Tak pięknym nabrzeżem, jakie ma Przemyśl, niewiele miejsc w Polsce i na świecie może się poszczycić. Tę opinie potwierdzają nie tylko mieszkańcy, ale liczni turyści odwiedzający miasto nad Sanem. Niestety wystarczy przyjrzeć się jakości schodów, prowadzących nad brzeg rzeki, aby zrezygnować z ich korzystania.
– Wychowałam się na Sanem. Nie przypominam sobie, aby schody kiedykolwiek były remontowane
– mówi nasza Czytelniczka.
– Kilka razy dziennie wychodzę na spacer z moim psem. Nabrzeże nadaje się idealnie na takie wspólne wędrowanie. Niestety stan schodów odstrasza. Rozbite butelki, kapsle, puszki po piwie, kępy darni i pozostałości po skoszonej trawie. Parę dni temu zagadnęłam pracowników służb miejskich w Przemyślu podczas koszenia trawy i zapytałam, dlaczego nie pozamiatają i nie uporządkują przy okazji schodów. – To do nas nie należy – usłyszałam odpowiedź. – A do kogo? – Nie wiemy.
ReklamaI pewnie bym odpuściła, gdyby nie to, że podczas wieczornego spaceru mój pies skaleczył się w łapę na jednym z rozbitych szkieł po butelkach. Potrzebna okazała się wizyta u weterynarza. Na miejscu okazało się, że nie jest to pierwsza tego typu sytuacja. Dzień wcześniej do gabinetu trafił pies z przeciętą, mocno krwawiąca łapą.
Stąd mój telefon do gazety. Może nagłośnienie tej pozornie błahej sprawy coś zmieni. Jeżeli rzeczywiście to nie władze Przemyśla odpowiadają za stan schodów i czystość nabrzeża, to i tak powinny się co najmniej tym problemem zainteresować. Kogoś zobowiązać do wykonywania swoich obowiązków. Fajnie, że trawa jest koszona dwa, trzy razy do roku, ale czy rzeczywiście przy okazji nie można uruchomić kilku mioteł? Bo to wystarczy, skoro nie można schodów gruntownie wyremontować. Tu nie potrzeba wielkich pieniędzy, tylko trochę chęci i gospodarskiego oka. Jestem oburzona, bo od lat próbuję tym tematem zainteresować miejskie służby, radnych, a teraz także Wody Polskie. Nie można przymykać oczu na takie bałaganiarstwo. Tym bardziej, że – jak pokazuje mój przypadek – schody mogą się okazać niebezpieczne dla czworonogów
Reklama
– kończy Czytelniczka.
Rzeczywiście jakość schodów, szczególnie od mostu im. Orląt Przemyskich w kierunku osiedla na Kmieciach po stronie zasańskiej i do Hotelu Accademia od strony Wybrzeża Józefa Piłsudskiego, pozostawia wiele do życzenia. Jest to o tyle dziwne, że tych zejść jest raptem około dziesięciu po obu stronach. Teoretycznie nie powinno być żadnego problemu z utrzymaniem ich w przyzwoitym stanie. Jest inaczej. Tak jak w przypadku innych miejskich problemów, tak i w tym obowiązuje zasada spychologii na zasadzie: to nie od nas zależy, a od innych. Na szczęście przy wszystkich schodach ustawiono śmietniki. Niestety, niewiele to daje, a to już wina tych, którzy wieczorami korzystają z uroków nabrzeża i nie tylko. Szczególnie w okolicach tarasu widokowego nad Sanem. Po biesiadach butelki lądują na betonie i w trawie zamiast w koszu. Na brak kultury i świadomości ekologicznej niewiele można poradzić. Może częstsze kontrole straży miejskiej mogłyby pomóc, ale strażnicy musieliby chyba całą dobę zajmować się tylko tym, co jest – jak wiadomo – niemożliwe.
(red.)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze