Reklama

Przepis na sukces najmłodszego rektora prestiżowej uczelni biznesowej

19/08/2020 14:39

Rozmowa z Grzegorzem Mazurkiem, rektorem elektem Akademii Leona Koźmińskiego w Warszawie, absolwentem II LO w Przemyślu.

W wieku 43 lat został Pan najmłodszym rektorem najbardziej prestiżowej prywatnej uczelni biznesowej w Polsce. Stopień profesora przed Pana nazwiskiem w tak młodym wieku też jest czymś wyjątkowym. Czym jest dla Pana sukces? Jak go Pan definiuje?

– Dodam, że Akademia Leona Koźmińskiego to również według tegorocznego rankingu Perspektyw najlepsza uczelnia ekonomiczna w Polsce, a od wielu lat Financial Times (brytyjski dziennik o tematyce finansowo-gospodarczej – przyp. red.) uznaje ją za najlepszą uczelnię biznesową całego regionu Europy Środkowo-Wschodniej.

Reklama

Wskazanie mojej kandydatury na rektora ALK przez tak szerokie grono wyborców – senatorów i członków rady powierniczej – traktuję jako ogromne wyzwanie oraz wyraz wielkiego zaufania. Piastowanie tej funkcji postrzegam w kategoriach bardzo ciężkiej pracy i odpowiedzialności za wyjątkową w skali Europy uczelnię. 

Z kolei nadanie przez Prezydenta RP w maju br. tytułu profesora jest też dla mnie ogromnym wyróżnieniem, szczególnie cennym, gdyż uzyskanym w wyniku szczegółowej oceny mojego dorobku naukowego, a tu nie ma drogi na skróty.

Czym jest dla mnie sukces? To równowaga pomiędzy życiem rodzinnym, osiągnięciami zawodowymi oraz chwilami dla siebie. Łatwo się zatracić w tym drugim, szczególnie gdy kocha się swoją pracę, ale staram się niczym akrobata utrzymać ten balans, ponieważ właśnie rodzina i czas dla siebie dają mi w pracy dobrą energię do działania. Sukcesem balansu jest też dystans. Splendory są oczywiście dla każdego satysfakcjonujące, ale ja za każdym z nich widzę przede wszystkim odpowiedzialność i motywację do dalszej pracy. Nie czuję się przez to ważniejszy, za każdym sukcesem indywidulanym stoją przecież także praca i wsparcie wielu ludzi.

Reklama

 

Proszę wyobrazić siebie na spotkaniu z grupą przyszłorocznych maturzystów, na którym pada odwieczne pytanie młodych ludzi: jak pokierować swoim zawodowym życiem? Co by im Pan odpowiedział?[paywall]

– Przyszłość wydaje się niepewna, świat na naszych oczach gwałtownie się zmienia,  oddziaływanie wydarzeń ma charakter globalny, czego doświadczamy przy okazji pandemii koronawirusa. Rozwój osobisty i dobra edukacja dają przepustkę nie tyle do kariery, co do wolności decydowania o sobie, choć ta droga może trochę trwać. Kiedyś naliczyłem, że w życiu parałem się ponad dwudziestoma zajęciami. Byłem parkingowym, myłem szyby na stacji benzynowej, pracowałem w piekarni na nocnych zmianach podczas studiów w Holandii, byłem dziennikarzem i PR-owcem, pracowałem jako asystent na dobrej zagranicznej uczelni i tak dalej, i tak dalej. Ta „odyseja” jest zbieraniem wielu doświadczeń, a każde z nich jest niezwykle cenne, uczy i rozwija.

Reklama

 

W oficjalnym biogramie z dumą przyznaje się Pan do przemyskich korzeni. Z kolei z Pana dumni są, między innymi, Pana nauczyciele ze szkoły, poczynając od nauczania początkowego po liceum. Jakie ma Pan wspomnienia z tego okresu, w tym oczywiście z II LO ?

– Szkoła to dla mnie nie tyle budynki (choć atmosfera „starego” II LO czy SP 10 była wspaniała!), ale ludzie – zarówno nauczyciele, którzy przede wszystkim potrafili inspirować i rozwijać, jak i przyjaciele z klasy czy z zespołu sportowego, z którymi zresztą mam bardzo częsty kontakt. Mirosław Bar, Leszek Sochański, Artur Bobrowicz – to tylko wybrani nauczyciele, których cenię ze względu na erudycję i profesjonalizm. Z wielkim sentymentem wspominam wycieczki w Bieszczady z wychowawcą Jackiem Stysiem. Szczególnie zapamiętałem także klasowe „osiemnastki”.

Reklama

 

Prowincja pomaga, przeszkadza, nie ma znaczenia? Woził Pan słoiki na studia? Był Pan tak zwanym kujonem ?

– Świetne pytanie! Słoiki wożę do dziś, moi wspaniali rodzice nie pozwalają mi wyjechać bez wyprawki pomimo tego, że już od 20 lat formalnie jestem warszawiakiem, no i panem w średnim wieku. Z dużym dystansem i  z uśmiechem traktuję także pojęcie „ludzie z prowincji”, to sztuczny problem. Nigdy nie doświadczyłem z tego powodu jakiegoś ostracyzmu.

Uważam też, że Przemyśl jest najpiękniejszym miastem w Polsce, a może i na świecie, a trochę już tego świata zjeździłem. Bycie „z daleka” pozwala też na obserwowanie wszystkiego nieco z dystansu, daje inną perspektywę, myślę, że bardzo cenną, pomocną w życiu. 

Czy byłem kujonem? Tak bym siebie nie określił, lubiłem się uczyć, ale kujonem nie dało się zostać. Moją pasją jest bowiem również sport, przez wiele lat bardzo aktywnie grałem w koszykówkę pod skrzydłami Janusza Kowalskiego w MKS Polonia. Treningi, mecze, gry komputerowe, koledzy, zawsze szukałem złotego środka. Uważam, że nie tylko wiedza książkowa, ale właśnie różnorodne doświadczenia życiowe, podróże, relacje z ludźmi, umiejętności nabyte niejako „przy okazji” w coraz większym stopniu decydują o sukcesie. Same piątki i szóstki nie gwarantują sukcesu.

Współczesnej młodzieży radziłbym:  podróżujcie, uczcie się języków, współpracujcie z innymi, angażujcie się w akcje charytatywne, przebywajcie w różnych grupach, dużo czytajcie, słuchajcie, bądźcie otwarci na innych, pomagajcie potrzebującym – to wszystko da Wam dobry bagaż na życie – nauczy otwartości, przekona do stałego rozwoju i pozwoli Wam być po prostu dobrym człowiekiem, a może przy okazji lub właśnie dzięki temu świetnym menedżerem, dyrektorem, prezesem.  

Reklama

 

Dawid Podsiadło śpiewa o dużym mieście: „Moje sny budują twoje ulice”. W małym mieście cisza, senność, nostalgia. Jednocześnie na prowincji ciągle żyjemy w przekonaniu, że drzemie tu ogromny potencjał. Czy, zdaniem Pana profesora, on rzeczywiście tu drzemie i jak można go obudzić?

– Na sukces Przemyśla należałoby spojrzeć chłodno, biznesowo, znaleźć jego przewagi konkurencyjne, zbudować ciekawą kompleksową ofertę, profesjonalnie przygotować wnioski o dofinansowanie działań, tych źródeł jest bardzo dużo, skorzystać z lobbingu. Wiem też, że jest w kraju wielu bardzo zasłużonych, piastujących ważne funkcje i role przemyślan, na pewno stworzenie takiej, mniej lub bardziej formalnej grupy wsparcia pomogłoby miastu przy wielu okazjach. Problem położenia geograficznego nie jest już tak istotny w dobie szybko rozwijającej się pracy zdalnej. To nie mrzonka, z przysłowiowego bloku na Kazanowie przez internet można realizować projekty dla firm z całego świata. Tak wygląda współczesny rynek pracy i warto myśleć o kompetencjach zawodowych, które na tego rodzaju pracę pozwalają. Moim zdaniem, prowincja okazuje się już coraz częściej wymówką. 

Reklama

 

Pana poprzednik oraz władze uczelni, uzasadniając swoją decyzję powierzenia właśnie Panu stanowiska rektora, uznały, że zmiana pokoleniowa to najlepszy sposób zmierzenia się z wymogami, jakie stawia naszej cywilizacji pandemia koronawirusa. Jak Pan to rozumie? Czy nowe technologie, cyfryzacja i zarządzanie w internecie to tak zwane lekarstwo na całe zło?

– Cyfryzacja nie jest panaceum na wszystkie bolączki, wiążę się też z nowymi zagrożeniami, ale jest to świat, który w ogromnym stopniu wpływa na nasze życie i  mocno ingeruje w każdą jego dziedzinę. Pandemia gwałtownie przyśpieszyła procesy tej transformacji. To jest świat, który potrzebuje nie tylko programistów, ale specjalistów, menedżerów, socjologów, lekarzy, ekonomistów, inżynierów, nauczycieli, którzy ten nowy świat będą rozumieć. Każda organizacja, publiczna czy prywatna, musi zaakceptować fakt coraz silniejszego oddziaływania świata na społeczeństwo, warto więc wykorzystać jego potencjał i w tym obszarze szukać szansy na rozwój osobisty. Nadchodzą także kolejne zmiany, wywołają je wykorzystanie sztucznej inteligencji, internetu rzeczy czy wirtualnej rzeczywistości.     

Reklama

 

Prywatnie jest Pan profesor mężem, ojcem trójki dzieci. Realizuje pasje biegowe. Jest Pan  zapalonym kibicem sportowym. Myśli Pan również o zrobieniu magisterium z archeologii, a teraz jeszcze rektorowanie. Jak Pan profesor to wszystko łączy?

– Im więcej mam na głowie, tym więcej jestem w stanie zrobić. Życie wymaga dobrej organizacji, co wcale nie musi oznaczać pracy przysłowiowe 24 godziny na dobę. Można sobie dobrze zorganizować też lenistwo, które zresztą bardzo pomaga w kreatywności.

W stwierdzeniu „nie mam czasu” moim zdaniem nie kryje się informacja, ale interpretacja, że coś nie jest dla nas ważne. Przeformułowanie takiego myślenia inaczej ustawia życie – skoro nie mam czasu na bieganie – nie jest dla mnie ważne zdrowie, spotkanie z przyjaciółmi, dobre samopoczucie. Jeśli nie mam czasu na zabawę z dzieckiem, uczestniczenie w jego rozwoju nie jest dla mnie ważne. Jeśli nie mam czasu na studia podyplomowe, to znaczy że nie chcę się rozwijać czy szukać nowych szans zawodowych.

Hasło „brak czasu” to po prostu wymówka. Takie postawienie sprawy pozwala też zidentyfikować priorytety w życiu, a te trzeba sobie stawiać, ponieważ często dojście do wybranego celu zabiera lata. Dziś dzięki technologii można się rozwijać niejako „przy okazji”. Jadąc samochodem, słuchać wartościowego audiobooka, na Instagramie korzystać z profili do nauki języka obcego, a na Youtube – z niezliczonych materiałów edukacyjnych.

Wspomniane studia archeologiczne też można zrobić inaczej niż kiedyś, dzięki wykorzystaniu platform edukacyjnych online czy wirtualnych uniwersytetów, w tym nawet najsłynniejszych na świecie. Jeśli młody człowiek pokaże w życiorysie, że ma np.  niezłe certyfikaty językowe, przeszedł z paczką znajomych Główny Szlak Beskidzki, spędził trochę czasu za granicą, ukończył kurs z Pythona, przebiegł półmaraton, w wakacje pracował w hospicjum czy poprowadził akcję charytatywną, to takie osiągnięcia świadczą o jego możliwościach i potencjale o wiele lepiej niż same szóstki i piątki na świadectwie.

Reklama

 

Czy zagląda Pan w rodzinne strony? Czy ma Pan tu jeszcze znajomych, ulubione miejsca?

– W Przemyślu jestem często. Coraz lepsza infrastruktura drogowa daje możliwość regularnych odwiedzin w naszych stronach, acz do doskonałości tego dojazdu jeszcze daleko. Odwiedzam rodziców, rodzinę, mam tu grupę przyjaciół z podstawówki i liceum, a to bardzo wartościowe kontakty.

Czuję się „stąd” i tu jest mi po prostu dobrze – jak u siebie. Lubię pobiegać ścieżką rowerową nad Sanem w stronę Prałkowiec czy rowerem zrobić „pętlę” przez Olszany. W samym Przemyślu lubię spacerować po miejscach z dzieciństwa. Widok na Dolinę Sanu spod wyciągu i trasy biegowej „stu zakrętów” uważam za wspaniały i niepowtarzalny. Zawsze znajdę czas na odwiedziny słynnej cukierni na Kazimierzowskiej. Mamy w tym mieście niezwykły klimat, może faktycznie najbardziej się to docenia z oddalenia.

Reklama

 

Podobno myśli Pan o projekcie współpracy z II LO w Przemyślu?

– Tak, będę chciał w najbliższym możliwym czasie spotkać się w tej sprawie z dyrekcją liceum, myślę że znajdziemy pomysł na wsparcie dla młodych brylantów z II LO (uśmiech).  Tymczasem życzę – szczególnie pierwszoroczniakom – powodzenia w nowym etapie ich edukacji. Rok szkolny już za pasem i oby był przede wszystkim bezpieczny, a dzięki świetnym nauczycielom również udany merytorycznie, nawet – jeśli tego wymagać będzie sytuacja – w formule zdalnej. A przyszłorocznym maturzystom życzę dobrego wyboru studiów – to 3 lub 5 lat Waszego życia – dokonajcie właściwych decyzji!

Reklama

 

Dziękujemy za rozmowę.

Artur Wilgucki

Małgorzata Wilgucka

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    youbamboo - niezalogowany 2020-08-29 18:38:14

    Rietumu Bank operates for more than 25 years in the Eastern Europe and nearby regions, providing bank accounts, lending, brokerage and eCommerce services. The account types offered include saving, investment and escrow accounts. http://www.baltic-legal.com/banking-in-latvia-eng.htm

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama