Reklama

Pragnienia, zachwyty, żywioły. XXXIII Przemyska Jesień Muzyczna

04/12/2016 12:27

Przemyska jesień Muzyczna A.D. 2016 przeszła do historii. Na tegoroczną edycję festiwalu złożyło się osiem koncertów, w głównej mierze w wykonaniu przemyskich lub wywodzących się z Przemyśla artystów.

Finałowy tydzień imprezy rozpoczął występ reprezentacji Rzeszowa w osobach Jadwigi Kot – sopran, Anety Czach – fortepian oraz kwartetu Lejdis w składzie: Natalia Musz – I skrzypce, Natalia Kmita – II skrzypce, Aleksandra Jarosińska – altówka i gościnnie Agnieszka Kucab-Weryk – wiolonczela. Na program koncertu złożyły się kompozycje Wojciecha Kilara, zmarłego w 2013 r. wybitnego polskiego kompozytora, urodzonego[paywall] we Lwowie, a przez moment związanego też z Rzeszowem oraz dwóch twórców średniego i młodego pokolenia Łukasza Wosia i Dominika Lasoty.

Na szczególną uwagę, oprócz oczywiście dzieł W. Kilara, zasługuje cykl pieśni Dominika Lasoty do tekstów polskich poetów XX w., utrzymany w dziewiętnastowiecznej konwencji wyraźnie odwołującej się do stylu S. Moniuszki i M. Karłowicza. Nie jest to pastisz, ale twórcze rozwinięcie stylu późnoromantycznego, doskonale konweniujące z liryką poezji. Dodać należy, że Dominik Lasota urodził się w 1994 r. i pomimo bardzo młodego wieku odnosi wiele sukcesów na niwie kompozytorskiej, a jego dzieła wykonywane są na estradach całej Polski i Europy. Przemyskie wykonanie cyklu pieśni do wierszy polskich poetów było pierwszą publiczną prezentacją dzieła.


fot.Adam Erd
Jadwiga Kot (sopran) i kwartet Lejdis podczas prawykonania cyklu pieśni Dominika Lasoty.

Jubileuszowy, zorganizowany z okazji dziesięciolecia zespołu koncert Przemyskiego Chóru Kameralnego Towarzystwa Muzycznego, pracującego pod kierunkiem Andrzeja Gurana, odbył się 20 listopada br. na scenie zamkowej. Historia chóru działającego przy Towarzystwie Muzycznym w Przemyślu jest stara jak samo towarzystwo i sięga połowy XIX w. W różnych okresach różnie przedstawiała się liczebność i kondycja wokalna zespołu. W szczytowym okresie (początek XX w.) chór liczył 250 członków. Prawdopodobnie dzielony był na mniejsze składy, albowiem tak wielki zespół trudny jest w prowadzeniu, a i jakość brzmienia też pozostawia wiele do życzenia. Współczesna inkarnacja chóru nie jest aż tak liczna i chwała za to Najwyższemu, bo i czasy wyśpiewywania chóralnych peanów na cześć i ku chwale mamy szczęśliwie za sobą (chyba, że się mylę?). W koncercie jubileuszowym uczestniczyło 26 chórzystów, co stanowi liczbę optymalną. Występ podzielono na dwie części różniące się charakterem i tematyką wykonywanych utworów. W części pierwszej z towarzyszeniem gitarzysty Leszka Suszyckiego chór wykonał cykl pieśni Romansero Gitano włosko-amerykańskiego kompozytora z pierwszej połowy XX w. Mario Castelnuovo-Tedesco. Pieśni te inspirowane są tradycją muzyki hiszpańskich Romów – flamenco. Drugą połowę występu wypełniła polska muzyka filmowa z lat międzywojennych w opracowaniu Janusza Butryma. Chórowi akompaniowali na zmianę autor aranżacji oraz jeden z ojców założycieli współczesnego wcielenia chóru Andrzej Bednarski.

Reklama

Mocny akcent

Koncert finałowy, który odbył się również na sali widowiskowej Przemyskiego Centrum Kultury i Nauki Zamek, był zdecydowanie najmocniejszym akcentem festiwalu. Przemyska Orkiestra Kameralna z solistą Klaudiuszem Baranem (akordeon), prowadzona od pulpitu przez koncertmistrza Marcina Suszyckiego, pokazała, na co na prawdę ją stać. Trzy kompozycje, stylistycznie dość od siebie odległe (L. Janáček – Suita na smyczki, M. Błażewicz – Koncert na akordeon i orkiestrę smyczkową (2012 r.) i przebój przebojów sal koncertowych Serenada C-dur na orkiestrę  smyczkową op. 48 P. Czajkowskiego) pod kierunkiem Marcina Suszyckiego zyskały „nowe życie”. Ten młody wiekiem, swoje pierwsze kroki artystyczne stawiający w przemyskiej szkole muzycznej skrzypek, aktualnie koncertmistrz orkiestry Filharmonii Poznańskiej tchnął w zespół ducha, którego, przyznam szczerze, nie spodziewałem się na przemyskim zamku spotkać. Czuć było wzajemne przenikanie się energii dyrygenta, zespołu i solisty. Pomimo nagromadzenia ogromnych potencjałów nie doszło do spięcia i o to w sztuce chodzi. Takich koncertów chciałoby się słuchać stale więcej i więcej.

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości