500 zł mandatu otrzymał kierowca, który potrącił pieszego i odjechał z miejsca zdarzenia. Policjantom tłumaczył, że nie wiedział, że coś takiego w ogóle miało miejsce, ale przyznał się do winy. Lekarz ocenił, że poszkodowany doznał niegroźnych urazów, ale on sam twierdzi, że nadal ponosi konsekwencje tamtego wypadku, choć minęło już ponad 2 miesiące. Jego zdaniem, kara dla sprawcy jest zbyt niska.
Do zdarzenia doszło 5 marca wieczorem, po drodze krzyżowej, która przeszła z katedry do Krzyża Zawierzenia. Pan Maciej (imię zmienione – pełne dane do wiadomości redakcji) – podobnie jak inni uczestnicy nabożeństwa – pieszo schodził ul. Tatarską w stronę centrum miasta.
– W pewnym momencie usłyszałem z tyłu dźwięk klaksonu i krzyki ludzi. Nagle się[paywall] to uspokoiło. Myślałem, że policja kogoś uspokoiła, ale po chwili znowu zaczęło się trąbienie. Odwróciłem się i zobaczyłem, że jedzie auto – opowiada. – Zacząłem schodzić na pobocze, ale nie zdążyłem. Potrącił mnie prawym błotnikiem, wpadłem na maskę i przez dach poleciałem na bagażnik. Trzymałem się chyba jakiegoś rantu. On mnie wlókł jakieś 20 metrów, cały czas przyśpieszając. W końcu spadłem na ziemię – relacjonuje.
Mężczyzna przyznaje, że szedł jezdnią, a nie chodnikiem, ale tak samo szło kilkaset osób. – Ale czy to oznacza, że można potrącić człowieka? – pyta retorycznie.
Przez otwartą szybę samochodu wyczuł alkohol, ale zaznacza, że nie wie, czy kierowca był pod wpływem alkoholu. Został zabrany do szpitala, ale lekarze uznali, że hospitalizacja nie jest konieczna.
Pan Maciej twierdzi jednak, że ze skutkami tamtego zdarzenia boryka się do tej pory. Uskarża się na ból kolana i miednicy . Dodatkowym obciążeniem jest stres pourazowy. – Na ulicy boję się każdego samochodu, jak usłyszę klakson, czy nawet dźwięk silnika – mówi.
Sprawca, nie zatrzymując się, odjechał z miejsca zdarzenia. Po kilku dniach policjanci ustalili jednak jego personalia i mężczyzna został ukarany mandatem w wysokości 500 zł za spowodowanie zagrożenia bezpieczeństwa w ruchu drogowym.
W odczuciu poszkodowanego, taka kara jest jednak niewspółmierna do czynu. Uważa on, że policja nie wzięła pod uwagę faktu, że kierowca nawet się nie zatrzymał i odjechał, jakby nic się nie stało. Nasuwa się tu pytanie, czy w tym przypadku nie należało zastosować art. 93 kodeksu wykroczeń, mówiącego o sankcjach za nieudzielenie pomocy ofierze wypadku? Policja wyjaśnia, że przepis ten odnosi się do wypadku drogowego, a na Tatarskiej mieliśmy do czynienia z kolizją.
– Kluczową kwestią w tego typu sprawach jest opinia biegłego lekarza. We wskazanym przypadku, zgodnie z opinią biegłego z zakresu ortopedii i chirurgii urazowej, poszkodowany doznał rozstroju zdrowia i naruszenia czynności narządów ciała na okres poniżej 7 dni. Dlatego też sprawca został ukarany mandatem za spowodowanie zagrożenia bezpieczeństwa w ruchu drogowym, co w myśl ustawy stanowi wykroczenie – wyjaśnia podkomisarz Marta Fac, oficer prasowy Komendy Miejskiej Policji w Przemyślu.
Sprawca tłumaczył policjantom, że w momencie zdarzenia nie był świadomy spowodowania kolizji. – W tym miejscu ostrzegamy, że każdy kierujący, który odjechał z miejsca zdarzenia nie interesując się skutkami swojego zachowania na drodze, nawet jeżeli było to nieświadome, musi liczyć się z tym, że wcześniej czy później poniesie za to konsekwencje. I tak też było w tym przypadku. Dzięki czynnościom funkcjonariuszy, nie było żadnych wątpliwości co do okoliczności zdarzenia i winy mężczyzny. Kierujący przyznał się do popełnienia czynu zabronionego i został ukarany – podkreśla M. Fac.
Pan Maciej zawiadomił prokuraturę o popełnieniu przestępstwa z art. 177, paragraf 1 kodeksu karnego, czyli spowodowaniu wypadku, w którym poszkodowany doznał uszczerbku na zdrowiu. Policjant, który prowadził postępowanie przygotowawcze w tej sprawie, wydał postanowienie o umorzeniu dochodzenia „wobec braku ustawowych znamion czynu zabronionego”. Prokurator zatwierdził tę decyzję.
– W przypadku, kiedy rozstrój zdrowia trwał nie dłużej niż 7 dni, spowodowanie u innej osoby takiego uszczerbku ścigane jest jedynie z tak zwanego oskarżenia prywatnego – wskazuje policja.
Pan Maciej nie złożył zażalenia na decyzję prokuratury. O tym, czy wejdzie na drogę sądową, jeszcze nie zdecydował.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.Moim zdaniem nic nie uszło na sucho. Co tam jakiś niewielki mandat , czy wyrok w zawieszeniu. Skoro kierowca się przyznał, to można go cywilnie skarżyć o wyrównanie wszelkich kosztów związanych z utratą zdrowia. Pierwszy lepszy adwokat, czy radca się tym zajmie bo sprawa oczywista i kierowca się przyznał przyjmując mandat. Jest też wiele kancelarii odszkodowawczych. Jak kierowcę pociągną na kilka lub kilkadziesiąt tysięcy to będzie kara. Myśleć ludzie, myśleć co wam się należy, a nie biadolić.
Auto zjeżdżalo w dół z dużą prędkością i klaksonem z samej góry w tłum ludzi jakby kierowca był myślący to zjeżdżałby wolniej widząc że ludzie ida duża grupą jeśli nie odskoczylibysmy bardzo szybko na bok to by chyba nas przejechał to że została poszkodowana jedna osoba to cud biorąc po uwagę brawurę i nieodpowiedzialność kierowcy któremu najwyraźniej się śpieszyło.
Z drugiej strony policja i straż miejska która zabezpieczyła wyjście pod krzyż powinna zabezpieczyć też zejście ponieważ prawie wszyscy schodzili ul Tatarska wówczas wszyscy byli by bezpieczni
piekarz piecze chleb w piekarni,policjant w wiekszosci wykonuje prace na komendzie lub radiowozie,prezydent w ratuszu,sprzedawczyni w sklepie a ci powinni modlic sie w kosciele lub w jego otoczeniu ktore jest przeznaczone do tego typu czynnosci a nie blokować poł miasta bo oni się modlą .....dajcie spokój z tymi pokazówkami ....bo jak się czują ateści i inni którzy płacą równo podatki a są zmuszani do określonego przez was zachowania......
czytałem przed chwilą artykuł , sąsiada kot polował na jego gołębie,dziadek 64 -letni ranił kota wiatrówką grożi mu 3 lata pozbawienia wolnośći
Chore kim byl ze mu uszło na sucho
Pewnie jakiś "garbaty" .
Moim zdaniem nic nie uszło na sucho. Co tam jakiś niewielki mandat , czy wyrok w zawieszeniu. Skoro kierowca się przyznał, to można go cywilnie skarżyć o wyrównanie wszelkich kosztów związanych z utratą zdrowia. Pierwszy lepszy adwokat, czy radca się tym zajmie bo sprawa oczywista i kierowca się przyznał przyjmując mandat. Jest też wiele kancelarii odszkodowawczych. Jak kierowcę pociągną na kilka lub kilkadziesiąt tysięcy to będzie kara. Myśleć ludzie, myśleć co wam się należy, a nie biadolić.