Ponad tydzień musieliśmy czekać na odpowiedź Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska w Rzeszowie na odpowiedź w sprawie odprowadzania przez Przedsiębiorstwo Produkcyjno-Handlowe „Krusz-Bet” sp. z o.o. w Obarzymiu (powiat brzozowski) ścieków przemysłowych do Sanu. Odpowiedź, z której, niestety, nic nie wynika.
Kiedy minął tydzień od czasu wysłania drogą e-mailową pięciu pytań do Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska w Rzeszowie i braku na nie odpowiedzi, zdecydowaliśmy się zainterweniować w Głównym Inspektoracie Ochrony Środowiska w Warszawie. Również drogą elektroniczną wyjaśniliśmy sprawę, dołączając treść maila do rzeszowskiego WIOŚ-iu. Był 22 kwietnia br. Dokładnie po 25 minutach otrzymaliśmy odpowiedź!
Przypomnijmy, o co pytaliśmy: czy od stycznia 2014 r. zakład w Obarzymiu był przez nich kontrolowany, jeśli tak, to jakie były wyniki kontroli, dlaczego na siedem zakładów prowadzących działalność w zakresie wydobywania i uszlachetniania kruszywa w dolinie rzeki San tylko jeden „Krusz-Bet” ścieki z płukania żwiru cały czas odprowadza do rzeki, czy – zdaniem WIOŚ – na terenie Obszaru Natura 2000 takie sytuacje jak odprowadzanie ścieków przemysłowych otwartym kolektorem do rzeki San jest normalnym działaniem i wreszcie jak te działania mają się do planowanego wielkiego projektu pod nazwą „Błękitny San”, na który lwia część środków finansowych pochodzić będzie z Unii Europejskiej?
Inspektor Ochrony Środowiska prawie odpowiada
W piśmie parafowanym przez zastępcę Podkarpackiego Wojewódzkiego Inspektora Ochrony Środowiska Władysława Martensa nie znaleźliśmy odpowiedzi na pytanie: czy od stycznia 2014 r. zakład w Obarzymiu był kontrolowany, więc nie wiadomo (jeśli został kontrolowany) jakie były wyniki?
Jeśli chodzi o to, dlaczego na siedem zakładów prowadzących działalność w zakresie wydobywania i uszlachetniania kruszywa w dolinie rzeki San tylko jeden „Krusz-Bet” ścieki z płukania żwiru cały czas odprowadza do rzeki, WIOŚ stwierdził, że konieczność odprowadzania ścieków do wód lub do ziemi z zakładów wydobywania kruszywa zależy od przebiegu procesu technologicznego w każdym z tych zakładów. Z tego wynika, że proces technologiczny w Obarzymiu wymaga takiego a nie innego działania.
Co zastępca miał na myśli?
Zastępca W. Martens na dwie ostatnie kwestie związane z ekologią odpowiedział tak: „Starosta przy wydawaniu pozwolenia wodnoprawnego na szczególne korzystanie z wód, w tym na wprowadzanie ścieków do wód powierzchniowych ustala w szczególności zakres korzystania z wód, warunki wykonywania uprawnienia oraz obowiązki niezbędne ze względu na ochronę zasobów środowiska, interesów ludności i gospodarki. Stroną postępowania w sprawie o wydanie pozwolenia wodnoprawnego jest m.in. właściciel wody oraz uprawniony do rybactwa w zasięgu oddziaływania zamierzonego korzystania z wód lub planowanych do wykonania urządzeń wodnych. Wojewódzki Inspektor Ochrony Środowiska nie uczestniczy w postępowaniu dotyczącym wydawania pozwolenia wodnoprawnego”.
Nie rozumiem
Konia z rzędem temu, kto zrozumiale zinterpretuje pismo (do wglądu w redakcji – przyp. MG), które otrzymaliśmy z Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska w Rzeszowie. Nie rozumiem, co pan zastępca Podkarpackiego Wojewódzkiego Inspektora Ochrony Środowiska Władysław Martens do mnie napisał. Dla mnie jest to przykład typowego urzędniczego bełkotu! Nic więcej. Przygotowywanie tego dokumentu trwało ponad tydzień. Zadałem pięć konkretnych pytań. Praktycznie na żadne z nich nie otrzymałem odpowiedzi! I teraz jestem w stanie uwierzyć w słowa wędkarzy z Dynowa, którzy opowiadali historię jak przyjechał nad San jakiś urzędnik ze stolicy Podkarpacia, który zagadnięty o kwestię ścieków odprowadzanych do rzeki, miał ponoć rzec: „Niech was o to du...a nie boli. San płynął, płynie i płynąć będzie. Są ważniejsze sprawy od czystej wody!”.
Mariusz GODOS
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.Tak się zastanawiam o co chodzi tym światowym mediom z tymi polskimi obozami zagłady(?)
Pan Radaktor mocno nadinterpretuje kwestie odwoływania się do urzędów wyższych rangą, a poza tym urząd ma ustawowe 14 dni na udostępnienie informacji publicznej, a więc pan Redaktor dostał ją znacznie szybciej.
Tak się zastanawiam o co chodzi tym światowym mediom z tymi polskimi obozami zagłady(?)
Pan Radaktor mocno nadinterpretuje kwestie odwoływania się do urzędów wyższych rangą, a poza tym urząd ma ustawowe 14 dni na udostępnienie informacji publicznej, a więc pan Redaktor dostał ją znacznie szybciej.