– Spacer nadbrzeżem Sanu może obfitować w niespodzianki. Podobnie jak wielu mieszkańców miasta przekonałam się o tym w minioną niedzielę. Korzystając z pięknej pogody, wybrałam się wraz z dziećmi na deptak. Na miejscu zastałam wielu spacerowiczów, część z nich – podobnie jak ja – zeszła nad wodę, by pokarmić kaczki. Pozostawione nad brzegiem resztki rozbitego szkła, butelki świadczące o niedawnej libacji i śmieci szybko jednak popsuły nam humory, bo trudno się cieszyć z kontaktu z przyrodą, mając w swoim otoczeniu takie widoki.
Problem z utrzymaniem czystości nad Sanem nie jest nowy, powtarza się cyklicznie. Być może służby odpowiadające za sprzątanie powinny skrupulatniej dbać o ten teren, a może sytuacja wymaga częstszych interwencji strażników miejskich, który upominaliby pijących i zaśmiecających nadbrzeże. Skoro tak trudno zmienić mentalność tych, do których nie docierają komunikaty w stylu: wrzucaj śmieci do kosza, nie tłucz butelek, bo wtedy i ty, i inni będą się mogli cieszyć czystością nad wodą, to może czas im o tym dobitniej przypomnieć. Można by też oddelegować do pracy więźniów, którzy pomogliby w pracach porządkowych. Takie rozwiązania stosuje się w wielu miastach.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.Szanowna autorko artykułu, to nie służby miejskie są winne temu syfowi na brzegach Sanu. Winne są nastoletnie bachory, które w każdy cieplejszy wieczór i noc ten syf robią oraz zerowe zainteresowanie policji oraz Straży Miejskiej ww. parchami. Najduchy chleją, śmiecą a ww. służby mundurowe problemu nie dostrzegają. Jedynym rozwiązaniem problemu jest permanentne nękanie biesiadujących na schodkach a to możemy załatwić im my, spacerowicze, którym ten syf przeszkadza. Dzwońmy pod 997 w każdy cieplejszy wieczór i zmuszajmy policmajstrów do ruszenia czterech liter z radiowozów. Po miesiącu problem zniknie.
Szanowna autorko artykułu, to nie służby miejskie są winne temu syfowi na brzegach Sanu. Winne są nastoletnie bachory, które w każdy cieplejszy wieczór i noc ten syf robią oraz zerowe zainteresowanie policji oraz Straży Miejskiej ww. parchami. Najduchy chleją, śmiecą a ww. służby mundurowe problemu nie dostrzegają. Jedynym rozwiązaniem problemu jest permanentne nękanie biesiadujących na schodkach a to możemy załatwić im my, spacerowicze, którym ten syf przeszkadza. Dzwońmy pod 997 w każdy cieplejszy wieczór i zmuszajmy policmajstrów do ruszenia czterech liter z radiowozów. Po miesiącu problem zniknie.