Lato sprzyja małolatom spragnionym przygód. W tym roku policjanci w całym kraju odnotowali już ponad tysiąc zgłoszeń o zaginięciu osób (płci obojga) do osiemnastego roku życia. Zdecydowana większość odnajduje się, ale wiele z nich podczas swojej eskapady wchodzi w konflikt z prawem tak jak Szymon, którego można zaliczyć do prawdziwych gigantów.
Szymek mieszka w małym miasteczku w województwie zachodniopomorskim. W czerwcu udało mu się jakoś skończyć drugą klasę technikum i postanowił odpocząć od rodzinnego domu i małomiasteczkowej nudy. Od kolegów nasłuchał się o urokach dzikich Bieszczad i postanowił przeżyć przygodę na południu kraju. Jedynym kłopotem był brak funduszy, ale jak się ma fantazję i niecałe siedemnaście lat, myśli się trochę inaczej. Na początku lipca Szymek, mając w kieszeni sto złotych, które podebrał rodzicom, nie żegnając się z nimi, ruszył w Polskę. Pierwszy niefart spotkał go w pociągu w Katowicach, gdzie został zatrzymany za brak biletu. Potem już stopem jakoś dotarł na Podkarpacie. Z noclegami nie było problemów, bo zawsze można znaleźć jaką opuszczoną szopę albo altankę na ogródkach działkowych, ale już świeżym powietrzem żyć się nie da. Kombinował więc Szymek, buszując po ogródkach i kradnąc w samoobsługowych sklepach. Dopiero w R. szczęście się do niego uśmiechnęło. Właściciel agroturystycznego gospodarstwa zatrudnił go do pomocy w zamian za wyżywienie i wyrko na strychu. Chłopak wytrzymał kilka dni, rąbiąc drewno, obierając ziemniaki i sprzątając po gościach. Wreszcie znudziło mu się, gdyż nie po to ruszył w świat i któregoś ranka zabrał plecak jednego z gości, wsiadł na jego rower i pojechał dalej.
Rower sprzedał na bazarze w sąsiednim miasteczku jakiemuś Ukraińcowi i mając w kieszeni trzysta złotych, poczuł się panem. Kręcąc się po ulicach poznał kilku miejscowych chłopaków, którym na przypieczętowanie znajomości postawił piwo. Jeden z nowo poznanych zaprosił go do siebie i Szymek kilka nocy przespał w prawdziwym łóżku. Być może udałoby mu się zrealizować resztę planów i dotrzeć do Soliny, ale któregoś dnia, kiedy kręcił się w okolicy bazaru, zatrzymali go policjanci. Na komisariacie pokazano mu w komputerze jego zdjęcie i dowiedział się, że jest poszukiwany nie tylko jako zaginiony, ale również jako sprawca kradzieży. To już był koniec przygody. Jeszcze jeden dzień odczekał w izbie dziecka, aż przyjechał ojciec i zabrał go do domu.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze