KRYMINAŁEK
Ponieważ to wydanie ŻP ukazuje się akurat w Dzień Kobiet, byłoby głupio, gdybym w kryminałku pisał o chłopach. Długo trwało, nim znalazłem odpowiednią historię, wprawdzie sprzed trzech lat, ale za to bohaterkami są dwie panie: Kasia i Marysia. Imiona oczywiście zmienione.
Los sprawił, że obie pracowały w dziale administracyjnym pewnej dużej i znanej firmy handlowej. Ponieważ były w podobnym wieku, szybko znalazły wspólne tematy i w wolnych chwilach na korytarzu szeptały sobie coś do ucha. Pewnie dlatego inni pracownicy mówili o nich psiapsiółki. Szef też był tolerancyjny i nikomu to nie przeszkadzało. Idylla trwała prawie rok.
We wrześniu kierownictwo zaproponowało części załogi wyjazd integracyjny połączony z dwugodzinnym szkoleniem, ale zastrzegło, że wszelkie koszty atrakcji nieobjętych programem pokrywają uczestnicy. Znaczyło to, że jeżeli chcesz się zabawić, to płacisz sam. Dwa tygodnie przed wyjazdem Kasia i Marysia uzgodniły, co wypadałoby ze sobą wziąć, bo przecież wiadomo, że oprócz stroju sportowego na wieczór trzeba się jakoś ubrać. Na zbiórkę stawiły się z pokaźnymi walizami, jakby miały jechać na wczasy do Singapuru. Na miejscu dostały wspólny pokój i zapowiadała się dwudniowa sielanka.
Dwie godziny szkolenia minęły jak z bicza strzelił i padła propozycja, żeby po obiedzie pójść na spacer, pozwiedzać okolicę i przy okazji zrobić zakupy na wieczór. Na kolację, po której zaplanowana była dyskoteka, panie przyszły odpowiednio ubrane, a panowie raczej na sportowo, ale z reklamówkami z miejscowej „Biedry”. Na początku było dość niemrawo. Wszyscy, tak jakby nie mogli się nagadać w pracy, rozmawiali o służbowych sprawach. Wreszcie zakupy zaczęły działać. Ktoś zmienił muzykę, zrobiło się luźniej, na parkiecie pojawiły się pierwsze pary.
Tuż przed północą doszło do awantury. Kasia publicznie poddała w wątpliwość reputację Marysi i jej mamy, używając wielokrotnie wyrazu na „k...”. Wtedy Marysia kilkakrotnie uderzyła ją pięścią w twarz. Na drugi dzień Kasia złożyła na policji skargę na Marysię i na dowód pokazała rozciętą wargę i rozległy krwiak okularowy. Dwa dni później Marysia wniosła skargę o publiczne znieważenie. Trochę trwało, zanim sprawa trafiła do sądu. Na pierwszej rozprawie sędzia zaproponowała ugodę, na co strony poprosiły o chwilę przerwy na podjęcie decyzji. Chwilę później obie zapłakane obejmowały się na sądowym korytarzu, a niepotrzebni już świadkowie dyskutowali o tym, że psiapsiółki prawdopodobnie były zazdrosne o pewnego nowego pracownika, o którym mówiły ciacho.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze