W rejonie ulicy Sportowej i Wybrzeża Wilsona doszło do wypływu ścieków do Sanu. Grupa mieszkańców twierdzi, że sytuacja trwała kilka dni. Prezes Przedsiębiorstwa Wodociągów i Kanalizacji w Przemyślu zapewnia, że nie doszło do zagrożenia ani dla ludzi, ani dla środowiska. – Z Czajką nie ma to nic wspólnego – uspokaja.
– W środę przyszliśmy popływać na kajakach. Ewidentnie śmierdziało szambem, a do Sanu wpływały ścieki. Zgłosiłem to do straży miejskiej – opowiada przemyślanin Andrzej Kornaga.
Jak twierdzi, strażnicy miejscy byli na miejscu i przekazali informację do Przedsiębiorstwa Wodociągów i Kanalizacji w Przemyślu. – Co zrobiły służby odpowiedzialne za usuwanie awarii nie wiem, ale do piątku cały czas ścieki płynęły do Sanu. Dopiero Wody Polskie, które powiadomiłem, podjęły należytą interwencję – twierdzi.
Regionalny Zarząd Gospodarki Wodnej w Rzeszowie (oddział regionalny Wód Polskich) w oficjalnym komunikacie potwierdza takie zdarzenie, o którym w piątek, 21 sierpnia, zostali powiadomieni pracownicy Zarządu Zlewni w Przemyślu.
„Do Sanu, w rejonie ulicy Wilsona i Sportowej, poprzez przelew burzowy wpływają ścieki o znamionach[paywall] ścieków komunalnych. O zdarzeniu został powiadomiony Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska. Nasi pracownicy ustalili, że jest to wylot z sieci kanalizacyjnej ogólnospławnej, której administratorem jest Przedsiębiorstwo Wodociągów i Kanalizacji Sp. z o.o. w Przemyślu” – czytamy.
Jak mówi Mariusz Kwaśny, prezes Przedsiębiorstwa Wodociągów i Kanalizacji w Przemyślu, instytucja ta została poinformowana o wypływie ścieków z przelewu burzowego do Sanu w środę, 19 sierpnia, o godz. 18.05. Wysłani na miejsce pracownicy PWiK stwierdzili nieznaczny wyciek. Natomiast większy wypływ nastąpił w piątek.
– Zawiadomienie z Wód Polskich wpłynęło do nas o 11.53, a już od ósmej rano nasze ekipy usuwały tę awarię i udrażniały przewód. O 16.15 awaria została usunięta. Od tego czasu dwa zastępy pracują codziennie po kilkanaście godzin, żeby oczyścić przewód kanalizacyjny – dodaje.
Prezes PWiK wyjaśnia, że w Przemyślu mamy kanalizację ogólnospławną, co oznacza, że w czasie deszczów nawalnych, a z takim mieliśmy do czynienia w ubiegłym tygodniu, dochodzi do przekroczenia przepustowości i ścieki mogą trafiać wraz z deszczówką do rzeki.
Przyznaje on, że w piątek do rzeki dostały się ścieki komunalne, ale zaznacza, że nie były to duże ilości. – Z Czajką nie ma to nic wspólnego – zapewnia M. Kwaśny, nawiązując do dużej awarii oczyszczalni ścieków w Warszawie, w wyniku której doszło do zanieczyszczenia Wisły.
Do sieci kanalizacyjnej dostało się mnóstwo piasku, gruzu, kawałków cegieł, czy szutru. –Sprawdzamy jak mogło do tego dojść, ale najprawdopodobniej jest to wynik ulewy, która przeszła nad miastem 17 sierpnia – opisuje M. Kwaśny, podkreślając, że są to wstępne ustalenia.
Prezes PWiK zapewnia, że zanieczyszczenia nie trafiły do sieci wodociągowej, ponieważ ujęcie wody dla Przemyśla znajduje się na wysokości Prałkowiec. – Ta ilość ścieków nie była również aż tak duża, żeby skazić San dla ujęć, które są poniżej Przemyśla – mówi.
Na miejscu była straż pożarna i policja oraz pracownicy przemyskiej delegatury Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska, którzy pobrali do badań próbki ścieków. Wyniki analiz laboratoryjnych jeszcze nie są znane, ale wykonane na miejscu pomiary, m.in. pH wody, zawartości tlenu w wodzie, przewodności elektrolitycznej i temperatury wody powyżej i poniżej wylotu kanalizacji nie wskazały na nieprawidłowości w zakresie badanych wskaźników.
– W trakcie oględzin stwierdzono wypływ do rzeki San wody koloru szarego o charakterystycznym, gnilnym zapachu w rejonie wylotu kanału awaryjnego kanalizacji ogólnospławnej z terenu miasta. Wypływająca woda nie zawierała zanieczyszczeń stałych, nie stwierdzono też zanieczyszczeń ropopochodnych, ani śniętych ryb – mówi Katarzyna Piskur, rzecznik prasowy WIOŚ w Rzeszowie.
Inspektorzy WIOŚ zostali powiadomieni o sprawie już 19 sierpnia. Wówczas stwierdzili, że z wylotu wypływała woda nagromadzona po wcześniejszych intensywnych opadach deszczu występujących na terenie miasta Przemyśla. Innego zdania są osoby korzystające z Sanu w tym rejonie.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.Czyli mało ciekłlo od środy więc luzik nie trzeba czyścić! Polityka Bakuna hahahaha
Hmm... często się zdarza, że przewod jest zatkany i wywala scieki ?
Jakoś nikt inspektorów WIOŚ nie zaprosił...
Nie zdarzało się często bo poprzednie zarządy pwiku zawsze pamiętały aby ten newlargiczny punkt czyścić. Ale obecny Pan prezes ma wszystko w głębokim powtarzaniu najważniejsze dla niego jest maksymalizacji zysku a minimalizacji kosztów ot to cała polityka Pana byłego dyrektora szpitala w Żurawiny a obecnie dumnego i butnego pana menadżera pwiku. Wodociągi to ludzie którzy tam pracują a nie jeden sfrustrowany mający rozdmuchane ego jegomość. Pycha kroczy przed upadkiem a za dużo już tych podkniec panie zarzadco
Jak to nie? Przecież w środę były dosłownie proszone panie aby przyjechały na miejsce wycieku, w końcu przyjechały, zrobiły dwa zdjęcia kanału i tyle. Panie były bardziej zainteresowane koparką po drugiej stronie Sanu niż wyciekiem szamba, przepraszam deszczówki jak rozpoznały wizualnie. Żenada, a nie ochrona środowiska.
Odbieram wyraźnie, że życie rozmylo temat. Nie ciągnęło prezesa za język. No ja mały wyciek skoro ludzie dodają filmiki.na Facebooka z.kilku dniu i wycinek się nie zmieniał. I w tym kiedy chyba przesłanie do mieszkańców, że mogą swoje szyba chyba też bezkarnie lać. Bo co tam powiedzą że dopiero się l dowiedzieli i podjęli działania od 8
Czas pana prezia mariusza powoli się kończy.
A co na to przewodniczący Rady niejaki Kamiński, Jakieś zdjęcie w garniturze na tle Wilsona z komentarzem wszak chyba nadzoruje Prezydenta jako Rada Miasta.
Zdumiewa mnie to z jaką łatwością można kogoś krytykować nie znając wszystkich szczegółów. Kanał burzowy, który istnieje od wielu lat i od lat z niego wypływają wody opadowe do Sanu, a zarządzający ma na to zezwolenie samego Marszałka Woj. Podkarpackiego, nagle wzbudził takie emocje. Nie dziwię się osobom niezorientowanym w temacie, ale są osoby, które musiały taki dokument mieć w ręce i go "dekretować", a być może uczestniczyć w procesie prowadzącym do jego wydania. Inaczej nazywa się to "pozwolenie wodnoprawne". Dziwnym trafem nikt o nim teraz nie wspomina. Czemu? Może komuś wstyd, że o nim zapomniał lub głupio wspomnieć o tym, że wydał go .... . I tu dajmy kropkę, ale jest rada. Jak ktoś chce komuś, mówiąc kolokwialnie dowalić, niech uważa, bo może to być jego przysłowiowa "stopa".
A kiedy będą odczyszczone kraty ściekowe na ulicach ?? Nie przyjmują i nie zbierają wody opadowej , bo są zapchane nieczystościami i zaklejone ASFALTEM pozostałym po remontach ulic. Czy nikt tego nie widzi i za to nie odpowiada ?
Czyli mało ciekłlo od środy więc luzik nie trzeba czyścić! Polityka Bakuna hahahaha
Hmm... często się zdarza, że przewod jest zatkany i wywala scieki ?
Jakoś nikt inspektorów WIOŚ nie zaprosił...