Fatalnie w serwisach informacyjnych wyglądać będzie oblana czerwoną farbą twarz ambasadora Rosji w Polsce. Jego pełen oburzenia głos i słowa obiegną cały medialny świat. Przed kamerami rosyjski dyplomata oraz jego ochrona rezolutnie nie otarli z twarzy zabarwionej na czerwono wody.
Dyplomata zamierzał w Dniu Zwycięstwa Armii Radzieckiej nad faszystowskim, niemieckim okupantem uczcić pamięć poległych żołnierzy. A tu, nie wiedzieć czemu, Ukrainki, które musiały uciekać przed wojną rozpętaną przez rosyjskiego neocara, nie wykazały się wystarczającą empatią.
W tym samym czasie, gdy ambasador Rosji zamierzał składać kwiaty, na Odessę spadały kolejne rakiety, ginęli być może ojcowie, mężowie, partnerzy protestujących Ukrainek. W tym samym czasie łodzie podwodne i flota rosyjska zablokowały drogę morską Ukrainie na Morzu Czarnym.
Dzień wcześniej w atakach rakietowych zginęło 60 osób. Jedna z rakiet spadła między innymi na szkołę. Zginęła nauczycielka. Rosyjski mir zaznaczył się aż nadto.
Jednak bardzo źle się stało. Nie powinno w ogóle dojść do takiej sytuacji z ambasadorem Rosji w Polsce. Nie odbieram prawa protestującym do bardzo dosadnego wyrażania swoich emocji, ale zawsze w tyle głowy trzeba mieć pytanie: komu to posłuży bardziej?
Zdarzenia z Warszawy na pewno do bólu wykorzysta propaganda Putina. Oficjalny przekaz Kremla nie zwiedzie ludzi, którzy nie mieli, nie mają i już nigdy nie będą mieć złudzeń co do szczerych intencji Rosji w każdej dziedzinie. Ale czy jesteśmy w stanie określić, ile osób odbiera informację w jej powierzchownej wersji?
Obawiam się takiej oto bezrefleksyjnej interpretacji zdarzenia: biedny rosyjski dyplomata został zaatakowany przez rozjuszone Ukrainki, a polskie władze i służby porządkowe nie zrobiły nic lub prawie nic, aby temu zapobiec. A to, że ambasadora czerwoną farbą oblała ukraińska dziennikarka, a nie grupa manifestantek dla rosyjskiej propagandy nie będzie miało żadnego znaczenia.
Historia polsko-ukraińskich relacji przez dziesięciolecia była torpedowana licznymi prowokacjami przez radzieckie, a potem rosyjskie służby. W tym szczególnie trudnym czasie nie powinniśmy o tym zapominać ani na minutę. Prowokacja to drugie imię Rosji. Zresztą kto wie, czego jeszcze się dowiemy o obchodach Dnia Zwycięstwa w Warszawie.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze