Reklama

Sławomir Szmal: – Były problemy z wniesieniem wina do hotelu [WIDEO]

16/07/2016 16:33

Gdzie poznał swoją żonę, kto rzuca najszybsze piłki, jak się zachowuje trener, gdy na boisku nie idzie i co ma zamiar robić po zakończeniu kariery sportowej? O tym wszystkim opowiadał bramkarz reprezentacji Polski w piłce ręcznej Sławomir Szmal podczas 29. Franciszkańskiego Spotkania Młodych w Kalwarii Pacławskiej.

Jest najbardziej rozpoznawalnym zawodnikiem polskiej kadry szczypiornistów, ale niewiele brakowało, żeby w ogóle nie mógł uprawiać sportu zawodowo. Na początku kariery przydarzyła mu się kontuzja. Diagnoza była bardzo zła: trzeba znaleźć sobie inne zajęcie. Wszystko się jednak dobrze poukładało i Sławek Szmal jest dziś ostoją polskiej reprezentacji i swojego klubu Vive Tauronu Kielce.
Dlaczego został bramkarzem? Być może przez egoizm. – Na początku grałem w polu, rzucałem bramki, ale byłem strasznym egoistą, nikomu piłki nie podawałem, a to jest sport zespołowy. Postawili mnie więc do bramki, nawet mi nieźle poszło i tam już zostałem[paywall]. Dla mnie są to olbrzymie emocje, zawsze kochałem stać na bramce, zawsze lubiłem, jak chłopaki rzucają i te piłki we mnie trafiają – powiedział.
Złapanie takiej piłki nie jest wcale łatwe. Często lecą one z prędkością 100, a nawet 120 km/h. Najmocniejszy rzut ma chyba jednak Karol Bielecki. Jego piłki osiągają 127 km/h.

To się nikomu nie udało

W Kalwarii Pacławskiej S. Szmal opowiadał o emocjonującym i niezwykłym finale Ligi Mistrzów piłkarzy ręcznych, w którym jego drużyna pokonała węgierski MVP Veszprem. – Są sytuacje, w których jesteś przegrany, nie masz wyjścia. Tak było choćby w ostatnim finale Ligi Mistrzów, kiedy 17 minut przed końcem przegrywaliśmy 9 bramkami. Tego się nie udało nikomu odrobić. Zawsze jest światełko w tunelu. Oczywiście nie wszyscy wierzą, że się uda, ale opłaca się w to wierzyć – powiedział zawodnik.
A co się dzieje w szatni, kiedy nie idzie? – Zależy z jakim trenerem mamy do czynienia. Talant Dujszebajew jest bardzo wymagający, przedstawia nam to bardzo często bijąc rękami o drzwi, więc mamy olbrzymi respekt do niego – mówił S. Szmal.
– W czasie meczu potrafię wyłączyć się i nie słyszeć publiczności, staram się skupić tylko na tym, żeby złapać piłkę, ewentualnie, żeby podpowiedzieć zawodnikom coś, co widzę z tyłu – opowiadał o swojej koncentracji.

Przemycali wino do hotelu

Legendarny polski bramkarz jest wierzący i nie kryje się z tym. Według niego łączenie wiary z występami sportowymi, nie jest większym problemem. – Wszędzie można się pomodlić, pójść do kościoła – mówi.
Są jednak sytuacje, kiedy świątyni nie ma, a modlitwa jest utrudniona. Tak było w Katarze, gdzie odbywały się Mistrzostwa Świata w 2015 r. Wprawdzie w sąsiednim hotelu mieszkał kapelan naszych sportowców, ale w pobliżu nie było żadnego kościoła. Co więcej, odprawianie mszy w pokoju było zabronione. – O tym jednak nikt nie musiał wiedzieć. Problem był z... wniesieniem wina – opowiadał S. Szmal. Wchodzący do hotelu podlegali dokładnej kontroli, przechodząc przez bramki niczym na lotnisku. Trzeba było sobie radzić w inny sposób. – Już samo kupienie alkoholu było problemem. My akurat nie byliśmy kontrolowani. Wysyłaliśmy jednego zawodnika z plecakiem, dostawał małą buteleczkę wina i wchodził do środka. Spotykaliśmy się wszyscy w jednym pokoju i za zamkniętymi drzwiami była msza święta. To są takie momenty, które będziemy pamiętać, bo był jakiś dreszczyk emocji – wspominał.

S. Szmal przyznał, że jeśli chodzi o klubową piłkę ręczną, osiągnął szczyt, bo wywalczył najważniejsze z możliwych trofeum. Ale w reprezentacji ciągle jest niedosyt. Marzeniem naszych szczypiornistów jest zdobycie medalu olimpijskiego. – W Rio będzie to trudniejsze niż w Pekinie, ale wszyscy jadą pełni wiary i to jest piękne – powiedział.
Zaznaczył, że do osiągnięcia sukcesu, oprócz umiejętności i pracy, potrzebna jest też „chemia” między zawodnikami. – Jeśli masz fajną drużynę, tych chłopaków nie trzeba motywować – powiedział. Zwrócił uwagę, że wtedy, kiedy w zespole pojawia się zawiść, nigdy nie przychodzą sukcesy.

Jesteśmy bardzo szczęśliwi

Do Kalwarii Pacławskiej S. Szmal przyjechał z żoną Anetą i synem Filipem. Swoją życiową wybrankę poznał w kościele w przerwie czuwania nocnego. Była jego pierwszą dziewczyną. Początkowo przeszkodą dla nich była dzieląca ich odległość. Nie pokonała ona jednak uczucia i po kilku latach zostali małżeństwem. Pani Aneta opowiadała, jak sobie radzi z tym, że mąż rzadko jest w domu. – Powiem szczerze, że nie jest tak źle. Te momenty, kiedy jesteśmy razem, staramy się wykorzystywać jak najlepiej. Nie mogę narzekać, jesteśmy bardzo szczęśliwi – odpowiedziała.
Co Sławomir Szmal zrobi, gdy powiesi już bramkarskie rękawice na kołku? – Będę chciał przy tym sporcie pozostać, trenować młodzież albo bramkarzy – zapowiada.


fot.Paweł Bugira
– Te momenty, kiedy jesteśmy razem, staramy się wykorzystywać jak najlepiej – mówi żona reprezentacyjnego bramkarza Aneta Szmal.

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości