyżej przepławki. Wysokie temperatury, nietypowe jak na tą porę roku, doprowadziły do jego stopienia i uwolnienia drzew, krzaków, gałęzi, beczek czy butelek, które przy bardzo niskim poziomie wody na Sanie doprowadziły do zablokowania bystrza kamiennego na przepławce. Sytuacji takiej nie mieliśmy jeszcze nigdy. Spływające zatory w latach poprzednich zawsze doprowadzały do znacznego podwyższenia poziomu wody, nawet do dwóch metrów – twierdzi prezes PWiK.

Jak zapewniła M. Ossowska, to, co dzieje się na przepławce, nie utrudnia migracji ryb. – Próbujemy na różne sposoby znaleźć wyjście z sytuacji i oczyścić przepławkę. Patrząc jednak na skalę problemu i szerokość rzeki, a łącznie to prawie 78 metrów, usunięcie zatoru to bardzo trudna, mozolna i niebezpieczna praca. Przy takim stanowisku RZGW staje się pracą syzyfową, którą musi zlecać przedsiębiorstwo, a za którą trzeba płacić niemałe pieniądze – podsumowała M. Ossowska.

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    ktosia ! - niezalogowany 2016-04-12 09:08:42

    A taka ładna , amerykanska, a szkoda :-)

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Saniarz - niezalogowany 2016-04-12 15:56:33

    RZGW ma to gdzieś, prezes PWiK również, a ryby klną! Może by tak rekreacyjnie toto uprzątnąć. Kto? Rekreacjoniści stamtąd lub stąd. W nagrodę możecie surfować na nartach energetycznych po powierzchni Sanu.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Przemyślak - niezalogowany 2016-04-12 19:02:32

    Bubel za 30 mln zł

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama