90 tys. zakażeń i prawie 3 tysiące zgonów – tak się przedstawia bilans koronawirusa na Podkarpaciu od początku ogłoszenia pandemii. Właśnie minął rok od wprowadzenia pierwszych obostrzeń.
Pierwszy przypadek koronawirusa w Polsce odnotowano 4 marca, ale skutki tego faktu odczuliśmy tydzień później. 11 marca w Polsce było już 31 zarażonych, w tym pierwsza osoba na Podkarpaciu – mieszkanka powiatu leżajskiego. Tego dnia rząd ogłosił pierwsze restrykcje. 12 marca zawieszona została działalność instytucji kulturalnych: muzeów, bibliotek, teatrów, kin, filharmonii i uczelni artystycznych. Odwołano też lekcje w szkołach.
Mieszkańcy lawinowo ruszyli do sklepów, wykupując suchy prowiant, przede wszystkim: konserwy, mąkę, makaron, ryż, drożdże, masło, a także papier toaletowy.
Pierwotnie ograniczenia miały obowiązywać przez dwa tygodnie, jednak zamiast luzować, rząd nakładał jeszcze mocniejsze obostrzenia. W pewnym momencie ludzie mogli opuszczać swoje mieszkania tylko w sytuacjach koniecznych: kiedy szli do pracy, po zakupy, do lekarza lub apteki. Dziś mamy do czynienia z trzecim już lockdownem.
Pierwszą osobą z zakażeniem SARS-CoV-2 w subregionie przemyskim była młoda kobieta z powiatu lubaczowskiego. Chorobę potwierdzono 19 marca. Do powiatu przemyskiego koronawirus zawitał kilka dni później – zakażoną była mieszkanka gminy Dubiecko w sile wieku, której stan określono jako[paywall] dobry. 30 marca napłynęła smutna wiadomość. 32-letnia mieszkanka pow. lubaczowskiego zmarła w szpitalu w Łańcucie. Była to pierwsza śmiertelna ofiara Covid-19 z subregionu przemyskiego. Natomiast 5 kwietnia zmarła 86-letnia mieszkanka Przemyśla.
Takiej Wielkanocy, jak w 2020 r., nie było nawet w czasie wojny. Wierni nie mogli się zgromadzić w kościołach ani w czasie Triduum Paschalnego, ani w Wielkanoc. Nie było też tradycyjnego święcenia pokarmów, a księża zachęcali, by „święconkę” pobłogosławić samemu w domu. Kapłani odprawiali msze w pustych kościołach, za to transmisje telewizyjne i internetowe cieszyły się dużą oglądalnością.
Biskupi już na początku pandemii ogłosili dyspensę od uczestnictwa w niedzielnych mszach. Metropolita przemyski abp Adam Szal odwołał wszystkie wydarzenia kościelne, w tym wizytacje, pielgrzymki, rekolekcje szkolne i parafialne, spotkania grup parafialnych.
Skutki gospodarcze pandemii będziemy odczuwać jeszcze długo po jej zakończeniu. Początkowo wszystkie placówki handlowe były otwarte, ale z czasem czynne pozostały tylko sklepy spożywcze i apteki. Restauracje mogły sprzedawać dania tylko na wynos lub z dowozem. W maju zaczęto stopniowo odmrażać gospodarkę i zwalniać z kolejnych ograniczeń.
Lato upłynęło w stosunkowo normalnych warunkach, ale w październiku koronawirus uderzył ze zdwojoną siłą. Rząd ponownie wprowadził mocne ograniczenia w praktycznie wszystkich sferach życia, a słowo „lockdown” (z ang. blokada, zakaz wyjścia) na stałe wpisało się do naszego słownika.
Właścicielka lokalu gastronomicznego w centrum Przemyśla:
– Pierwszy lockdown trwał 57 dni. 18 maja mogliśmy otwierać z zachowaniem reżimu sanitarnego. Nie ma problemu, wszyscy się dostosowaliśmy, choć ceny za produkty do odkażania, maseczki i rękawiczki szalały. Szczęśliwi wróciliśmy do pracy i nikt w najczarniejszych snach nie podejrzewał, że to dopiero początek tego, co nastąpi. W październiku zaczął się drugi lockdown i trwa do dzisiaj. Ponad 200 dni lokale są zamknięte. Pracować musimy, bo trzeba utrzymać interes dla siebie i pracowników na przyszłość, ale ciężko przetrwać. Trochę pomaga miasto przez częściowe zwolnienia z opłat, minimalnie pomaga rząd – opowiada, ale prosi, żeby nie podawać jej nazwiska i nazwy lokalu.
– Nikt nie neguje konieczności reżimu sanitarnego, ale chcemy wrócić do normalnej pracy. Liczymy, że będzie taka możliwość na wiosnę, gdy będzie można wystawić stoliki na zewnątrz – mówi. Dodaje, że niektórzy restauratorzy zakupili nawet specjalne urządzenia do oczyszczania powietrza.
– Ogłoszony w 2020 roku stan epidemii w istotny sposób wpływa na sytuację ekonomiczną firm we wszystkich sferach handlu. Jeden przedsiębiorca – właściciel sklepu z branży przemysłowej – podsumował, że jego dochody w całym roku 2020 były o 40 procent niższe od roku poprzedniego. Zwracał się do urzędu pracy o pomoc w ramach tarczy antykryzysowej i do prezydenta o obniżenie czynszu. Obie prośby rozpatrzone zostały negatywnie. Programy rządowe pomagają, ale nie wszystkim, tylko wybranym branżom – mówi Ryszard Miłoszewski, prezes Przemyskiej Kongregacji Kupieckiej.
– Klientów jest dużo mniej, szczególnie osób starszych. Na dodatek opłaty za handel na Zielonym Rynku zostały podniesione o 10 procent. Jeśli tak będzie dalej, niektóre lokale będą zamykane – twierdzi.
Gminy wyszły przynajmniej częściowo naprzeciw oczekiwaniom przedsiębiorców, obniżając opłaty za wynajmowane lokale, sprzedaż alkoholu, czy zajęcie pasa drogowego pod ogródki gastronomiczne.
Samorządy też tracą. Dla przykładu Przemyśl w 2020 r. stracił 3 mln 826 tys. 850 zł. Najwięcej z tytułu udziału w podatku PIT – 1 mln 844 tys. 823 zł. Jak poinformowała Agata Czereba, rzecznik prasowy Urzędu Miejskiego w Przemyślu, z tytułu rozłożenia na raty i odroczenia terminu płatności ubytek miejskich dochodów wyniósł 1 mln 466 tys. 248 zł; z tytułu umorzenia i niedochodzenia należności – 334 tys. 364 zł; z tytułu obniżenia stawek opłat i podatków – 179 tys. 658 zł; z tytułu zwolnień (na podstawie ustawy o szczególnych rozwiązaniach, związanych z zapobieganiem i przeciwdziałaniem COVID-19) – 1757 zł.
Pandemia obudziła w ludziach ogromne pokłady dobra. Zwłaszcza w początkowym etapie organizowano mnóstwo zbiórek na środki ochrony dla medyków, ludzie spontanicznie i w zorganizowanych grupach szyli maseczki, wielu podjęło się opieki nad osobami starszymi i dostarczania im zakupów. W niespełna dobę mieszkańcy Przemyśla zebrali 105 tys. zł na nowy respirator dla szpitala.
– Mieliście jedno z najlepszych temp w całej Polsce. Ludzie okazali się bardzo otwarci, życzliwi – przyznaje ks. Rafał Jarosiewicz, inicjator zbiórek na respiratory dla szpitali w naszym kraju.
Teleporada to kolejne określenie, które zyskało popularność w dobie pandemii. Przez rok wiele gabinetów lekarskich było zamkniętych, bezpośrednie wizyty pacjentów zastąpił kontakt z lekarzami za pośrednictwem telefonu. To się zmieniło 16 marca. Zgodnie z rozporządzeniem ministra zdrowia lekarz tylko w określonych przypadkach może narzucić teleporadę.
Pandemia sprawiła też, że dwukrotnie (na wiosnę i jesienią ub.r.) szpitale odwoływały zabiegi planowe. Aby zapewnić miejsca dla pacjentów covidowych, ministerstwo zasugerowało takie rozwiązanie również na początku marca. Wiele szpitali jednak nie spieszy się z taką decyzją.
27 grudnia rozpoczęły się w Polsce szczepienia przeciwko COVID-19. Na pierwszy rzut poszli pracownicy służby zdrowia, potem seniorzy. Niestety dostawy szczepionek są za małe i cała akcja mocno kuleje. To sprawia, że równo rok od ogłoszenia pandemii mierzymy się z jej trzecią falą, a liczba zakażeń jest największa w historii. Prawdopodobnie przyczyniają się do tego nowe mutacje wirusa (brytyjska i południowoafrykańska), które są bardziej zaraźliwe i groźne dla osób w średnim wieku.
Niestety, po roku trudno mówić o końcu pandemii albo przewidywać, kiedy on nastąpi. Może wraz z zakończeniem trwającej trzeciej fali? To pytanie na razie musimy pozostawić bez odpowiedzi.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.Rok temu był strach teraz to wszyscy mają na to wy.......co będzie to będzie
Bo w warunkach stresu tak już jest, albo świrujesz albo obojętniejesz, ponoć nawet w obozie oświęcimskim ludzie też po dłuższym okresie obojętnieli.Co ma być to będzie , szalom.
Jak się ludziska nie opamiętają to bida będzie i to coraz większa !!!YOUTUBE.COM - POSITIVE VIBRATION - PRZEZNACZENIEYOUTUBE.COM - ANTYBIOTYKI SUPERBAKTERIE I PRZEMYSŁOWA HODOWLA ZWIERZĄTKORONAWIRUS W RZEŹNI. CZY PRODUKOWANE TAM MIĘSO JEST BEZPIECZNE? - MONEY.PLJednakowoż, bądźmy dobrej myśli !!!PRZEMYSŁ MIĘSNY POD OSTRZAŁEM A POPYT NA PRODUKTY ROŚLINNE GWAŁTOWNIE ROŚNIE - FOODFAKTY.PL
No to jeszcze 4 lata do oficjalnego zakończenia pandemii.
Festiwal polityczny trwa i ma się dobrze.A trupy to produkt uboczny tegoż festiwalu
Z pamiętnika młodej przemyskiej lekarki: 365 twarzy … Nie lubię chwalić się swą obecnością w mediach, zwłaszcza gdy muszę pokazać swą „mordo chwytkę” dla klikalności gwarantującej sprzedaż z zyskiem podpasek higienicznych dla szerokiego grona kobiet z Grenlandii. Tym razem zrobiłam wyjątek dla uroczego Johna Kiomoro, dziennikarza z miesięcznika Africa New World, który ujął mnie pytaniem, dlaczego jeszcze nie wyjechałam z Przemyśla, bo w jego kraju widok białego wykrochmalonego fartucha nadal wzbudza zachwyt i szacunek do medycyny. Zdradził mi, że w pewnym okresie na fali małyszomanii, gdy miastem rządzili narciarze, przyjeżdżał tu bardzo chętnie. W ramach promocji tego grodu po oddaniu do użytku tak zwanego stoku narciarskiego, gratisowo smarowano mu narty, by pokazać w lokalnej gazecie olbrzymie zainteresowanie śniegiem ludów z Afryki. Czarno na białym wyłuszczył mi swoje poglądy na ten temat popijając whiskey z lodem. Ale wróćmy do sedna sprawy. John, a prywatnie Jaśku, pytał mnie o różne sprawy, a zaczął od tego, jak się czuję na barykadzie walki z wirusem, który od roku umyka władzy i bawi się z nią jak kot z myszką. Będąc głęboko zaniepokojony o wiarę narodu polskiego pytał mnie, czy w naszym kraju religia katolicka jeszcze istnieje, bo w Afryce mówią, że zlikwidowano święta katolickie a świątynie stoją puste z braku wiernych, co nikomu już nie przeszkadza. Dodał, że wielu jego rodaków bardzo chętnie przyjedzie do Polski, by ten stan uregulować. Kolejne pytanie dotyczyło zasłaniania twarzy, a dokładnie nosa i ust maseczką, co w krajach afrykańskich wzbudza dla nas olbrzymi szacunek. Nie mogą się nadziwić, że ten wytwór polityczno-medycznej konfabulacji towarzyszący nam od roku, od wstania z łóżka do zdjęcia skarpetek przed pójściem do snu, tak zjednoczył naród, że nawet babcia w sklepie przypomina innym jak nosić tę wybawienną oznakę wolności. Maseczki jego zdaniem to wyraz solidarności z ludem Afryki, bo wreszcie ktoś dostrzegł, że ma on poważne trudności z oddychaniem z powodu wysokich temperatur, dlatego owe maski na twarzach mieszkańców Polski czy innych zakątków Europy świadczą o jednym, o zrozumieniu problemów narodów z południa. Nie piszę o innych sprawach, które dotyczą mnie osobiście. Mogę jedynie uchylić rąbka tajemnicy, że wyjawiłam Jaśkowi jak piorę swoje fartuchy, jak je wkładam na swoje medyczne ciało i takie tam. I że się nie opalam, by nie być posądzona o rasizm. Jasiek pytał o pozycje, ale udałam że nie słyszę, bo i tak by nie zrozumiał co mam na myśli mówiąc ‘365’. Przez to słońce w tej Afryce znają oni tylko jedną pozycję, a szkoda bo narzędzia mają sprawne. Cały wywiad ukaże się we wspomnianym prestiżowym miesięczniku.
Epidemia potrwa jeszcze b. długo bo się bardzo wielu spodobał . Urzędnikom , policjantom , władzom . Wszystko zamknięte od roku , nic nie załatwisz a pensyjki lecą za nierówbstwo .
Rok temu był strach teraz to wszyscy mają na to wy.......co będzie to będzie
Bo w warunkach stresu tak już jest, albo świrujesz albo obojętniejesz, ponoć nawet w obozie oświęcimskim ludzie też po dłuższym okresie obojętnieli.Co ma być to będzie , szalom.
I właśnie o to chodzi.Pełny Orwell