Na zaproszenie Przemyskiego Stowarzyszenia Rekonstrukcji Strojów Historycznych „Damy i Huzary”, w stylowo przygotowanej restauracji „PrzeMiś” przy ul. Franciszkańskiej w Przemyślu, gościł praprawnuk marszałka Józefa Piłsudskiego – Tomasz Jamróz-Piłsudski.
Historia jest jego pasją, ale jakże miałoby być inaczej? Skończył Wyższą Szkołę Oficerską Wojsk Lądowych im. gen. Tadeusza Kościuszki we Wrocławiu. Działa w grupie rekonstrukcyjnej I Pułku Piechoty Pierwszej Brygady Legionów Polskich, czyli jednostce, którą podczas I wojny światowej dowodził sam marszałek Józef Piłsudski. Przekazują młodzieży żywą lekcję historii, nieprzekłamaną, niekoloryzowaną, opartą na faktach źródłowych. Pojawia się na zaproszenie szkół ubrany w mundur legionisty, a dokładnie pułkownika Legionów Polskich i opowiada kawałek historii[paywall].
Nad San przybył w takim samym stroju. Powitali go członkowie stowarzyszenia, a nad scenariuszem panował szef „Dam i Huzarów” Andrzej Kawecki. – Pomysł zaproszenia potomka marszałka Piłsudskiego narodził się ze studiowania historii. Przecież pierwsze związki strzeleckie, zakładane przez Józefa Piłsudskiego, powstały właśnie w Przemyślu przy ulicy Smolki. Do tej pory są tam kamienice po starych koszarach – powiedział A. Kawecki. – Siedzieliśmy sobie pewnego dnia z kolegą i doszliśmy do wniosku, że dobrze byłoby zaprosić pana Tomasza na wyjątkowe śniadanie. Do realizacji szybko doszło, bo to wspaniały, bardzo życzliwy człowiek. Marszałek Józef Piłsudski gościł w naszym mieście wiele razy. Być może, że tak właśnie śniadał – śmieje się pan Andrzej.
Widać było, że T. Jamróz-Piłsudski był nieco zaskoczony takim przyjęciem. Sporo turystów zatrzymywało się, aby zrobić sobie zdjęcie. Wielu twierdziło, że to… sobowtór marszałka Józefa Piłsudskiego. Bo i prawdą jest, że w mundurze i popularnej maciejówce podobieństwo jest wyjątkowe. – Widocznie odziedziczyłem takie geny. Zapuściłem również wąsy, chociaż nie z takiego powodu jak marszałek. Józef Piłsudski miał braki z uzębieniu. Nie miał dwóch jedynek wybitych po buncie w Irkucku. W związku z tym miał protezę, której się wstydził. Zapuścił więc brodę i wąsy. W 1914 roku zgolił brodę, a że był szlachcicem z pochodzenia, zostawił taki pokaźny wąs – wyjaśnił T. Jamróz-Piłsudski.
Po śniadaniu, w wyjątkowym anturażu, bo wraz z przemyskimi „Damami i Huzarami”, zwiedził Przemyśl, który – podobnie jak wiele, wiele innych osób – od dawna nazywa „mały Krakowem”. Ma porównanie, bo to krakowianin z krwi i kości.
Nazwisko Piłsudski kiedyś było przekleństwem
Rozmowa z potomkiem marszałka Józefa Piłsudskiego Tomaszem Jamróz-Piłsudskim.
Często pan odwiedza Przemyśl?
– W ostatnim czasie tak. Ostatni raz byłem tutaj w maju podczas Dni Bieszczadów. To piękne, zabytkowe miasto, taki mały Kraków. Coś w tym powiedzeniu rzeczywiście jest. I tu, i tam można znaleźć naleciałości monarchii austro-węgierskiej[paywall].
Jak jest pan spokrewniony z Józefem Piłsudskim?
– Mój prapradziadek był bratem Józefa Piłsudskiego. Marszałek miał dwanaścioro rodzeństwa. Przeważnie mówi się o Józefie, ale tak naprawdę znani są też jego bracia. Bronisław był cenionym kartografem, geografem. Adam – mój prapradziadek, pracował najpierw w elektrowni w Wilnie, potem został skarbnikiem magistratu wileńskiego, następnie senatorem II Rzeczpospolitej i prezydentem Wilna.
Pewnie na takie pytanie odpowiadał pan już setki razy, ale je zadam: jak to jest być potomkiem tak sławnego człowieka?
– To i zaleta, i wada. Zaleta, bo mogę współpracować w fajnymi ludźmi, uczyć młodzież polskiej historii i oręża polskiego. Tak, aby byli z tego dumni. Wada… Jest sporo osób, które zazdroszczą.
Przez wiele, wiele lat o tym nazwisku nie można było mówić…
– To prawda. Przez wiele lat nie mogliśmy się tym szczycić, w mojej rodzinie nie wolno było tym się chwalić. Napiętnowano naszą rodzinę. Niestety, za czasów komuny nie dawano nam spokoju, szkalowano nas. Nazwisko Piłsudski było kiedyś przekleństwem i nie ułatwiało mi życia. Trzy razy musiałem zdawać maturę z historii, tak mi utrudniano życie w tamtych czasach. Dopiero w 2000 roku klauzula tajemnicy już nas nie obowiązywała. Pamiętam, jak kiedyś ojciec mi zdradził, kim są moi przodkowie. Zacząłem analizować drzewo genealogiczne rodziny. Uświadomiłem sobie, że mam takich przodków w rodzinie. Zrządzeniem losu był fakt, że córka marszałka Jadwiga Piłsudska-Jaraczewska też postanowiła odnaleźć członków rodziny i scalić rodzinę po wojnie. Gdy potwierdziliśmy pochodzenie, przyjęliśmy podwójne nazwisko.
A skąd nazwisko Jamróz?
– Jeszcze przed wojną moja prababcia przyjęła podwójne nazwisko Horeszko-Piłsudska, gdy wyszła za mąż za Józefa Horeszko. Kiedy w 1939 roku wybucha wojna, uciekła z Wilna do Krakowa, do siostry Józefa, czyli siostry mojego prapradziadka i była zmuszona ukrywać się ze względu na nazwisko Piłsudska. Musiała pozostać przy nazwisku Horeszko. Pod koniec wojny represje nad rodziną Piłsudskich i Horeszków nie ustępowały. Brat mojej babci był podpułkownikiem Armii Krajowej w Krakowie. Służby bezpieczeństwa i NKWD trafiły na jego ślad i został zamordowany w biały dzień na Dworcu Głównym w Krakowie. Wrzucili go pod przejeżdżającą lokomotywę. Obawiając się o życie, rodzina postanowiła zmienić nazwisko, aby się zakonspirować. Dziadkowie przyjęli nazwisko Jamroz. W 1954 roku urodził się najstarszy brat taty i urzędnik postawił przez pomyłkę kreskę nad „o”. Stąd właśnie mam w nazwisku Jamróz.
Jak i czy często się spotykacie i kultywujecie pamięć swojego wielkiego przodka?
– Nasza rodzina jest rozsiana po świecie. Takie wspólne spotkanie rodzinne mieliśmy przy okazji wmurowania tablicy pamiątkowej Bronisława Piłsudskiego w Krakowie przy ulicy Topolowej, gdzie spotkałem się z Danutą Onyszkiewicz, prawnuczką Józefa Piłsudskiego i poznałem wnuka Bronisława Piłsudskiego – Kazuyasu Kimurę.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze