„W pogoni za pozostawieniem po sobie trwałych śladów w postaci dróg, parkingów i placów zabaw zagubił pan człowieka” – piszą do burmistrza Jarosławia związkowcy z MOPS, upominając się kolejny raz o podwyżkę wynagrodzeń. Ten odpowiada, że o podniesieniu wynagrodzeń myślał, ale po decyzji rady miasta o obniżce podatków, szans nie widzi.
Pracownicy Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej w Jarosławiu domagają się godnego wynagrodzenia. Trwa spór zbiorowy między reprezentującymi ich związkami zawodowymi a dyrekcją ośrodka. Chcą podwyżki wynoszącej średnio 200 zł netto, czyli około 300 zł brutto. Mimo tego, że MOPS miał w swoim budżecie pieniądze pozwalające na taką podwyżkę, dyrektor[paywall] nie podjęła decyzji o jej przyznaniu. – Bez zgody burmistrza dyrekcja nie podejmie żadnej ważniejszej decyzji – ocenia pracownica ośrodka. Barbara Kwaśniak, zastępca dyrektora jarosławskiego MOPS potwierdza, że pieniądze na podwyżki były, ale pod koniec roku zostały zwrócone do miejskiej kasy.
Przedłużający się spór i brak jakiejkolwiek decyzji dotyczącej podniesienia wynagrodzeń ze strony dyrekcji MOPS miało zakończyć postępowanie w Kolegium Arbitrażu Społecznego przy Sądzie Okręgowym w Przemyślu. Kolegium pod przewodnictwem sędzi SO Lucyny Oleszek przeanalizowało sprawę i orzekło, że zobowiązuje MOPS w Jarosławiu do przyznania podwyżki wynagrodzeń średnio po 300 zł brutto na osobę począwszy od września 2017 r., w terminie do 29 grudnia. Orzeczono również, że postanowienie kolegium nie wiąże stron, ponieważ reprezentant pracodawcy, czyli dyrekcji MOPS, zgłosił zastrzeżenie. Postanowienie Kolegium Arbitrażowego poszło więc do kosza, bo – jak zastrzegł burmistrz Waldemar Paluch na sesji zwołanej 28 grudnia ub. roku – nie musi go realizować i tak też uczynił.
Wiedzieli jednak, że ich decyzja jest tylko wyrazem dobrej woli, a żadne pieniądze za nią nie pójdą. Na sesji zwołanej w przedostatni dzień pracujący ubiegłego roku burmistrz przedstawił propozycję, by 200 tys. zł z niewykorzystanych pieniędzy przeznaczyć na dofinansowanie do zakupu autobusu dla Miejskiego Zakładu Komunikacji. Większość radnych stanęła okoniem. – Nie potrafiono wydać 1,5 miliona złotych oraz około 350 tysięcy złotych na ratowanie zabytków i rada miasta ma to przyjąć i usankcjonować – obruszał się Mariusz Walter, przewodniczący komisji gospodarki i rozwoju miasta. W ślad za tym radny Michał Muzyczka zaproponował zmianę zapisu w uchwale dotyczącej wsparcia na zakup autobusu. – Zamiast na zakup, przeznaczmy te pieniądze na podwyżki dla pracowników MOPS – stwierdził. Propozycję przyjęto przy 13 głosach za, choć przewodniczący JRM Janusz Szkodny jeszcze przed głosowaniem przypominał, iż radni powinni mieć świadomość, że ich uchwała może być niezrealizowana. Tak się też stało.
W ośrodku pracuje ponad 50 osób. Około 30 z nich zarabia od 1464 do 2100 zł netto. Kolejnych 15 ma wynagrodzenie od 2100 zł do 2629 złotych na rękę. Nie licząc kadry kierowniczej, żaden z pracowników nie dostaje wynagrodzenia dochodzącego do średniej krajowej. W ośrodkach pomocy społecznej w sąsiednich samorządach średnia płaca jest z reguły wyższa. Nawet o kilkaset złotych. Na podwyżkę, jakiej się domagają, wypłacaną od września ub. r. potrzeba około 51 tys. zł za rok 2017 i 155 tys. 400 zł na rok bieżący. Nie jest to zbyt duża kwota, biorąc pod uwagę wydatki miasta. Dodatkową frustrację wśród pracowników ośrodka budzą podwyżki przyznane pracownikom urzędu miasta w czasie, gdy według burmistrza nie można było podnieść płacy w MOPS. Dostało je 29 osób. Ich koszt w skali roku przekroczył 86 tys. zł, a tegoroczne skutki są szacowane na 146 tys. zł. Dodatkowo w czerwcu ub. r. przyznano nagrody 142 pracownikom UM Jarosławia. Ich kwota przekroczyła 104 tys. zł. – Dla nas jest to sygnał o nierównym traktowaniu – zauważa Barbara Cienki, przewodnicząca Związku Zawodowego Pracowników MOPS w Jarosławiu. – Są pieniądze w budżecie. Jest wola pracodawcy. Nie ma zgody burmistrza – podsumowuje szefowa związku.
– Pracownicy zatrudnieni w jarosławskim MOPS są grupą marnie wynagradzaną. Trudno bowiem przyjąć, że pensja jest adekwatna do ich pracy i kwalifikacji – stwierdza kolegium. Zaznacza przy tym, że wynagrodzenie jest czynnikiem najbardziej motywującym do pracy. – skoro w budżecie MOPS były zabezpieczone pieniądze na wynagrodzenia, to nie ma przeszkód, by je przeznaczyć na podwyżkę – zauważa, nie podzielając przy okazji stanowiska burmistrza, że zgoda na podniesienie płac jest uzależniona od budżetu na przyszły rok. Podkreśla też, że zwrócenie do miasta pieniędzy przeznaczonych na wynagrodzenia w MOPS jest działaniem krzywdzącym pracowników.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.Ale Jarosławianie wolą drogi i chodniki od podwyżek dla urzedasow. Jak się nie podoba wypłata to zmienić pracę urzedasy!
Urzędników administracji państwowej jest za dużo. Oczywiście żaden rząd nie podejmie niepopularnej decyzji o ich zmniejszeniu. Dzięki temu, że nie ma podwyżek nie ma też zwolnień.
Zwolnić połowę urzędasów , bo lepszy dla gospodarki jest urzędas który nic nie robi od tego co coś robi , bo jak robi to wymyśla dodatkowe papierki tz. dupochrony i jeszcze obniżyć podatki , to dobry kierunek Rady
To ci chytrus Paluch, dróg, chodników mu się zachciewa, co on nie wie że to jest Jarosław tutaj urzędnik to panisko - kasa się należy.
Ale Jarosławianie wolą drogi i chodniki od podwyżek dla urzedasow. Jak się nie podoba wypłata to zmienić pracę urzedasy!
Urzędników administracji państwowej jest za dużo. Oczywiście żaden rząd nie podejmie niepopularnej decyzji o ich zmniejszeniu. Dzięki temu, że nie ma podwyżek nie ma też zwolnień.
Zwolnić połowę urzędasów , bo lepszy dla gospodarki jest urzędas który nic nie robi od tego co coś robi , bo jak robi to wymyśla dodatkowe papierki tz. dupochrony i jeszcze obniżyć podatki , to dobry kierunek Rady