Reklama

Przemyskie cuda – zamek i wzgórza

05/10/2025 14:33

Gdyby ktoś spoza Przemyśla zapytał mnie: „Pani Beato, co powinienem zwiedzić w mieście, ale mam tylko kilka godziny do odjazdu pociągu”, odpowiem mu bez wahania, idź na zamek i dwa wzgórza – Trzech Krzyży i Kopiec Tatarski. Dlaczego? Bo są to najwyższe, najstarsze i najpiękniejsze rejony miasta.


Zapraszam więc na jesienny spacer do tych magicznych, tajemniczych miejsc i zapewniam, że pieszą wspinaczkę w górę wynagrodzą nam przepiękne widoki z baszt zamkowych i wzgórz. Zobaczymy „z lotu ptaka” topografię miasta, jego architekturę, zabytki, dolinę Sanu, a przy dobrej pogodzie także terytorium Ukrainy. Poczujemy niepowtarzalny klimat Przemyśla położonego na 7 wzgórzach, wiatr we włosach i odetchniemy naprawdę czystym powietrzem.

Góra zamkowa i Zamek Kazimierzowski

Wzgórze zamkowe leży na prawym brzegu Sanu na poziomie 270 m.n.p.m. Wzmianki o nim pochodzą z X w., a badania archeologiczne na dziedzińcu odkryły fundamenty rotundy i palatium z XI w. Z czasów panowania Księstwa Ruskiego pozostały ślady po tzw. cerkwi Wołodara. Obecnie wzgórze porośnięte jest drzewami z XIX w. Powierzchnia pięknego parku miejskiego wynosi blisko 20 ha. Spacerując alejkami, znajdziemy punkty widokowe i akcenty patriotyczne, np. głaz narzutowy upamiętniający konstytucję 3 Maja i jej twórców, a także kapliczkę z 1863 r. z XVIII-wieczną figurą N.M. Panny, gdzie modlono się za „wyswobodzenie ucieśnionej Polski”. W parku spotkamy także skocznię narciarską, fragmenty fortów z I wojny światowej, dawną oranżerię i domek ogrodnika.

Reklama

Z czasów Kazimierza Wielkiego w zamku zachowało się niewiele (brama wjazdowa), jednak kiedy uruchomimy wyobraźnię, możemy usłyszeć szczęk broni i tętent kopyt końskich oraz zbrojnych wjeżdżających do zamczyska przez most zwodzony. M. Orłowicz w „Ilustrowanym przewodniku po Przemyślu i okolicy” z 1917 r., s. 52, podaje, że podczas budowy zamku „czynni byli podobno jeńcy niemieccy z pod Grunwaldu” (pisownia oryginalna). Obiekt był ośrodkiem władzy politycznej i sądowej. Rezydowali tu starostowie przemyscy i kasztelanowie. Zjeżdżano tu na sądy grodzkie i ziemskie. Gośćmi zamku byli królowie. Kazimierz Wielki, Jadwiga, Władysław Jagiełło, który w 1424 r. dowiedział się tu o narodzinach potomka Władysława Warneńczyka. Do zamczyska dotarł także Kazimierz Jagiellończyk, Jan Olbracht, Stefan Batory. Warto dodać, że starostą przemyskim był późniejszy, ostatni król Polski Stanisław August Poniatowski.

Reklama

Zamek Kazimierzowski z dziedzińcem wjazdowym.

Widok z baszty na ul. Zamkową.

Kara wieży in fundo

Przed przebudową zamku w 1630 r. przez starostę Marcina Krasickiego zamek otoczony był murem z 6 basztami (zamek z przygródkiem). Szczyty wież na basztach pomalowane były w kolorze czerwonym i niebieskim dla lepszej rozpoznawalności. Baszty zamkowe pełniły rolę obronną, przechowywano w nich broń (rusznice, oszczepy, hakownice) i żywność, trzymano proch i więziono skazańców. Grubość ich murów powinna przerażać współczesnych budowlańców, bo wynosiła 1 sążeń wiedeński tj. (1,8966 m), czasami więcej. Natomiast ich wysokość to około 50 stóp wiedeńskich (1 st. – 0,316 m), czyli ponad 15 m. Zdarzały się też w nich skrytki ukryte w podwójnym sklepieniu dla przechowania cennych rzeczy, choćby skarbca przemyskiej katedry.

Reklama

Mroczną funkcją baszt była tzw. kara wieży, stosowana wobec szlachty, która nie powodowała ujmy na honorze i czci. Skazaniec sam miał się stawić do jej odbycia i nie był zakuwany w kajdany. Koszt odbywania wyroku ponosił on sam (ciekawe, co na to współcześni więźniowie?). Władysław Łoziński w pozycji „Lewem i prawem”, 2022 r., s. 544, 545 wspomina, iż dwukrotnie na karę wieży skazany został protestant Samuel Bolestraszycki. Pierwszy raz na 6 miesięcy wieży i drugi raz na karę 6 tygodni wieży. Za co? W 1627 r. wydał zakazane dzieło pt. „Heraklit”. Książkę spalono publicznie na rynku przemyskim. Drugą przewiną Samuela była napaść na brata i jego rodzinę. Kar nie odbył, bo w roku 1647 otrzymał glejt od króla Władysława IV.

Dla ciekawych dodam, iż słynne łac.„ in fundo” oznaczało na samym dnie lochu, wieży. Była to więc sroga kara w zawilgoconym, brudnym pomieszczeniu, gdzie okno znajdowało się na wysokości ok. 7 m. (12 łokci od podłogi), a jedzenie spuszczano na sznurze. Rzadko więc winni szlachcice poddawali się tej karze dobrowolnie.

Reklama

Kapliczka parkowa z figurą N.M. Panny.

Wzgórze Trzech Krzyży.

Wzgórze Trzy Krzyże – modraszkowym zwane (288 m.n.p.m)

Spacerując parkiem na zachód, dojdziemy do skoczni narciarskiej, a powyżej niej na szczycie miniemy fragmenty fortu austriackiego XVI c z I wojny św. Domniemywa się, że w tym miejscu stał najstarszy gród przemyski, sprzed czasów kazimierzowskich. Kazimierz Girtler w latach 70 XIX w. podaje, iż miejsce to zwano „Stare Zamki, Stare Zamczysko lub Ruskie Zamki (…) Na szczycie najwyższym duchowieństwo ruskie, unickie postawiło trzy krzyże dębowe”. Notatka księdza unickiego A. Dobrianskiego z 1851 r. wskazuje, że postawienie krzyży odbyło się w latach 40. XIX w. Ponad 40 lat od wzmianki Girtlera – M. Orłowicz w 1917 r. (cyt. wyż. s. 58) pisze, że na wzgórzu „w roku 1891 w czasie zakładania fortyfikacji znaleziono wiele starej broni (wywiezionej do muzeów wiedeńskich), ślady murów, drewniane dębowe nadpalone belki i ślady paleniska”. Tymczasem dla dzisiejszych przemyślan miejsce to stało się symbolem walki z zaborcą austriackim i reżimem komunistycznym. W czasach PRL-u krzyże usunięto, po czym w roku 1984 znowu ustawiono pierwszy z nich. Tradycją jest, że na wzgórze z kamiennym ołtarzem polowym docierają procesje drogi krzyżowej, idące z archikatedry przez park. Latem 2010 r. znów doszło do usunięcia dwóch z trzech krzyży, sprawców nie wykryto. Cóż, historia rodem z PRL-u znów się powtórzyła.

Reklama

Oprócz walorów historycznych tego miejsca, są i przyrodnicze. W 2013 roku zawitała tu telewizja BBC ze słynnym brytyjskim biologiem Dawidem Attenboroughem, kręcąc film o życiu bezkręgowców, tj. motyla o nazwie modraszek rebela. Modry motyl o jasnoniebieskim kolorze skrzydeł stał się bohaterem filmu, ale i drugim patronem nazwy wzgórza. Przez nie do drugiego wzgórza o nazwie Zniesienie biegnie ścieżka przyrodniczo- edukacyjna. Dziś, patrząc z Trzech Krzyży, widzimy połączenie historii z nowoczesnością. Obok nich i ruin austriackiego fortu biegnie tor saneczkowy, kolejka krzesełkowa, a nieco dalej stok narciarski z 3 trasami.

Wzgórze Zniesienie i Kopiec Tatarski

Ktoś powie, po co i dlaczego mamy wdrapywać się na kolejne wzgórze i kopiec Tatarski? Odpowiem – bo to jest najwyższy punkt widokowy i obserwacyjny (352 m.n.p.m.). Bo tu stykają się legendy o pochowaniu Atylli, wodza Hunów i pochówku wodza Tatarów – chana Mirzy, których podobno zniesiono (pokonano) w tym miejscu. Bo do tego miejsca XIX-wieczni przemyślanie odbywali procesje, tzw. „pielgrzymki do Emaus”, w drugi dzień Świąt Wielkanocnych, udając się do stojącej na kopcu kapliczki św. Leonarda. Dlaczego jeszcze? Bo stąd uzbrojeni w dobry aparat możemy zobaczyć na południowym azymucie Bieszczdy i Połoninę Caryńską. Zaś na południowo-wschodnim kierunku Ukrainę i jej Beskid Skolski (Karpaty) ze szytami Paraszką (1268 m) czy Bovt. No i dlaczego jeszcze? Bo tutaj zawędrował brytyjskiemu biolog w poszukiwaniu motyla modraszka i nakręcił o nim film. No i w końcu dlatego, że po drodze na Kopiec Tatarski zobaczymy liczący 22 m Krzyż Zawierzenia z bagatela 4-metrową postacią Jezusa Miłosiernego i przejdziemy (chcąc nie chcąc) obok jednego z XIX-wiecznych austriackich fortów nr XVI (Zniesienie). Zaś historię Twierdzy Przemyśl, trzeciej co do wielkości w Europie, poznamy, wstępując do nowoczesnego Centrum Dowodzenia Twierdzą Przemyśl. Usytuowanego obok stoku narciarskiego.

Reklama

Wspinajmy się więc jak najwyżej, bo z góry widać lepiej (w przenośni i dosłownie).

Widok na Kopiec Tatarski z dolnej wiaty.

Końcowa dygresja

Papież Jan Paweł II nazwał Przemyśl „nieszczęsnym” miastem z powodu jego tragicznej historii (I i II wojna św.). Ja mam nadzieję, że nasi goście po wizycie u nas określą Przemyśl mianem – piękny, klimatyczny i że zachowają go nie tylko w pamięci aparatów fotograficznych i smartfonów, lecz w swoich SERCACH. Taki bowiem zamysł towarzyszył mi podczas pisania tego artykułu.

dr Beata Świętojańska

Reklama

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama