Reklama

Kto nad Sanem ma leczyć dzikie zwierzęta?

Koszty leczenia poszkodowanych na terenie miasta dzikich zwierząt to dziesiątki tysięcy złotych rocznie. Miasto nie ma podpisanej umowy z żadnym lekarzem weterynarii na świadczenie tego typu usług. Ranne zwierzęta trafiają do Ośrodka Rehabilitacji Zwierząt Chronionych w Przemyślu, prowadzonego przez lek. wet. Radosława Fedaczyńskiego, który je przyjmuje, ale nie ma w tym żadnego interesu...

– Powiem szczerze, że odbieramy to trochę jako żerowanie na nas. Zamiast pożytkować energię na rozbudowę ośrodka, przyłożyć się do rehabilitacji, musimy świadczyć usługi w ramach wolontariatu. Smutne to... Oczywiście przyjmujemy te biedne zwierzęta, oczywiście leczymy je, ale kosztuje to grube tysiące. Obowiązek z tym związany spoczywa na państwie, a w tym wypadku na samorządzie lokalnym, czyli mieście Przemyśl. Tak się nauczyli lub my ich tak nauczyliśmy. Działalność charytatywna odbija się nam czkawką – stwierdził dr R. Fedaczyński[paywall].

Gdzie tkwi błąd?

Miasto ma podpisaną umowę na świadczenie usług weterynaryjnych dla zwierząt bezdomnych, czyli w 99 procentach psów i kotów. Za ponad 55 tys. zł rocznie. – Za każdym razem telefonuje do nas straż miejska i prosi o pomoc w wyłapaniu dzikich zwierząt. Zatrudniamy pracowników, którym musimy płacić. Za taki wyjazd, wyłapanie, potem leczenie musimy płacić. Nikt nie będzie tego notorycznie robić na zasadzie dobrego samarytanina. Można raz, dwa, pięć... Ale nie non stop – tłumaczy Justyna Nadwodna, dyrektor finansowy Fundacji Ośrodka Rehabilitacji Zwierząt Chronionych w Przemyślu.

Reklama

Dzikie, poszkodowane zwierzę trafia do ośrodka. Powinno na rehabilitację, a nie leczenie.

– Podam konkretny przypadek. Zadzwonili do nas, że straż miejska nie może sobie dać rady z borsukiem i żebyśmy przyjechali pomóc. Pojechał jeden z naszych pracowników. Przywiózł go do lecznicy „Ada”. Miał wykonaną pełną diagnozę, rentgen. W szpitalu przebywał trzy dni. Warto wiedzieć, że leki dla zwierząt kosztują niemal tyle samo co dla ludzi. Potem przyszła rehabilitacja. Koszt całości to ponad trzy i pół tysiąca złotych. Urzędowi Miejskiemu w Przemyślu, borsuk bowiem został poszkodowany na terenie miasta, wystawiliśmy rachunek na kwotę 818 złotych. Tylko za leczenie. To była jeden z kilku rachunków, które urząd nam odrzucił i odesłał. Z informacją zwrotną, że nie mają obowiązku płacenia za to i organem odpowiedzialnym jest Skarb Państwa. Gdzie tkwi błąd? Myślę, że w luce prawnej, że miasto uchyla się od odpowiedzialności za zwierzęta wolnożyjące. Nie potrafi się rozróżnić dwóch pojęć: leczenie i rehabilitacja. Do nas powinny, i naszym obowiązkiem jest ich przyjęcie, trafiać dzikie zwierzęta, ale tylko na rekonwalescencję! – powiedziała wiceprezes fundacji Magdalena Kud-Fedaczyńska.

Reklama

– W Rzeszowie, jak i innych miasta, są podpisywane umowy z lekarzami weterynarii na leczenie zwierząt dzikich, poszkodowanych na ich terenie. To żadna nowość. Znamy się z tymi lekarzami, więc wiemy, jak to powinno funkcjonować. Tylko Przemyśl nie ma podpisanej umowy na leczenie zwierząt dzikich. W Ustawie o ochronie zwierząt widnieje zapis, że samorząd ma obowiązek płacić za leczenie zwierząt dzikich, poszkodowanych w wypadkach komunikacyjnych – dodała Dorota Sekuła, dyrektor ds. administracji i lecznictwa Lecznicy „Ada”.

Urzędnicy badają sprawę

Sprawa ewentualnych obowiązków gminy związanych z leczeniem i utrzymywaniem dzikich zwierząt oraz pokrywania kosztów ich transportu przemyski magistrat bada od kilku tygodni. Zdaniem urzędników, przepisy zawarte w różnych ustawach nie są jednoznaczne. – Z przedstawionej na wniosek Wydziału Architektury i Ochrony Środowiska opinii prawnej wynika między innymi, że zwierzęta nieudomowione, żyjące w warunkach niezależnych od człowieka (Ustawa o ochronie zwierząt – przyp. aut.) stanowią „dobro ogólnonarodowe”. To pojęcie nie mówi wprost, kto jest zobowiązany do ponoszenia kosztów choćby ich leczenia, ale przesądza, że należy to do obowiązków państwa – tłumaczy rzecznik prasowy UM w Przemyślu Witold Wołczyk. – W tej samej ustawie określono, że organy administracji publicznej podejmują działania na rzecz ochrony zwierząt i ustanawia obowiązek współpracy inspekcji weterynaryjnej oraz innych właściwych organów administracji rządowej i samorządu terytorialnego z samorządem lekarsko-weterynaryjnym oraz innymi instytucjami i organizacjami społecznymi, które statutowo zajmują się ochroną zwierząt. Takie regulacje nie dają więc podstaw do finansowania przez samorząd kosztów leczenia, utrzymania czy transportu dzikich zwierząt. Obowiązek ten ciąży na administracji rządowej, która realizuje zadania w imieniu Skarbu Państwa. Także Ustawa o ochronie przyrody nie nakłada na samorząd takiego obowiązku. W tym przypadku odnalezienia chorego, dzikiego zwierzęcia na terenie danej gminy, ta jest zobowiązana do współdziałania z innymi organami administracji publicznej w celu udzielenia pomocy, np. poprzez poinformowanie właściwych służb weterynaryjnych – dodał.

Reklama

Padłyby w męczarniach?

Co by się stało, gdyby w którymś momencie strażnicy miejscy przywieźli ranne dzikie zwierzę, a ośrodek by go nie przyjął? – Możemy nie przyjąć, ale tego nie potrafimy. Ale gdyby tak się miało stać, najprawdopodobniej te zwierzęta padłby w wielkich męczarniach. Bo kto by za darmo je leczył? Władze wojewódzkie także umywają ręce – retorycznie pyta M. Kud-Fedaczyńska.

– Zwróciliśmy się do wojewody podkarpackiego z prośbą o wskazanie instytucji na terenie naszego miasta, do którego należy kierować zgłoszenia dotyczące odnalezienia chorego dzikiego zwierzęcia. Wojewoda poinformował, że przekazanie chorej zwierzyny jest możliwe do uprawnionego, znajdującego się na wykazie Generalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska, ośrodka rehabilitacji zwierząt. Takim ośrodkiem na terenie Przemyśla jest Ośrodek Rehabilitacji Zwierząt Chronionych przy ulicy Zamojskiego. Ponadto wojewoda poinformował, że regionalny dyrektor ochrony środowiska może dofinansowywać z własnych środków budżetowych leczenie i rehabilitację zwierząt w takich ośrodkach. Zwróciliśmy się więc do Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska w Rzeszowie z pytaniem, czy wspomniany ośrodek ma podpisaną umowę z dyrekcją. Odpowiedź jest twierdząca. Dostaliśmy również kopię umowy obowiązującej do 16 grudnia 2019 roku Zleca ona ośrodkowi świadczenie usług weterynaryjnych związanych z leczeniem, rehabilitacją i utrzymywaniem rannych lub chorych zwierząt gatunków prawem chronionych. Aby jednak całkowicie i do końca wyjaśnić sprawę leczenia i utrzymywania dzikich zwierząt, zaproponujemy w najbliższym czasie spotkanie z udziałem kierownictwa Ośrodka Rehabilitacji Zwierząt Chronionych w Przemyślu – dodał W. Wołczyk.

– Powiedziałem naszym pracownikom, że charytatywnie można działać do czasu. Do czasu, kiedy to się skumuluje, a my nie będziemy już w stanie przyjąć nikogo. Jeśli będzie potrzeba, skierujemy sprawę do odpowiednich instancji – zapowiedział R. Fedaczyński.
MG
Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Grrrr - niezalogowany 2019-06-25 19:20:42

    Przecież jest to ośrodek rehabilitacji zwierzat chronionych, za które dostaja dotacje. A co z ta miloscia do zwierzat i powolaniem do pomocy im karierowiczu?  Zbierasz kase gdzie mozesz i ciagle Ci malo....

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Paweł - niezalogowany 2019-06-25 23:17:18

    Oj ten Pan to mi by prawie zwierzaka zabił, w porę się zorientowałem i już tam nie zajadę. Słyszałem, że chore i bezdomne leczy świetnie przed obiektywem, ale pozostałe to już niekoniecznie. Podobno na Foresta zbierał jeszcze po tym, jak już zbiórka była wystarczająca, a pies wyleczony.Smutne bo kiedyś działał z pasją i był naprawdę dobry, a teraz tylko $$$. A ta psia wioska? Przecież to jakieś nieporozumienie. Mamy schronisko, które dobrze działa, więc psia wioska to ma być kolejny biznes zdobywania kasy na ludzkich sercach. Gdyby nasze schronisko było jak radysy albo jeszcze gorzej to bym zrozumiał powstanie azylu, ale skoro jest miejskie schronisko  o dobrym standardzie to tam powinny iść pieniądze, a nie do następnej kieszeni.A wiecie, że zgodnie z wytycznymi myśliwskimi (którymi ci panowie są) dzikie zwierzęta powinny być zabijane, kiedy nie mogą samodzielnie wrócić do dziczy? Ale skoro można na tym zarobić....Oj długo by wymieniać

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    MK - niezalogowany 2019-06-26 14:16:39

    Gdyby dostawali tę dotację - jak wspomniałeś znawco , to by   nie pisał   i nie wypowiadał sie na ten temat  lekarz. PRZECIEŻ TO PROSTE , NIE MOŻESZ ZROZUMIEĆ?

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama