KRYMINAŁEK
Po raczej lajtowej zimie nadeszła wiosna, ponoć najpiękniejsza pora roku, więc jakoś wypadało to uczcić. Najmłodsi topili marzanny, małolaty tradycyjnie omijały szkołę, a starsi witali wiosnę po swojemu. Arek wpadł na pomysł, żeby wraz z kilkoma znajomymi urządzić grilla, oczywiście na łonie przyrody. Namówił dwóch kolegów i dwie koleżanki na sobotni wypad nad rzekę. Ponieważ na co dzień był kierowcą w prywatnej firmie i miał do dyspozycji służbowego busa, zaoferował transport.
W sobotę w piątkę podjechali pod sklep, zrobili stosowne zakupy i Arek zawiózł ich parę kilometrów dalej, do niewielkiego zagajnika w zakolu Sanu. Tam wypakowali turystyczne krzesełka, rozstawili grilla i jeszcze zanim usmażyła się karkówka, zabrali się za browar. Niestety sielankę zakłócił im policyjny patrol. Ponoć jakiś sygnalista zadzwonił na komisariat i poskarżył się, że obce auto wjechało na łąkę jego sąsiada. Młody dzielnicowy, widząc towarzystwo raczące się piwem, zapytał o kierowcę, na co Arek skłamał, że kierowca gdzieś sobie poszedł i jak wróci, to ich odwiezie. Dodał też niezbyt grzecznie, że policjanci powinni się zajmować poważnymi sprawami, a nie gnębić porządnych obywateli, którzy chcą wypocząć na łonie natury.
Dzielnicowy, pamiętając ze szkolenia, że nie należy ulegać prowokacjom i w każdej sytuacji zachować się kulturalnie, pouczył towarzystwo o obowiązku odpowiedniego zachowania i dbania o ekologię, po czym odjechał wraz z kolegą. Jednak ubodła go arogancka odzywka Arka i zaproponował partnerowi, żeby jeszcze przed końcem służby przypilnować biesiadujących. Sprawdzić, czy zostawili po sobie porządek i – co najważniejsze – czy kierowca będzie trzeźwy. Tymczasem na łące mięso się dosmażyło i towarzystwo zabrało się za konsumpcję, nie żałując sobie piwa. Atmosfera zrobiła luźna, ktoś opowiedział parę dowcipów, dziewczyny chodziły wzdłuż rzeki, szukając wiosennych kwiatów, panowie trwali przy browarze.
Ptaszki świergotały i można było ogłosić nadejście wiosny. Późnym popołudniem zakończyli piknik, zapakowali się do busa i ruszyli w powrotną drogę. Za pierwszym zakrętem dzielnicowy dopiął swego i zostali zatrzymani. Arek wydmuchał prawie promil i usłyszał, że traci prawo jazdy, co w jego przypadku równało się z utratą pracy, a na domiar złego policjanci wypisali im mandat za zaśmiecanie terenu. No cóż, raczej nie było to udane powitanie wiosny.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze