Choć czterdziestoletni Marcin K. skończył tylko dwie klasy technikum, w światku, w którym się obracał, mówili na niego profesor. Faktycznie, zasobem wiedzy przewyższał swoich kolegów o głowę. Potrafił wymienić stolice wszystkich europejskich państw i tym podobne.
Do tego wygadany był, jakby, nie przymierzając, praktykował w telewizji, a schludny wygląd i okulary dopełniały charakterystyki profesora. Ksywa ta przylgnęła do niego na dobre po tym, kiedy odsiadując dwuletni wyrok, pomógł koledze z celi przygotować się do matury. Teraz znowu trafił do więzienia i być może znowu będzie miał okazję komuś pomóc w nauce, tym bardziej, że będzie miał na to więcej czasu. Mniej więcej rok temu Marcin na dworcu autobusowym przysiadł się do pewnego małżeństwa. Po swojemu zagadał i czekając na autobus, dowiedział się, że małżonek właśnie zjechał z zagranicy i za zarobione pieniądze ma zamiar wybudować zakład masarski, tylko nasze przepisy są porąbane i urzędnicy z gminy blokują sprawę.Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze