Marcin i Ewa Orpikowie są pasjonatami łucznictwa i założycielami Gildii Łuczniczej Pogórza Przemyskiego. Strzelanie stanowi bardzo ważną część ich życia. Wymaga od nich zaangażowania i ciągłego treningu, co przekłada się na sukcesy. 19 września br. Marcin zwyciężył w mistrzostwach województwa podkarpackiego, Ewa zajęła drugie miejsce w tej samej kategorii.
Autor: Miłosz Borzęcki
W imprezie, która odbyła się w Leżajsku, wzięło udział około stu kilkudziesięciu uczestników z całego Podkarpacia. Marcin i Ewa walczyli w kategorii „barebow”, reprezentując barwy Czuwaju Przemyśl. W tej kategorii zawodnicy strzelają z łuków olimpijskich, pozbawionych celowników i stabilizatorów. Jest to najtrudniejsza formuła łucznictwa sportowego. Całe zawody trwały około 4 godzin. W tym czasie zawodnicy musieli utrzymać koncentrację i wypuścić łącznie 72 strzały. Na odpoczynek musiała wystarczyć 15-minutowa przerwa, przewidziana w połowie strzelania. Maksymalnie można było uzyskać 720 pkt. Marcin zdobył ich aż 594, a Ewa 454. Strzelano z odległości 30 m do tarczy o średnicy 80 cm.
Mistrzostwa organizowane przez Polski Związek Łuczniczy wchodzą w skład Pucharu Okręgu Rzeszowskiego w łucznictwie, złożonego z trzech rund i mistrzostw województwa. Dwie rundy podkarpaccy łucznicy mają już za sobą. Zarówno w pierwszej rundzie, która odbyła się w Sieteszy, jak i w drugiej w Grabownicy, zwyciężył Marcin. Ewa w pierwszej zajęła trzecie, a w drugiej drugie miejsce. Trzeba jednak podkreślić, że zawody te nie mają podziału zawodników na płeć. Następna i zarazem ostatnia runda odbędzie się 3 października br. w Moderówce.
– Łucznik, który skupia się wyłącznie na wyniku, nie może skupiać się na tym, co jest ważniejsze, czyli na swoim układzie ciała, oddechu, wypuszczeniu strzały. Nad tym należy się skupiać podczas zawodów i to udało mi się osiągnąć na tych mistrzostwach, i z tego jestem bardziej dumny, a nie z samego wyniku, bo złoto mogę zdobyć choćby dlatego, że mój rywal będzie miał gorszy dzień. To nie jest żadna satysfakcja. Największą satysfakcją jest to, że strzelamy świadomi i jesteśmy w stanie utrzymać koncentrację od pierwszej do ostatniej strzały. Jeśli to się nam uda zrobić, to nawet jeżeli skończymy na ostatnim miejscu, i tak będzie naszym sukcesem pokonanie samego siebie, swoich słabości
Reklama
– powiedział M. Orpik.
Wielu zawodników, którzy czasami mają po kilkadziesiąt lat doświadczenia, przygotowuje się do takich zawodów pod okiem swoich trenerów. Orpikowie o sobie mówią „samołuki”, bo trenują sami w specjalnie przygotowanym do tego ogrodzie. Starają się ćwiczyć około dwóch godzin dziennie, choć istotniejsza jest ilość wypuszczonych strzał. M. Orpik twierdzi, że optymalną liczbą dla niego, aby wyrobić nawyki, utrwalić je i skutecznie powtarzać później tę sekwencję na zawodach, jest 200 strzał podczas treningu. Tu warto dodać, że samo naciągnięcie cięciwy równa się utrzymaniu na trzech palcach 20 kg, nie jest więc to trening lekki.
Jak mówią, strzelanie z łuku jest dla nich przede wszystkim pasją, momentem wyciszenia i odpoczynkiem psychicznym od pracy i szumu dnia codziennego. Tę pasję rozpoczął Marcin zaraz po pandemii covid-19. Okres ten wydawał się być bardzo ciężki. Z powodu „lockdownu” Marcin musiał zrezygnować z własnej działalności. Pojawiło się za to dużo czasu wolnego, który postanowił zrealizować na marzenie z dzieciństwa. Od dziecka był bowiem, jak również małżonka, fanem Robina Hooda. Kupił więc łuk i rozpoczął naukę. Po roku Ewa też zaczęła strzelać.
Wspólnie założyli liczącą obecnie około 20 osób nieformalną grupę pod nazwą „Gildia Łucznicza Pogórza Przemyskiego”. Jej zadaniem jest popularyzacja łucznictwa i malowniczego regionu. Gildia na swoim koncie ma m.in. zorganizowanie turnieju łuczniczego o puchar wójta gminy Krasiczyn oraz słowiański turniej w Kuńkowcach – „Strzały Peruna”, które odbyły się w 2025 r. Spotkać ich też można na charytatywnych piknikach rodzinnych, gdzie zachęcają do rozpoczęcia nauki łucznictwa. Jest to, jak mówią, świetne rozwiązanie dla osób, które prowadzą siedzący tryb życia, a także osób z ADHD, czy po prostu problemami z koncentracją. Nie trzeba wcale tak ciężko trenować by efekty cieszyły, a strzelanie odprężało. Ważne jest jednak, aby zachować środki ostrożności i strzelać wyłącznie w miejscach bezpiecznych i do tego przeznaczonych. Łuku ze strzałą nie można naciągać w żadnym innym kierunku poza tarczą, która jest naszym celem, a postronne osoby zawsze powinni znajdować się za naszymi plecami.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze