Reklama

Sąd sądem, a myślenie ciężko zmienić

15/09/2016 10:09

Sąd wydał wyrok. Uznał, że mieszkanka Laszek znęcała się nad zwierzętami gospodarskimi i domowymi. Wymierzył karę, jednak nie ma pewności, czy cierpienie krów i zwierząt domowych się zakończy.

Sąd Rejonowy w Jarosławiu uznał, iż kobieta znęcała się na należącym do niej zwierzętami poprzez rażące ich zaniedbanie oraz pozbawienie właściwych warunków bytowania. Za przestępstwo przeciw ustawie o ochronie zwierząt skazał kobietę na 10 miesięcy ograniczenia wolności, zobowiązując w tym czasie oskarżoną do pracy[paywall] na cele społeczne w wymiarze 40 godzin miesięcznie. Dodatkowo orzekł przepadek na rzecz Skarbu Państwa wszystkich zwierząt znajdujących się w gospodarstwie prowadzonym przez kobietę, wydając przy tym czteroletni zakaz posiadania przez nią jakichkolwiek zwierząt.

Sądowy wyrok jest efektem niemal czteroletniej walki wolontariuszek ze Stowarzyszenia Ochrony Zwierząt Nadzieja w Przemyślu o ratunek dla zwierząt przetrzymywanych w tragicznych warunkach. Walki, którą można by uznać za wygraną, gdyby nie okoliczności, jakie pojawiły się po wyroku. Dziś można przypuszczać, że cierpienie wróci razem z nadejściem zimy. 

Reklama

Przypomnijmy

Obraz psów i kotów był wtedy równie tragiczny jak bydła. Losem zwierząt zajęły się służby weterynaryjne, policja i samorząd. Potwierdzono, że jest źle, ale przy okazji stwierdzono, że nie jest tragicznie. Właścicielka otrzymała zalecenia i przez jakiś czas sytuacja zwierząt się poprawiła. W gminie zapewniano, że kobiecie zostanie udzielona pomoc, jednak samorząd nie będzie stosował radykalnych rozwiązań, mając na względzie godność właścicielki oraz fakt, że ostre posunięcia mogą doprowadzić do tragicznych skutków. Samorząd obiecał sytuację monitorować. Ukarana sądową naganą właścicielka obiecywała, że zredukuje ilość zwierząt.

Reklama

Pogłębiający się dramat

Po dwóch latach okazało się, że tragedia zwierząt wciąż trwa. Sprawa wróciła w znacznie tragiczniejszym wydaniu. – Brud, smród i mała przestraszona suczka uwiązana na łańcuchu do walącego się płotu. Właścicielka nie chciała z nami rozmawiać, krzykami, wyzwiskami przegoniła nas – tak wolontariuszki ze stowarzyszenia „Nadzieja” opisywały widok gospodarstwa w kwietniu tego roku. – W oborze było osiem krów uwiązanych na króciutkich łańcuchach. W stodole stał byk.  Krowy stały we własnych odchodach, bez siana, bez wody, w panującym mroku i gryzącym nie do wytrzymania smrodzie. Odchodów było tak dużo, że utrudniały wejście do środka, a wręcz wylewały się na zewnątrz – relacjonowały.

Sytuacja nieznacznie się polepszyła wraz z nadejściem lata. Dostęp do trawy, możliwość wyjścia z ciasnej obory polepszył stan krów. 

Krowy zostają


erka
Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości